• facebook
  • rss
  • Msza św. igłą szykowana

    dodane 31.05.2012 00:00

    Tajemnica dobrego uszycia ornatu kryje się w kroju i prasowaniu – zdradza Renata Szymańska, szefowa wrocławskiej firmy „Mama i Ja”. 
– Tak powstaje strój elegancki, godny Eucharystii. O to chodzi: by była piękna.


    Nauczenie się, jak uszyć dobry ornat, nie przyszło szybko ani łatwo. – Pierwszy taki strój przygotowany przez nas… nie przechodził przez głowę – śmieje się pani Renata i przyznaje – źle wymierzyłam. Był rok 1997. Były szybkie poprawki i jazda do Włoch po naukę. W Polsce świeckie firmy rzadko się tego typu usługami zajmowały. 
Różowe, papuzie i w paski
We Włoszech panią Renatę urzekły materiały. – W Polsce widziałam ornaty z grubego poliestru, ciężkie, sztywne i, jak mówili kapłani: niewygodne – wspomina. – Gdy trzeba było dłużej podczas modlitw trzymać ręce rozpostarte, ornat ciążył. Z kolei włoskie ornaty były lekkie i delikatne. A kolory? Przepisy liturgiczne pozwalają jedynie na zielone, białe, fioletowe, czerwone, różowe i złote. Jednak Włosi na tej bazie potrafili stworzyć cuda.
Pani Renacie zapadł w pamięć kolor écru, delikatny jak mgiełka. Pamięta również odcienie zieleni całkiem innej niż w polskich kościołach, delikatne, jaśniejące.

    Przyjrzała się także uważnie ornatom Ojca Świętego – nie miały kaptura, tylko kołnierz-
-stójkę, były także dłuższe od polskich. – Wiedziałam już, że polscy kapłani takich strojów liturgicznych szukają. Spełniających oczywiście wymogi liturgii, ale zarazem nowoczesnych i funkcjonalnych – mówi. I dodaje, że szycie ornatów i kap nigdy nie będzie produkcją masową. – Najpierw wycinamy kształt z beli materiału. Spod maszyny krojczego wychodzi owal. Jego krótsza średnica ma nawet 1,70 metra. Na stole można rozłożyć tylko jeden ornat czy kapę. A może tak właśnie ma być? Szyć, wkładając w swą pracę serce i duszę?
Przepisy liturgiczne pozostawiają także pole dla gustów i wyobraźni szyjących oraz użytkowników strojów liturgicznych. – Swego czasu hitem były ornaty w pasy, tzw. misyjne – mówi Renata Szymańska i wspomina zamówienie od polskich księży pracujących w Peru. Pasy miały być zdobione geometrycznymi wzorami, podobnymi do azteckich, z wplecionym znakiem krzyża. Kapłani prosili, by miały intensywne, trochę papuzie barwy, bo „do takich kolorów przyzwyczajeni są mieszkańcy Ameryki Południowej”, tłumaczyli.

    Zresztą wrocławska firma szyła tylko pasy. Cały ornat jest za ciężki, by przewozić go samolotem.
– Ciekawa historia zdarzyła się z ornatami różowymi – śmieje się pani Renata. – Tak naprawdę różową tkaninę kupiłam do swoich prywatnych celów. Jednak gdy księża odwiedzający zakład zauważyli zwój materiału, od razu posypały się zamówienia. W Kościele katolickim można użyć różowego ornatu podczas nabożeństw III niedzieli Adwentu i IV niedzieli Wielkiego Postu, a nasze różowe ornaty były cudne, delikatne jak płatki róż, z fioletowym atłasowym pasem.
Dla spowiedników i kluczników
Firma „Mama i Ja” szyje również stroje dla chórów, szafarzy i alumnów, a także habity. – To bardzo wdzięczna praca – mówi z radością krawcowa. – Siostry są cierpliwe, zawsze uśmiechnięte i serdeczne, zwykle czekają z ciastem, gdy przyjeżdżamy. Ale także, jak wszystkie kobiety, są zatroskane, by habit dobrze leżał.
A habity, zdaniem Renaty Szymańskiej, mimo że ciągle szyte według reguł sprzed wielu lat, zgodnie ze wskazaniami założycieli poszczególnych zgromadzeń zakonnych, są niezwykle funkcjonalne.

    – Pasują prawie do każdej sylwetki, bez względu na wiek i figurę siostry czy zakonnika. Można w nich i długo maszerować, i pracować w kuchni i przy chorych, i przy dzieciach w przedszkolu – tłumaczy. – Raz tylko siostry poprosiły mnie o szczególne wzmocnienie kieszeni, by można w nich było nosić ciężkie, duże klucze do zakrystii. Ale siostry też idą z postępem – zauważa. – Modestyn, rodzaj chusty noszonej na klatce piersiowej, tak by spod habitu widoczna była biała wypustka, wypierany jest przez biały T-shirt.
Ciekawym zamówieniem były także kurtki do… konfesjonałów. Księża żalili się, że marzną, siedząc w nieogrzewanych świątyniach czy wychłodzonych murach klasztoru. Sytuację rozwiązywała nowoczesna odzież z polaru. Jednak ta kupowana choćby w sklepach sportowych zawsze miała a to kolorową naszywkę, a to mnóstwo kieszeni czy kaptur, a osoby duchowne szukały czegoś prostego i funkcjonalnego. Tak powstała seria kamizelek dla spowiedników.

    
– Praca z siostrami zakonnymi i kapłanami wniosła w nasze życie zawodowe i osobiste wiele dobrego i niemierzalnego żadną zapłatą – mówią właściciele i pracownicy firmy. – To wielka radość móc poznać tak wielu wspaniałych, o wielkim sercu, otwartych i przyjaznych nam osób – dodają.
W pracowni trwa praca nad ornatem. Przyszyty już jest gurt, czyli usztywnienie przy szyi i lamówka wokół obwodu. Pani Ewa zaczyna prasowanie. Każdy centymetr materiału musi być idealnie gładki. Nawet tak wprawnej krawcowej zajmuje to godzinę. Przypięcie i przyszycie ozdobnego pasa trwa kolejne 60 minut. Jeszcze stuła, pięknie skrojona i idealnie rozprasowana. – Szycie szat liturgicznych jest niezwykłym doświadczeniem – przyznaje Renata Szymańska. – Niby prosta praca, nieskomplikowany wzór, a jednak nie poddaje się codziennej rutynie. I jeszcze duma, z jaką potem patrzę na kapłana przewodniczącego liturgii w naszym ornacie. I myśl, że i my przyczyniliśmy się do upiększenia Mszy świętej.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół