• facebook
  • rss
  • Misja nad wielką rzeką

    dodane 31.05.2012 00:00

    Kraje Wschodu. 
Kiedyś unosił się nad wodami Jordanu, dziś szum Jego skrzydeł słychać między Dniestrem a Odrą. 
– Tak, to Duch Święty – mówią ludzie pytani o genezę wrocławsko-
-mołdawskich kontaktów. Dolny Śląsk i tereny dawnych przygód Zagłoby i Wołodyjowskiego połączyła gorąca linia.


    Waldkowi Bykowskiemu sprawa misji od dawna leżała na sercu. – Przez rok spotykaliśmy się z grupką osób u nas w domu na modlitwie (a czasem i na kluskach), oddając się Bogu do dyspozycji, gotowi, by gdzieś nas posłał – wspomina. – Odpowiedź była bardzo konkretna. Orzech [ks. Stanisław Orzechowski] zaproponował: Jedź do Mołdawii.


    Dawne stepy ożywają

    
Waldek pojechał, i to nie raz. Do Naddniestrza też. Ten kraj, który w 1990 r. ogłosił niepodległość, odłączając się od Mołdawii jako Naddniestrzańska Republika Mołdawska, na arenie międzynarodowej prawie przez nikogo nie został uznany. Ks. Tadeusz Magierowski, sercanin pracujący tam od 20 lat w mieście Rybnica, na pytanie, gdzie leży ta miejscowość, odpowiada precyzyjnie: Około 30 km od Raszkowa. A Raszków?

    Obok jaru, gdzie pod pieczą wiedźmy Horpyny przetrzymywana była Helena z sienkiewiczowskiej Trylogii.
Mołdawianie i Naddniestrzanie zaczęli raz po raz bywać we Wrocławiu, a do grona ich przyjaciół dołączały kolejne osoby. – Razem z mężem zostaliśmy poproszeni o poprowadzenie rekolekcji dla małżeństw mołdawskich i polskich w Lanckoronie – wspomina Jola Prokopiuk z Ruchu Światło–Życie. – Potem sami pojechaliśmy do Naddniestrza – najpierw ja, potem Jola – żeby bliżej poznać rzeczywistość, w jakiej ci ludzie żyją – mówi Jurek Prokopiuk. Wspomina akcję ze zbieraniem funduszy na elektryczny wózek dla niepełnosprawnego pana Antoniego mieszkającego na terenie rybnickiej parafii. Wózek udało się zakupić głównie dzięki ofiarności członków parafii pw. NMP Bolesnej na wrocławskim Strachocinie. Został uroczyście przekazany ks. Tadeuszowi w lipcu 2010 r. Kapłan z Naddniestrza przyjeżdża co jakiś czas do strachocińskiej parafii. – Nawiązało się takie międzyparafialne partnerstwo, z korzyścią dla obu stron – mówi jej proboszcz ks. Wojciech Jaśkiewicz.
– Ożywione kontakty zaowocowały powstaniem w Rybnicy Domowego Kościoła – opowiada ks. Tadeusz. 
– Wspólnotę tworzyły i młode i starsze małżeństwa, ale też np. same żony, których mężowie są niewierzący. Z czasem wyodrębniła się z tego grona grupa Odnowy w Duchu Świętym; dołączyli do niej kolejni parafianie, przedtem stojący gdzieś z boku. Odnowa ma w sobie wiele radości, otwartości, entuzjazmu – a tego bardzo nam potrzeba. Na terenach wyniszczonych przez lata komunistycznych rządów ludzie są stłamszeni, zamknięci w sobie. Kontakt z Kościołem w Polsce, z innymi wspólnotami działa ożywczo. Bardzo pomogły nam też wielkopostne rekolekcje, które prowadziła u nas s. Margerita z Indii.


    Oaza na cmentarzu

    
16-osobowa grupa, która razem z ks. Tadeuszem w maju gościła w Polsce, podróżowała do Wrocławia ok. 30 godzin, zaliczając 5 przesiadek. Przyjęci w gościnę przez parafian ze Strachocina (i jedną rodzinę z Dobrzykowic), już następnego dnia rano uczestniczyli w Mszy św. w tutejszej kaplicy. Do niektórych ich pieśni także „tubylcy” potrafili się włączyć. „Duch swiatoj pridi …” – śpiewali razem. Okazja do rozmowy pojawiała się przy kawie i cieście przygotowanym przez parafianki.
Witalij opowiada o Naddniestrzu – kraju długim i wąskim, miejscami o szerokości 15 km, o rzece płynącej niedaleko rybnickiego kościoła. – Jestem już siódmy raz w Polsce, po raz pierwszy byłem tu w wieku 11 lat, z nauczycielką polskiego – wspomina. Obok są Julia, studentka anglistyki, Andrzej – wspominający polskich dziadków, siostry Julia i Nina, których ojciec był żołnierzem Wojska Polskiego. Opowiadają, jak to ks. Tadeusz doprowadził do końca budowę parafialnego kościoła na terenie zdewastowanego dawnego polskiego cmentarza, o spotkaniach w parafii. – Rybnica nie jest mała, ma ok. 60 tys. mieszkańców, ale katolików tu niewielu, przeważają prawosławni – tłumaczą. – Jesteśmy wszyscy z grupy Odnowy w Duchu Świętym. Gromadzimy się raz w tygodniu w Rybnicy po Mszy św. Jest nas ok. 25 osób, w różnym wieku. Rozważamy słowo Boże, modlimy się, śpiewamy – wyjaśnia Galina, która w Polsce ma krewnych w Domaszkowie.
Naddniestrzańskie rodziny to często tygiel ukraińsko-rosyjsko-polsko-
-mołdawski; czasem są mieszane, też jeśli chodzi o wyznanie. Borykają się z mnóstwem problemów – gospodarczych (pobliska Mołdawia uznawana jest za najuboższy kraj Europy) i nie tylko. Plagą jest zabijanie nienarodzonych. – Obok, na Ukrainie, przez ostatnie 20 lat przeprowadzono 40 mln aborcji – mówi ks. Tadeusz.
Kiedy zaczynał pracę w Rybnicy, parafia liczyła ok. 60–70 osób, teraz jest ich 300, z czego do 200 przychodzi regularnie do kościoła. Wzniesioną jego staraniem świątynię otacza ogromny ogród pełny czerwonych róż i kęp białej juki. Przy parafii działa kuchnia dla ubogich, realizowany jest projekt dla dzieci ulicy z rozmaitymi zajęciami w świetlicy i sali komputerowej.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół