• facebook
  • rss
  • Come back to Ghana

    dodane 05.07.2012 00:00

    Można w Egipcie lub w Tunezji, Hiszpanii lub Sopocie. Oni po raz kolejny spędzają wakacje, pracując na rzecz misji. Tym razem jednak zabrali ze sobą cały bank.

    Projekt Ghana 2012 jest w pewnym sensie powrotem do korzeni wypraw misyjnych uczniów salezjańskiego LO. Dwa razy już spędzali tam swoje wakacje, pomagając m.in. przy budowie wielofunkcyjnej hali edukacyjnej, przedszkola czy remontując pomieszczania w internacie dla uczniów szkoły salezjańskiej, a także prowadząc w oratorium zajęcia dydaktyczne i ewangelizacyjne dla dzieci i młodzieży. – Sentyment, jakim darzymy ten kraj, wiąże się poniekąd z obecnością Polaków w tamtych placówkach misyjnych, którzy wciąż nas inspirują i proszą o wsparcie – tłumaczy ks. Jerzy Babiak, dyrektor szkoły.

    Tym razem młodzi wrocławianie pomagają przy przystosowaniu pomieszczeń do celów edukacyjnych we wsi Odumasse oraz prowadzą półkolonie dla dzieci. Jak podkreśla ksiądz dyrektor, o ile do prac fizycznych nie trzeba było specjalnych przygotowań, to do pracy z najmłodszymi uczestnicy projektu przygotowywali się bardzo długo. – W samej wiosce mieszka ok. 30 rodzin, więc wydaje się ona niewielka, jednak jest tam ponad 300 dzieci, tak że czekało na nas nie lada wyzwanie – zaznacza, dodając, że stworzony został specjalny bank gier i zabaw terenowych proponowanych dzieciom. Licealiści zabrali ze sobą także ponad 30 piłek do gry w koszykówkę, siatkówkę i piłkę nożną. Uczestnicy zwracają uwagę, że wprawdzie opuszczali ojczyznę pełni obaw o to, co ich spotka na Czarnym Lądzie, jednak zaraz dodają, że czuli się doskonale przygotowani do wyjazdu. – Trudno o konkretne schematy postępowania, bo takich nawet w Polsce nie można wypracować. Zawsze coś może człowieka zaskoczyć – tłumaczyli. – Za nami warsztaty, spotkania, projekcje filmów, dzięki którym zdobywaliśmy wiedzę dotyczącą tego regionu świata i zasad profilaktyki zdrowotnej. Przeszliśmy także pełny cykl szczepień ochronnych – mówi Sara Bozser, dla której będzie to pierwszy tego typu wyjazd. Zapytana, czy wie, jak się zachować, gdy na drodze stanie jadowity wąż, odpowiada z uśmiechem: – Wiem, że mam nie panikować, tylko spokojnie odejść, ale szczerze mówiąc, nie wiem, czy uda mi się nie krzyknąć z przerażenia. Na razie jest to poza mną i staram się o takich sytuacjach nie myśleć. Wrocławianie nie ukrywają, że tym, co także skłoniło ich do wyjazdu, jest możliwość doświadczenia, jak naprawdę żyją ludzie w Afryce. – Na pewno jest w nas pragnienie pomocy innym, ale w naszym wieku istotna jest także przygoda i to, że żyjemy tu nie jak turyści, ale jak zwyczajni mieszkańcy Ghany. To nie jest Afryka znana z folderów biur podróży i właśnie to pociąga w takich wyjazdach – mówi Karol Kotowicz, który drugi raz bierze udział w projekcie. Dodaje, że połknął już misyjnego bakcyla. – W te miejsca chce się wracać – zaznacza. Ks. Jerzy Babiak zwraca uwagę, że tej wyprawy nie można oceniać jedynie pod względem zewnętrznych dzieł, które wrocławianie po sobie zostawiają. – Jest to wyjazd misyjny, a zatem to, co robimy, traktujemy przede wszystkim jako ewangelizację i dawanie świadectwa naszej wiary w Jezusa Chrystusa. Podkreśla także, że jest daleki od tego, by koszty związane z projektem całkowicie ponosili rodzice licealistów. – Wtedy ten wyjazd nie do końca byłby autentyczny – tłumaczy, dodając, że cały rok młodzież, uczestnicząc w różnego rodzaju projektach, sama pracowała nie tylko, by zarobić na bilety, ale także by zdobyć pieniądze na prace remontowo-budowlane. Na ten drugi cel zebrali ponad 3 tys. euro. Gratulujemy i życzymy, by jednak jadowite węże omijały młodych wrocławian! Ks. Rafał Kowalski

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół