• facebook
  • rss
  • W Żabim Rogu

    dodane 12.07.2012 00:00

    Wielka stodoła w Praczach koło Milicza, otoczona zapachem skoszonej trawy i kwiatów, bywa wszystkim: salą koncertową i taneczną, muzeum i galerią, miejscem przyjacielskich spotkań. Na jej drewnianych wrotach wisi zdjęcie, na którym tajemniczy mężczyzna przechodzi przez bramę.

    Fotografia ukazuje ostatniego ewangelickiego pastora z pobliskiego Sułowa. Jego córka, Bettina Harnischfeger, spędziła w tej miejscowości kilka pierwszych lat życia. Po długim czasie wróciła w rodzinne okolice. Razem z mężem utworzyła w Praczach swoisty ośrodek kultury w stodole nazwanej Żabim Rogiem. – To zdjęcie jest jakby pomostem między przeszłością i teraźniejszością. Okoliczni ludzie znają tę bramę istniejącą do dziś, znają też mnie – opowiada. – Historia moja i mojego ojca budzi zaciekawienie.

    Droga tam i z powrotem

    Pani Harnischfeger urodziła się w 1941 r. – Niewiele pamiętam z czasów wojny, byłam mała, ale przypominam sobie z tamtych dni atmosferę strachu – mówi. Jej rodzina rzeczywiście miała się czego bać. Ojciec związany był z antyhitlerowskim ruchem istniejącym w ramach Kościoła ewangelickiego, między innymi z tzw. Pfarrernotbund – skupiającym duchownych sprzeciwiających się antyżydowskim działaniom państwa. Rodzina, która mieszka obecnie w budynku dawnej plebanii, przy okazji remontu znalazła parę lat temu ukryte pod belką dachu dokumenty z tamtych lat – schowane pewnie przed gestapowcami, którzy raz po raz przeszukiwali dom. Pastor z Sułowa został wysłany w pobliże linii frontu na północny wschód dzisiejszej Polski, gdzie zmarł w 1944 r. Rodzina małej wówczas Bettiny wyjechała na Zachód w styczniu 1945 r. Mijały lata, toczyło się życie. W 1979 r. po raz pierwszy od czasów wojny, razem z mężem Hansem, pani Harnischfeger przyjechała do Polski. – W Sułowie poznaliśmy bardzo sympatyczną rodzinę kierownika miejscowej szkoły – wspomina. – Zatrzymaliśmy się u nich i... nawiązała się przyjaźń. Odtąd raz po raz odwiedzaliśmy się. Podczas jednej z wizyt w Dolinie Baryczy małżonkowie, uwielbiający długie spacery po lasach, trafili do Pracz. Znaleźli tu piękne, choć zrujnowane gospodarstwo. Było na sprzedaż. Decyzję podjęli błyskawicznie – rok później, w 1996 r., zamieszkali tu na stałe.

    Historia, muzyka i siano

    Pracy przy zniszczonych budynkach było mnóstwo, ale zapału też nie brakowało. – Od początku mieliśmy dużo gości. Nocowali na sianie, pod namiotami. Postanowiliśmy przystosować więcej pomieszczeń do noclegów – wspomina pani Bettina i dodaje, że od razu zwróciła uwagę na wielką stodołę.

    – Jestem miłośniczką muzyki; czułam, że w tym budynku jest dobra akustyka. Odnowiliśmy go i... przyszedł moment, gdy przyjechała do nas orkiestra kameralna, w której w Niemczech grałam na skrzypach. To była radość! Ich pobyt zakończył się koncertem muzyki klasycznej. Przyszło na niego do stodoły sporo ludzi, bardzo im się podobało, że coś się w Praczach dzieje. Odtąd orkiestra przyjeżdżała tu co roku. W stodole zaczęło tętnić życie. Służy jako miejsce wystaw, wykorzystywana jest przy występach chórów, kabaretów, a ostatnio działała w niej nawet strefa kibica. – Rok temu był taki jeden dzień, gdy przed południem odbywały się tu spotkania w ramach konferencji organizowanej przez Fundację EkoRozwoju; w południe została odprawiona w stodole Msza św. towarzysząca wiejskiemu festynowi (ponieważ deszcz uniemożliwił odprawienie jej na dworze), a wieczorem odbyła się tu zabawa taneczna – opowiada pani Harnischfeger. – Stodoła jest multifunkcjonalna! Razem z mężem Hansem, niestety już nieżyjącym, prowadzili dla dzieci kursy językowe nazywane Akademią Pana Kleksa (długa broda Hansa nasuwała takie skojarzenia). Szczególnym wydarzeniem była wystawa pt. „Okna do przeszłości”, a także ekspozycja poświęcona antyhitlerowskiej opozycji pastorów w czasie wojny. Na potrzeby tej pierwszej gospodyni Żabiego Rogu zebrała od okolicznych mieszkańców i zeskanowała stare fotografie ukazujące życie ludzi tutaj, tuż po ich przybyciu na Dolny Śląsk. Uwiecznione były na nich chrzciny, wesela, komunie. Umieściła je w ramach starych okien. Obok znalazły się zdjęcia sprzed wojny, w tym to z pastorem przechodzącym przez bramę. Otwarte okna do świata z dawnych lat... Trzeba by jeszcze wspomnieć o umieszczonym przy stodole małym muzeum dawnych sprzętów, o stojącej przy wejściu zabytkowej dzwonnicy, której dzwon wciąż informuje o ważnych wydarzeniach, i o tym, że funkcjonuje tu gospodarstwo agroturystyczne (gdzie można spać w łóżkach wypełnionych sianem!). W Żabim Rogu historia splata się z nutami, zapachem róż i świeżego chleba.

    Agata Combik

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół