• facebook
  • rss
  • Przy Bożym ognisku

    dodane 26.07.2012 00:00

    Benedyktynki sakramentki. Bratkowa, Liliowa, Szarotkowa – nazwy ulic wrocławskich Pawłowic mówią same za siebie. Osiedle przypomina cichy ogród. Niewiele się tu dzieje? Pozory. Wśród bujnej zieleni... płonie ogień. To jedno z miejsc, gdzie podczas długich rozmów ze Stwórcą ważą się losy świata.

    Założycielka benedyktynek od nieustającej adoracji Najświętszego Sakramentu (w skrócie benedyktynek sakramentek) Katarzyna de Bar, była naprawdę „ognistą” kobietą. Wystarczy posłuchać niektórych jej słów: „Dziś Pan stanie w bramie tabernakulum, gdzie zostanie wystawiony, aby wołać do nas: »Kto pragnie ognia, niech przyjdzie do Mnie!«”; „O boski Ogniu! Przyjdź spalić wszystko i bądź Panem wszystkiego, co jest we mnie!”. Podobnych płomiennych wypowiedzi matki założycielki jest mnóstwo. Powołany przez nią do życia instytut należy do wielkiej rodziny benedyktyńskiej o historii trwającej już 1500 lat. W jej ramach Mechtylda powołała w XVII w. gałąź, której mniszki mają nieustannie trwać przed Najświętszym Sakramentem.

    Jak wieczne lampki

    – Do Polski instytut trafił dzięki królowej Marysieńce, żonie Jana III Sobieskiego – tłumaczą siostry Miriam (przeorysza) i Elżbieta. Kiedy wojska jej męża w 1683 r. ruszały w stronę Wiednia, Marysieńka ślubowała Bogu, że po ich zwycięstwie ufunduje w Warszawie klasztor benedyktynek sakramentek, z którymi zetknęła się we Francji. Tak się stało. Pierwsze mniszki, w 1688 r., po długiej podróży lądem i morzem, pośród morskiej burzy i innych przygód, przybyły do polskiej stolicy. Zamieszkały najpierw na zamku królewskim, a potem w nowym klasztorze. Stał się on najstarszym w Polsce ośrodkiem adoracji trwającej nieustannie dzień i noc, od ponad 300 lat, przerwanej na krótko tylko podczas powstania warszawskiego. Z klasztoru w stolicy „wykiełkowała” fundacja lwowska. Ze Lwowa po II wojnie światowej siostry trafiły na zachód Polski. 8 grudnia tego roku będą świętować 30-lecie swojej obecności we Wrocławiu. Są instytutem kontemplacyjnym, koncentrującym się na modlitwie. Jak żyją? Bardzo prosto.– Św. Benedykt założył swoją wspólnotę na wzór rodziny, kładąc nacisk na liturgię – opowiada s. Miriam. – W centrum naszego życia jest Msza św., ponadto wspólnie odmawiana liturgia godzin. U benedyktynek sakramentek nacisk jest położony na kult Najświętszego Sakramentu. Każda siostra ma obowiązek godziny adoracji – choć w praktyce często poświęca na nią więcej czasu. Oprócz tego mamy tzw. reparację. Cóż to takiego? Siostry tłumaczą, że matka Mechtylda miała na celu wynagradzanie za zniewagi Najświętszego Sakramentu, jakie często miały miejsce w jej czasach. Reparacja, od łac. reparatio, ma taki właśnie charakter. Jest to rodzaj przedłużonej adoracji odprawianej przez jedną siostrę od porannej Mszy św. do godz. 14.00. W ciągu dnia jest także czas na lectio divina – modlitewne czytanie Pisma św., rozmyślanie, rekreację. I oczywiście pracę – której nie brakuje choćby przy dużym ogrodzie. – Matka Mechtylda mówiła, że powinnyśmy być tak przeniknięte duchem adoracji, że nawet gdy nie jesteśmy w kaplicy, to sercem mamy być zawsze przy Panu – tłumaczy s. Elżbieta. Siostry dodają jeszcze, że – z ustanowienia założycielki – tytuł ksieni przysługuje u nich samej Matce Bożej, o czym przypomina Jej figura w chórze zakonnym. Przełożona po wyborze całuje stópkę Maryi. Co roku 15 sierpnia siostry oddają swojej ksieni specjalny hołd.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół