• facebook
  • rss
  • Nie było ostatniego słowa

    dodane 26.07.2012 00:00

    Dwa razy słuchała „Mazurka Dąbrowskiego”, stojąc na najwyższym stopniu olimpijskiego podium. W swojej karierze podczas igrzysk zdobyła również brąz. Z multimedalistką, żoną i mamą, wykładowcą dwóch uczelni wyższych i radną miejską Wrocławia – Renatą Mauer-Różańską – rozmawia Karol Białkowski.

    Karol Białkowski: Udział w igrzyskach to spełnienie marzeń?

    Renata Mauer-Różańska: – Pewnie dla większości sportowców tak. Ja zawsze miałam marzenia, ale byłam też pełna nadziei, że zdołam dać z siebie wszystko. Gdybym miała świadomość, że jestem nieprzygotowana i bez większych szans na zwycięstwo, to chyba nie bardzo chciałabym startować. Przeżycia związane z porażkami i zwycięstwami są ogromne i bardzo skrajne. To wszystko było moim udziałem. Podczas pierwszego startu w Barcelonie w 1992 r. to, że nie weszłam do finału, było totalną porażką. Odbiło się to negatywnie nawet na moim zdrowiu. Dlatego nie życzę nikomu porażki na IO, bo wiem, z czym to się wiąże. Oczywiście idea olimpizmu mówi, że najważniejszy jest udział, piękna walka o zwycięstwo, a nie sama wygrana. Z drugiej strony wystarczy zwrócić uwagę na reakcję mediów, jeśli któremuś z naszych reprezentantów się nie powiedzie. Komentarze krzywdzą nie tylko zawodnika, ale również rodzinę, przyjaciół. To się odbija na psychice i ma swoje konsekwencje, które ciężko przezwyciężyć.

    Cztery lata po Barcelonie był start w Atlancie. Z tych igrzysk są najpiękniejsze wspomnienia?

    – Zdecydowanie. Pamiętam, jak rosła moja forma sportowa. Wyjeżdżając do USA, byłam jeszcze przemęczona, niedospana, więc różnie wychodziło mi strzelanie na treningach. Dwa dni przed wylotem miałam wypadek samochodowy. No i jeszcze ból rozstania. Moja córka Natalia miała wtedy 4,5 miesiąca i musiałam ją zostawić pod opieką mojej mamy. Ta rozłąka sprawiła mi dodatkową przykrość, ale miałam tę świadomość, że skoro poświęcam aż tyle, to nie chcę jechać na próżno. W Atlancie byliśmy 10 dni przed startem, dzięki temu miałam czas na aklimatyzację i na wypoczynek. Z każdym dniem czułam się lepiej fizycznie i psychicznie. Wierzyłam, że mogę zdobyć medal. I to się udało. Złoto w konkurencji karabinka pneumatycznego i brąz w strzelaniu z trzech postaw sprawiły, że osiągnęłam cel i byłam bardzo szczęśliwa.

    W 2000 r. w Sydney była Pani murowaną faworytką. Z obrony tytułu niestety nic nie wyszło...

    – Byłam 15. w eliminacjach. Zabrakło mi jednego lub dwóch punktów do wejścia do finału. Porażką nie był jednak brak kwalifikacji do ostatniej rundy, ale to, że uległam presji z zewnątrz. Strzelanie z karabinka pneumatycznego zawsze rozgrywane jest pierwszego dnia igrzysk. To już wtedy miał być medal. Balon był napompowany. Po nieudanym pierwszym starcie udało się opanować emocje i zdobyć kilka dni później złoto w strzelaniu z trzech postaw.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół