• facebook
  • rss
  • Warto było!

    dodane 09.08.2012 00:00

    Trzy tygodnie w lesie, nocleg w namiocie, na łóżku wyplecionym samodzielnie za pomocą sznurka, gotowanie na ogniu – gdy jedna z uczestniczek w ten sposób opisywała obóz wrocławskich Skautów Europy, który w tym roku odbywał się w Błotnicy, usłyszała: – To wakacje dla trudnej młodzieży?

    Zaprzeczyła, a niewtajemniczona rozmówczyni pytała dalej: – To po co to wszystko? – Bo tu się zawsze bardzo dużo dzieje – mówi bez zastanowienia dwunastoletnia Marysia, a jej koleżanka Wiktoria dodaje, że w ciągu roku, podczas zbiórek, nie ma okazji poznać tak naprawdę wszystkich członków grupy. Co innego na obozie. Tutaj jest na to czas, a doskonałą okazją ku temu są m.in. codzienne obowiązki i zadania, które trzeba wykonać. Jednym z nich jest dyżur w kuchni.

    Cztery dziewczyny na osmolonej od ognia patelni smażą kotlety schabowe. Każda przygotowuje posiłek dla swojego pięcio- lub sześcioosobowego zastępu. Inne donoszą chrust, by pod fajerkami żeliwnych kuchenek nie wygasł ogień. Przygotowanie obiadu zajmuje niewiele ponad godzinę, chociaż mniej wprawieni potrzebują nawet dwóch. – Stół same zaprojektowałyśmy i wykonałyśmy z sosnowych żerdzi oraz sznurka – mówią dumne harcerki. Jak się okazuje, wszystkie sprzęty w obozie są wykonane bez użycia gwoździ. W zacisznym miejscu zbudowano nawet leśną kaplicę. Tutaj sprawowana jest codziennie Msza św. Każdy zastęp może także przyjść na indywidualną modlitwę lub wspólną lekturę Biblii. Jednak dziesięciomiesięczne przygotowanie do wyjazdu nie polegało jedynie na zdobywaniu umiejętności survivalowych. – Owszem, ćwiczyłyśmy pierwszą pomoc, planowałyśmy, jak urządzimy obozowisko, ale także wybierałyśmy piosenki do naszego śpiewnika i szyłyśmy stroje – opowiadają dziewczęta, tłumacząc, że każdy obóz ma swoją fabułę. W tym roku wybrano legendy o Rycerzach Okrągłego Stołu. Zastęp „Sarna” przygotował przebrania średniowiecznego gminu. – Jesteśmy ludźmi z kuchni króla Artura – opowiada Dominika, zastępowa „Sarny”. Zastępy „Chart” i „Renifer” wolały wcielić się w rolę rycerstwa. Każda z harcerek ma własny miecz oraz zbroję. Te stroje dziewczęta wkładają zamiast błękitnych mundurów podczas gier fabularnych oraz na wieczorne ogniska. Tutaj na specjalnie przygotowanej z białego prześcieradła scenie każdy może pochwalić się talentami aktorskimi. Nie brakuje pląsów i śpiewów oraz koniecznie gry na gitarze. Na zakończenie drużynowa z duszpasterzem inicjują modlitwę. Po niej zapada cisza nocna. Nie zawsze jednak oznacza ona spokojny sen. – Kiedyś ok. 2.00 obudziły mnie gwizdki – opowiada Asia. To był nocny alarm. Wartowniczki złapały harcerzy, którzy próbowali podejść obóz. Okazali się nimi chłopcy z Pierwszej Drużyny Wrocławskiej, która obozowała kilka kilometrów dalej. Mimo że noc była nieprzespana, nie zabrakło tych, którzy cieszyli z takiego scenariusza. – Najgorsze są warty, kiedy nic się nie dzieje – wyjaśnia Dominika. Niedziela jest zawsze dniem szczególnym. – Po śniadaniu wyruszamy na Eucharystię do pobliskiej parafii – opowiadają harcerki. Z Błotnicy do sanktuarium Matki Bożej Wychowawczyni w Czarnej było „tylko” 6 km. Te, które nie wzięły butów trekkingowych, mocno żałowały, tym bardziej że tempo marszu było dość szybkie, a z powrotem także trzeba było iść pieszo. – Na pytanie „Po co to wszystko?” nie było mi łatwo odpowiedzieć jednym zdaniem – wspomina Asia i dodaje, że zamiast wymieniać pięć celów harcerskich działań, którymi są: „Bóg, charakter, zdrowie, służba i zmysł praktyczny” oraz zasad, które mają pomóc wychować odpowiedzialnego, wszechstronnie rozwiniętego człowieka – po prostu opowiedziała o swoim pobycie w Błotnicy. – Warto było – mówi z przekonaniem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół