• facebook
  • rss
  • Krzyż, miłość i garnki

    dodane 30.08.2012 00:00

    Dwa obrazy: św. Jerzy zwyciężający smoka i niepozorna służąca, która kiedyś przywędrowała z Sieprawia do Krakowa – bynajmniej nie po to, by walczyć z wawelskim smokiem, lecz wykonywać najprostsze prace. On wiódł życie z włócznią w ręku, ona – z miotłą i ścierką. Skąd ich spotkanie w kaplicy ziębickiej bazyliki?

    Duży udział ma w tym pewien franciszkanin – o. Bogumił Stachowicz, krewny ks. Bogusława Konopki, proboszcza parafii pw. św. Jerzego w Ziębicach. – Był on gwardianem w krakowskim klasztorze – wspomina ks. B. Konopka. – Jeździłem do niego, a on podsunął mi kilka książek o Anieli Salawie, jej obrazki. Chodziłem do kaplicy Męki Pańskiej we franciszkańskim kościele, gdzie od rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego znajduje się jej sarkofag. Zafascynowało mnie to, że służąca może być kandydatką na ołtarze. Moja szczególna znajomość z nią trwa od lat.

    Kosz dla oficera

    Patronka zwykłych ludzi. Żyła w najgłębszej przyjaźni z Bogiem pośród obierania ziemniaków czy mycia podłogi. – Pochodzę z małej wioski o nazwie Borowice (parafia Wiązów) – mówi ks. Bogusław. – Już będąc kapłanem, pracowałem w polu. Zawsze bliskie mi było to, o czym przypomina Aniela: że każda praca ma swoją wartość, może być drogą do uświęcenia. A trzeba dodać, że w czasach A. Salawy praca służących była naprawdę ciężka. Nie miały zagwarantowanych praktycznie żadnych praw, postępowano z nimi w różny sposób. Na służbę wyruszyła z rodzinnego Sieprawia na wzór swojej starszej siostry Teresy i wielu koleżanek szukających w mieście zarobku. Pochodziła z bardzo licznej rodziny (dwanaścioro dzieci z obu małżeństw ojca), której nieobca była galicyjska bieda.

    Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół