• facebook
  • rss
  • Oczy szeroko zamknięte

    Antoni Bielawski

    |

    Gość Wrocławski 38/2012

    dodane 20.09.2012 00:15

    Media nie wskazują, co mamy myśleć, ale o czym mamy myśleć – głosi jedna z zasad, którą poznają studenci edukacji medialnej. Jak to działa? Bez problemu można przekonać się na Dolnym Śląsku. 


    Zasada „porządku dziennego” mówi wprost: środki masowego przekazu odgrywają dużą rolę w kształtowaniu opinii publicznej. Mechanizm jest bardzo prosty: w każdej redakcji są osoby, które decydują, jaki materiał ujrzy światło dzienne, jaką formę będzie miała informacja oraz gdzie znajdzie się w przekazie informacyjnym. Nie trzeba nikogo przekonywać, że koncentracja mediów na wybranym zagadnieniu, podanie informacji jako pierwszej lub poświęcenie jej więcej czasu sprawia, że jest ona postrzegana jako ważna. W ten sposób dziennikarze niemal arbitralnie ustalają listy tzw. najważniejszych problemów, wpływając tym samym na uwydatnienie lub przemilczenie pewnych zagadnień społecznych, politycznych czy ekonomicznych. 
W ciągu ostatnich kilku miesięcy przez nasz region przeszło osiem demonstracji w obronie wolnych mediów. Największa przyciągnęła ponad 7 tys. osób i zablokowała główne ulice Wrocławia. Telewizja Polska nawet na jej temat się nie zająknęła. Podobnie było, kiedy swoje zdanie na temat miejsca na multipleksie dla telewizji o. T. Rydzyka wyrażali mieszkańcy Kłodzka, Bolesławca, Jeleniej Góry czy ostatnio Dzierżoniowa. Przyznajemy, że można tych zgromadzeń nie lubić, można je krytykować, jednak trudno ich nie zauważać. Gdy tak wielka rzesza osób przechodzi, blokując często ważne arterie miejskie, trzeba naprawdę mocno się starać, by udawać, że nic się nie stało. 
Od rzecznika TVP otrzymaliśmy pismo, w którym czytamy, że nieprawdą jest, iż TVP Wrocław pomija informacje o marszach w obronie TV Trwam. Jako przykład podaje się relacje o demonstracjach w Legnicy 3 maja i we Wrocławiu 10 czerwca, które znalazły się w programie informacyjnym „Fakty”. Pracownicy telewizji publicznej tłumaczą także, że w doborze tematów wydawcy kierują się przede wszystkim kryterium merytorycznym, a w dalszej kolejności również kryterium technicznym i finansowym, dodając, że w związku z oszczędnościami w spółce redakcja zmuszona była drastycznie obniżyć koszty działalności, a mając do dyspozycji ograniczone środki, wydawcy starają się umieszczać materiały o sprawach, o których wcześniej nie informowali.

    Zwrócili także uwagę, że niemożliwa była relacja z ostatniego marszu, który odbył się w Dzierżoniowie, ponieważ reporter nie miałby szans przygotować materiału do wydania głównego o 18.30.
Jakkolwiek wspomniane marsze są wydarzeniem cyklicznym, tłumaczenie jest mało przekonujące. Przed marcową demonstracją w stolicy Dolnego Śląska, która jak do tej pory była najliczniejsza w naszym regionie, TVP Wrocław ani razu o wydarzeniu nie informowała. Gdyby jeszcze przygotowanie relacji wymagało pokonania 100 km, można by uznać, że przeważył czynnik finansowy. Tymczasem z Karkonoskiej do kościoła pw. Bożego Ciała jest całkiem blisko. Dlaczego zatem TVP nie zauważyła 7 tys. demonstrantów? 
„Fakty” z 10 czerwca informowały o drugim wrocławskim marszu. Nie trzeba być jednak znawcą mediów, by zauważyć, że pięćdziesięciosekundowa informacja podana była w drugiej połowie programu. Gdy dodamy, że poprzedziła ją dwa razy dłuższa relacja o tym, na co i gdzie Rosjanie wydają pieniądze w czasie Euro 2012, co piją i gdzie śpią, wyraźnie widać, jak wysoko wydawcy ocenili jej ważność. 
W tym kontekście trudno oczekiwać od reporterów TVP wyjazdu do Dzierżoniowa i zauważenia 
1,5 tys. osób modlących się i głośno wypowiadających swoje zdanie. Tłumaczenie, że materiał nie byłby gotowy na 18.30, jest też o tyle kiepskie, że przecież w ramówce mamy jeszcze program informacyjny o 21.45, a tam np. pojawiła się obszerna relacja z meczu Śląska, której w głównym wydaniu nie było. 
Mamy świadomość, że w ostatnim czasie w różnych miejscach rozbrzmiewało słynne „Polacy, nic się nie stało”. Wielu dało się niczym w taniec chocholi wciągnąć w ten śpiew. Biorąc jednak pod uwagę badania, które dowodzą, że telewizja to medium wywierające największy wpływ na kształtowanie poglądów, ocen, budowę hierarchii spraw i problemów społecznie ważnych, dobrze by było, gdyby ta utrzymywana przynajmniej w części z abonamentu zwyczajnie informowała widzów o tym, co wydarzyło się w ich regionie. Tylko tyle.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół