• facebook
  • rss
  • Oddani na maksa

    Ks. Rafał Kowalski

    |

    Gość Wrocławski 41/2012

    dodane 11.10.2012 00:15

    Kapłani jutra. Dookoła okładki tygodników i artykuły szkalujące stan duchowny oraz wypowiedzi polityków ośmieszające kapłaństwo, a tu tymczasem każdy mówi: „Chcę być księdzem”.

    Jest ich 27. Jedni mają za sobą ukończone studia wyższe. Inni decyzję o wstąpieniu do seminarium podjęli zaraz po maturze. Niektórych od najmłodszych lat fascynowała służba kapłańska. Nie brakuje wśród nich i takich, którzy od myśli, że są powołani przez Boga, próbowali uciekać. Spotkali się kilkanaście dni temu w Henrykowie. Bo tutaj wszystko się zaczyna.

    Ucieczka nie ma sensu

    – Nie jesteśmy świętymi – mówią zgodnie. Niektórzy, tak jak Adam z Namysłowa, wyznają, że ich historia powołania ma w sobie coś z Jeremiasza i coś ze św. Augustyna. – Zawsze chciałem być księdzem, ale różne sploty wydarzeń sprawiały, że niekoniecznie kroczyłem właściwą drogą – mówi. – Z powołaniem było czasami pod górkę – dodaje i opowiada: – Zadawałem się z ludźmi, którzy deklarowali się jako ateiści. Wśród moich znajomych było także kilku świadków Jehowy, którzy wypowiadali się niepochlebnie o Kościele i ta myśl o kapłaństwie czasem gdzieś uciekała, zanikała. Jego kolega, Adrian, który pochodzi z diecezji legnickiej, mówi wprost, że przed tą myślą starał się uciec. – Bałem się dopuścić ją do siebie.

    Wybrałem studia na historii, jednak wtedy zacząłem przeżywać kryzys wiary. Bóg był dla mnie ważny, ale kościół omijałem szerokim łukiem, bo zawsze gdy byłem na Mszy św., docierało do mnie, że robię nie to, co powinienem – wspomina. W tym czasie poruszyły go słowa proboszcza jego rodzinnej parafii: „Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko będzie na swoim miejscu”. – To był chyba moment, w którym powiedziałem sobie, że nie ma sensu dalej uciekać i trzeba Bogu dać pierwszeństwo. Całkowicie inaczej swoją drogę do furty seminaryjnej opisuje Adam z wrocławskiej parafii katedralnej. – Już przed Pierwszą Komunią zostałem ministrantem. Bardzo podobało mi się służenie przy ołtarzu, jednak największe wrażenie zrobiła na mnie – wówczas kilkuletnim chłopcu – liturgia Wielkiego Piątku. Kiedy wróciłem do domu, położyłem się w pokoju na podłodze krzyżem. Moja mama była bardzo zaskoczona. Jej zdziwienie spotęgowało się, gdy zobaczyła, że – delikatnie mówiąc – pożyczyłem z kościoła książeczkę o Triduum Paschalnym i odczytywałem zawarte tam modlitwy – wspomina. Poważniej o kapłaństwie zaczął myśleć w gimnazjum, kiedy pojawiły się pierwsze rekolekcje i dni skupienia we wrocławskim seminarium.

    Jakbyś szedł na ścięcie

    Decyzja o wyborze kapłaństwa to dopiero początek. Trzeba o niej poinformować rodzinę, przyjaciół, kolegów. – Usłyszałem: „To tak, jakbyś szedł na ścięcie” – mówi Adrian z Legnicy. – Nie wiem, skąd to skojarzenie. Ja tego tak nie odczuwam. Owszem, jest jakiś medialny szum wokół księży czy kapłaństwa, ale my nie możemy się bać, że ktoś nas skrytykuje. Strach pochodzi od Złego – puentuje. Kacprowi z parafii pw. św. Andrzeja Boboli w Miliczu dziadek powiedział: „Pamiętaj, że teraz będziesz na świeczniku”. Klerycy nie dziwią się atmosferze, jaka panuje wokół kapłanów. – Sam fakt, że ktoś wybiera kapłaństwo, już może być dla wielu wyrzutem sumienia, bo jest ktoś, kto oddaje życie i wiąże swoją przyszłość z tym, czemu ktoś inny zaprzecza – mówią, a Kacper dodaje: – Pewne wartości są umniejszane, wymazywane, rugowane, a kapłan zawsze będzie tym, który głosi potrzebę zachowania tego, co najważniejsze. Teraz nie chodzi o to, żebyśmy udawali innych, niż jesteśmy, tylko na poważnie wzięli sobie do serca to, Komu chcemy służyć i oddali się temu zadaniu na maksa. Wspomina przy tym, że kilka lat temu w jego szkole rozpętała się słynna w całej Polsce akcja zdejmowania krzyży z sal lekcyjnych, zainicjowana przez kilkoro uczniów. – Wtedy dotarło do mnie, że powinienem zdobywać się na odwagę w wyznawaniu swojej wiary i publiczne przyznawać do Jezusa – opowiada. Adam dodaje, że kiedy przed kilkoma dniami prowadził modlitwę różańcową w domu opieki, który znajduje się naprzeciwko seminarium, będąc wśród ludzi starszych i chorych zrozumiał, że gdy zostanie księdzem, zawsze ktoś będzie czekał na jego pomoc. – Świat zawsze będzie czekał na Pana Jezusa – mówi stanowczo i podkreśla, że kandydaci do kapłaństwa nie mogą zapominać o tym, że Chrystus poniósł ofiarę i jeśli ich droga ma być pójściem za Nim, może wiązać się z bezkrwawym męczeństwem, które będzie polegało na rzucaniu kłód pod nogi, wyśmiewaniu, niesłusznym oskarżaniu.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół