• facebook
  • rss
  • Japonia wzywa

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 41/2012

    dodane 11.10.2012 00:15

    Nie habit czy sutanna, ale młode, otwarte serce oraz pragnienie dawania siebie innym coraz częściej decydują o podjęciu ewangelizacyjnego wyzwania na drugim krańcu świata.

    Nigdy nie miałam pragnienia wyjazdu na misje – podkreśla Anna Karwatka i zaznacza, że ostatecznie poddała się Bożej woli. W ostatnich dniach września obroniła pracę magisterską na polonistyce, a już kilka dni później wyjechała do Japonii. Jak to się stało, że odpowiedziała na głos powołania?

    Byle nie na misję

    Wszystko działo się niespodziewanie. – W ubiegłym roku spotkałam się z Magdą, koleżanką z duszpasterstwa akademickiego, która oznajmiła mi, że wyjeżdża na rok do Indii. Podziwiałam ją za tę decyzję – opowiada Ania. Dziewczyny cały czas miały ze sobą kontakt. Magda co dwa miesiące wysyłała wszystkim znajomym i dobrodziejom jej misji relację ze swojej pracy. Pewnego razu zachęciła Anię, by poszła na spotkanie z członkami wspólnoty Domy Serca, którzy we Wrocławiu chcieli opowiedzieć o swojej działalności.

    – Chciała, abym poznała ludzi, którzy są jej bliscy. Zdecydowałam się w zasadzie bez namysłu – mówi Ania. Pojechała na pierwszy weekend formacyjny, zakładając, że nie jest zainteresowana i zobowiązana do jakiegokolwiek wyjazdu ewangelizacyjnego. Mimo wszystko w głowie zaczęła kołatać myśl, że może jednak warto byłoby podjąć wyzwanie. – Pisałam wtedy pracę magisterską i nie do końca chciało mi się to robić. Modląc się, stwierdziłam, że jeśli zaproponują mi wyjazd do Japonii, to pojadę – dodaje. Ania nie ukrywa, że była to bezpieczna decyzja, która miała uspokoić jej serce. Wspólnota bowiem w tym czasie nie prowadziła żadnego domu w Kraju Kwitnącej Wiśni. – Podczas tego pierwszego weekendu, na jednej z modlitw, wypowiedziana została głośno intencja za o. Thierry, założyciela wspólnoty, który właśnie przebywał w Japonii, by rozeznać możliwość stworzenia tam placówki. Byłam szczerze przerażona i zastanawiałam się, co to ma znaczyć. Wystraszyłam się tak bardzo, że z nikim się nie podzieliłam swoimi wrażeniami. Chłonęłam za to charyzmat i zachwycałam się atmosferą – wspomina. Dopiero na zakończenie spotkania, podczas rozmowy z członkami wspólnoty, Ania odważyła się powiedzieć, że czuje „coś” w sercu. Powtarzała jednak jak mantrę, że nie chce jechać na misje. – Oni się coraz bardziej uśmiechali, a ja się dziwiłam – mówi Ania i dodaje, że ostatecznie powiedziała o tym, że gdyby mogła pojechać do Japonii, to może podjęłaby się zadania. Jeden z ojców bardzo się ucieszył i powiedział, że wspólnota właśnie powołuje Dom Serca w tamtym regionie świata. – Na ostateczną decyzję miałam dwa tygodnie. Stwierdziłam, że nie ma co się zastanawiać. Skoro przed samą sobą i Panem Bogiem zdeklarowałam się na wyjazd do Japonii, to teraz nie mogłam się wycofać – mówi. – Może nie było we mnie chęci na poziomie rozumu, jednak wszystko przyjmowałam na poziomie serca i teraz czuję ogromny spokój.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół