• facebook
  • rss
  • Gitara pełna światła

    dodane 18.10.2012 00:15

    Zna zabytki Paryża czy Grecji, cieszą ją nowe znajomości, spotkania, filmy. – Tak, oglądam je, nie boję się tego słowa – mówi Katarzyna Nowak, niewidoma artystka z Wrocławia. To piosenka „Z tobą chcę oglądać świat” wprowadziła ją do grona laureatów Festiwalu Zaczarowanej Piosenki.

    Kiedy zaczyna śpiewać, ludzie milkną z zachwytu. Ciepły, pełen spokoju głos jakby stworzony jest do poetyckich ballad. Kto by się domyślił, że dziewczyna śpiewająca o pięknie świata, mająca mnóstwo przyjaciół, absolwentka średniej szkoły muzycznej oraz dwóch kierunków na Uniwersytecie Wrocławskim, zdobywczyni nagród, współautorka książki, osoba biegle władająca kilkoma językami – jest niewidoma? – Wiele się mówi o ludziach wykluczonych z kultury. Czasem niepełnosprawne osoby nie mają wsparcia bliskich, czasem same nieco się izolują. Nie warto. Trzeba się „wkluczać” – powtarza. – Znam wielu, którzy to robią.

    Nuty na dotyk

    Dla niej i jej rodziców „wkluczanie się” było od zawsze sprawą oczywistą. Wzrok odebrał jej zepsuty inkubator, w którym umieszczono Kasię jako 7-miesięcznego wcześniaka, a może i błąd lekarzy. We wczesnym dzieciństwie nie miała jednak świadomości, że różni się od innych dzieci. Mądrzy rodzice nie izolowali jej od świata. Pozwalali wejść w kałużę, poczuć miękkość trawy, ale i parzącą pokrzywę czy kolczaste krzaki. – Uczyli mnie rozpoznawania dźwięków, dotyków – mówi. Dzięki temu np. w filmie wiele scen rozpoznaje po odgłosach. Gdy się nie widzi, uszy stają się bardzo czułe. Hałas wiertarki może sprawić ból, śpiew ptaków czy szelest liści – niesie ukojenie. Niewidoma osoba może być wrażliwa na dźwięki, ale może nie mieć muzycznego słuchu. Z Kasią jest inaczej. Od zawsze kochała muzykę. Uwielbiała baśnie w muzycznych wersjach, towarzyszył jej dźwięk fletu siostry Olgi – jak wiele osób w jej rodzinie zajmującej się muzyką. Lubiła jej słuchać w różnych odmianach. Także rockowej. – Miałam może z 4 latka, gdy siostra zaczęła mi opowiadać o muzycznych interwałach. Kiedy potem, podczas zabawy w zgadywankę, poprawnie je rozpoznałam, powiedziała moim rodzicom, że mam słuch i warto byłoby tego nie zmarnować – mówi Katarzyna.

    Najpierw chodziła do ogniska muzycznego, gdzie uczyła się gry na skrzypcach. Potem, by zapewnić jej odpowiednią edukację, rodzice zdecydowali się na przeprowadzkę ze Świnoujścia do Wrocławia. Tu, w podstawowej szkole muzycznej, zaczęła grać na gitarze. – W nauce pomagały mi najpierw koleżanki. Z czasem zaczęły się poszukiwania kogoś, kto zna zapis nutowy w brajlu. Znalazła się jedna taka osoba na Dolnym Śląsku, Stefan Wantuch. Wypożyczało się nuty z biblioteki, mój nauczyciel od nauki gry na gitarze dyktował je panu Stefanowi, a on odpowiednio je przepisywał – tłumaczy Kasia, która z czasem także nauczyła się tego zapisu. Mogła odtąd samodzielnie rozczytywać utwory.

    Pomiędzy ludzi

    Na studiowanie kulturoznawstwa namówił ją kolega ze średniej szkoły muzycznej. Potem myślała jeszcze o muzykologii, ale konieczność analizowania skomplikowanych zapisów muzycznych, niedostępnych w brajlu, przekreśliła plany. Zdecydowała się na filologię polską. Studiowanie, choć fascynujące, dla niewidomej osoby bywa czasem jak górska wspinaczka. – Teraz jest łatwiej, na Uniwersytecie Wrocławskim działa specjalista ds. studentów niepełnosprawnych (taka funkcja została powołana, gdy byłam na trzecim roku drugiego kierunku), można korzystać z pomocy asystenta, który np. osobie niewidomej zeskanuje potrzebny materiał – możliwy do odczytania przez specjalny program komputerowy. Pojawia się więcej audiobooków, zwłaszcza jeśli chodzi o współczesną literaturę. Ja w czasie swoich studiów polegałam głównie na pomocy rodziców, koleżanek. Pożyczałam materiały z biblioteki albo kserowałam, ktoś przychodził do mnie i nagrywaliśmy wszystko na dyktafon. Studia były także okazją do zawierania przyjaźni, z których wiele przetrwało do dziś. – To ja pierwsza musiałam nawiązywać kontakt – wspomina. – Osoby widzące czasem zwyczajnie boją się rozmów z niewidomymi. Nie wiedzą, jakie tematy mogą poruszyć, boją się, że niechcący kogoś urażą… Jeśli niewidzący chce się integrować ze środowiskiem ludzi zdrowych, musi podjąć wysiłek, by otworzyć się na ich świat – na przykład poprosić bliskich, żeby opowiedzieli mu o jakimś znanym filmie. Gdy rówieśnicy poruszą ten temat, nie będzie się czuł wyłączony z rozmowy, a oni nie będą skrępowani jego obecnością – wyjaśnia Kasia i dodaje, że starała się zawsze także coś ofiarować widzącym kolegom. Choćby pożyczyć materiały na zajęcia. Nie z wszystkimi można się porozumieć, to oczywiste. Czasem ktoś sprawi przykrość, zrani. Trudno.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • LWfQGloD
      28.12.2012 18:30
      What's it take to become a sublime expounder of prose like yuorself?
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół