• facebook
  • rss
  • Motyl, góry i wielki powrót

    dodane 22.11.2012 00:15

    Muzykujące rodziny. Siostry z altówkami, brat perkusista, śpiewający zięć, tańcująca ciocia, kuzyni i siostrzeńcy... Gdy się spotkają, ściany drżą od melodii z tatrzańskich hal, z Dolnego Śląska, Ukrainy, Bałkanów. Wrocław znów gromadzi krewniaków z pasją.

    Państwo Ulatowscy jeździli na wakacje w Pieniny. Gdzieś tu w serca dzieci musiały wpaść pierwsze ziarenka miłości do muzyki z gór. Fascynacja ta miała poważne konsekwencje. – Od trzeciej klasy gimnazjum jeździłam z koleżankami w Beskidy – wspomina Asia. – Dołączałyśmy do góralskich kapeli i uczyłyśmy się od nich grania. Potem zaczęłyśmy wyruszać na Podhale. I tam właśnie poznałam Józka… – Jo grołek z przyjaciółmi w karcmie w Zakopanem, na Krupówkach – mówi Józek Gruszka. – Jo słysołek, ze som takie dziewcyny z Wrocławia, które grajom muzyke folkowom. Pewnego razu w taki letni dzień przychodzi Asia z kolezankami i pytajom nos, cy mogom dołoncyć do grania. „Na cym gros?” – pytom. Asia: „Na altówce”. Jo tyz na altówce. Pytom: „Na kontrabasie tez gros?”. „No tyz grom”. „No to musis być mojom babom” – mówiem. – Po tych słowach som my razem tsy lata, łod lipca już jako małżeństwo.

    Tata łapie za kontrabas

    Zespół Ulatowskich i Gruszków był uczestnikiem listopadowych Międzynarodowych Spotkań Muzykujących Rodzin, zorganizowanych w tym roku we Wrocławiu przez Polskie Stowarzyszenie Estradowe „POLEST” przy współpracy Instytutu Muzyki i Tańca. Historia spotkań sięga lat 70. XX wieku. Marek Rostecki, ich twórca i dyrektor artystyczny, wspomina z uśmiechem, jak pracując wówczas w Wojewódzkim Domu Kultury, usłyszał od swojego dyrektora: – Chcesz mieć urlop w lipcu? Jeśli tak, do tego czasu wymyśl imprezę, która będzie sztandarowa dla Wojewódzkiego Domu Kultury. Udało się – nie tylko z urlopem. Impreza gromadząca muzykujące rodziny rozmachem przeszła najśmielsze oczekiwania. To na niej pierwsze szlify zdobywali np. Steczkowscy czy Trebunie Tutki. – W historii mieliśmy słynną muzykującą rodzinę Bachów, Mozartów i szereg podobnych rodów w Czechach, Niemczech, Włoszech, Francji. Okazuje się, że w Polsce nie jesteśmy gorsi – mówił M. Rostecki, wspominając przyjeżdżające przez lata zespoły. Po przerwie spotkania wróciły w tym roku do Wrocławia. – W moim domu zawsze rozbrzmiewała muzyka – opowiada tato Asi, Piotr Ulatowski. – Mama grała na fortepianie, babcia też – raczej klasyczne utwory: Chopina, Beethovena. Najpierw zostałem nieco przymuszony do nauki gry na pianinie. Potem zacząłem grać już dla siebie, a z czasem zamiłowanie do muzyki przeniosłem do swojej rodziny. Dzieci wcześnie zaczęły uczyć się gry. Basia ukończyła szkołę średnią jako muzyk instrumentalista, Joasia – akademię muzyczną w klasie altówki, syn Paweł uczył się gry na gitarze klasycznej, potem przeszedł na perkusję. Najpierw trzeba im było towarzyszyć w ćwiczeniach, z czasem złapali takiego bakcyla, że już nic nie odciągnęłoby ich od grania. Córki w szkole nawiązały kontakt z koleżankami, które miały zamiłowanie do muzyki góralskiej, karpackiej, a ja… zaraziłem się od nich. Swoją przygodę z muzyką przeżywają bardzo intensywnie. Dzieci grywały i grywają w różnych kapelach. Tata Piotr pod ich wpływem zainteresował się kontrabasem. Spodobało mu się. W 2005 r. stworzyli rodzinny zespół.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół