• facebook
  • rss
  • Radość jedności

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 02/2013

    dodane 10.01.2013 00:15

    Rzymski, jubileuszowy etap Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię organizowany przez braci z Taizé został dobrze zapamiętany. Zapewniają o tym uczestniczący w nim młodzi z diecezji wrocławskiej.

    Marcin zapytany, tuż przed wejściem na pokład piętrowego autobusu, dlaczego zdecydował się po raz kolejny na udział w ESM, odpowiedział enigmatycznie: „Trudno powiedzieć”. Zaznaczył przy tym, że zasiane przed laty ziarno potrzeby modlitwy cały czas kiełkuje i wymaga pielęgnacji. Tak było i tym razem. Coroczne spotkania Taizé są dla niego zaczerpnięciem ze źródła. – Od roku mieszkam w Niemczech i tam pracuję. Jedną z moich intencji była prośba, bym nie musiał wyjeżdżać za chlebem – mówi.

    W kościołach Rzymu

    Jak podkreślają uczestnicy ESM, w Rzymie zaskakująca była jego forma. – Jeżdżę na spotkania od 10 lat i jeszcze nigdy modlitwy nie odbywały się w kościołach. Młodzieży zawsze jest tak dużo, że upychano nas w wielkich halach wystawowych. Tym razem byliśmy w przestrzeni sakralnej. To było niesamowite – wspomina Emilia.

    Dziewczyna wyjechała do Wiecznego Miasta w Boże Narodzenie. Podkreśla, że od kilku spotkań stara się angażować w pomoc w przyjęciu grupy zasadniczej. – W tym roku razem ze mną pojechało z naszej diecezji 60 osób – dodaje, ciesząc się z zaangażowania kolegów i koleżanek. Emilia przygotowania do wyjazdu do Rzymu rozpoczęła jednak wiele tygodni wcześniej. – Na mojej głowie była organizacja transportu i ubezpieczenia dla większości grup z regionu. To było ogromne przedsięwzięcie – mówi. Będąc w Rzymie wcześniej niż wiele tysięcy młodych osób z całej Europy, mogła się też przyjrzeć organizacji samego spotkania. – Z tym nie było najlepiej – mówi, ale od razu zaznacza, że niedociągnięcia nie przysłaniają niezwykłości pielgrzymki. Zwraca uwagę na jej dwa wyjątkowe punkty: wspólna modlitwa z papieżem Benedyktem XVI i uroczyste wyznanie wiary podczas narodowego spotkania Polaków. – Te wydarzenia na pewno będą niezapomniane dla wszystkich – dodaje. Wymienia jednak zupełnie inne doświadczenie, które było najważniejszym przeżyciem wyjazdu. – Zaskoczył mnie bardzo jeden z braci zakonnych z Krakowa. Widzieliśmy się po raz pierwszy w życiu w punkcie przyjęcia dla polskich grup, a on zaproponował mi... sakrament pokuty. Ścięło mnie z nóg. Skąd mógł wiedzieć, że tego potrzebuję? – zastanawia się wrocławianka.

    Gesty porozumienia

    Marcin był odpowiedzialny za jedną z mniejszych grupek. Trafili do parafii na obrzeżach Rzymu. Mieli szczęście, bo zostali zakwaterowani u włoskich rodzin. – To byli rodzice i dwójka dzieci, z czego tylko mama mówiła troszkę po angielsku. A my byliśmy pełną mieszanką. Dwóch Polaków i dwie dziewczyny z Francji. Było naprawdę zabawnie przy dogadywaniu się – mówi ze śmiechem. – To było skomplikowane. Jedna z Francuzek mówiła po włosku, więc tłumaczyła wszystko na angielski i francuski. Podobne odczucia ma Krystyna. W ESM uczestniczyła po raz pierwszy i była niezwykle zaskoczona relacjami, jakie zawiązują się między młodzieżą i gospodarzami. – Moja gospodyni mówiła tylko po włosku, a ja nie. Dogadywaliśmy się przez gesty. Pewnie niewiele mnie rozumiała, ale była bardzo serdeczna i kochana – opowiada. W tym roku wyjątkowo dużo osób było zakwaterowanych w różnego rodzaju szkołach, salach gimnastycznych czy klasztorach. Monika mieszkała w salce parafialnej. Najbardziej cieszyła ją niewielka odległość od Watykanu. Niestety, w związku z małą ilością chętnych do przyjęcia pielgrzymów niemożliwe też było zaproszenie młodych na noworoczny obiad do rodzin, co jest pewną tradycją ESM. – Doświadczyliśmy czegoś niezwykłego. Przyszła do nas jedna pani i powiedziała, że skoro nikt nas nie zabrał na obiad, to ona nas zaprasza do swojej restauracji. Byliśmy tam w ponad 30 osób – opowiada. Uczestnicy podkreślają też niezwykły charakter relacji zawiązywanych w grupach międzynarodowych. – Podczas ESM rodzą się przyjaźnie i szacunek dla odmienności: kultury czy przekonań religijnych. Staramy się znajdować coś, co łączy. Co to takiego? Modlitwa – dodaje Marcin.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół