• facebook
  • rss
  • To lekarstwo może szkodzić

    Ks. Rafał Kowalski

    |

    Gość Wrocławski 08/2013

    dodane 21.02.2013 00:15

    Nowy pomysł resortu finansów może uderzyć w biura podróży na Dolnym Śląsku bardziej niż w innych regionach naszego kraju.

    Wobec spektakularnych upadków organizatorów wypoczynku w ubiegłym roku rząd przed nachodzącym sezonem wychodzi z propozycją, która ma uzdrowić rodzimą branżę turystyczną. Przypomnijmy, że obowiązująca aktualnie minimalna suma gwarancyjna, na jaką muszą być ubezpieczeni touroperatorzy, wynosi 40 tys. euro, czyli ok. 160 tys. zł. Rząd chce podnieść tę stawkę do 149 tys. euro, czyli do ok. 600 tys. złotych, tłumacząc, że uiszczane dziś przez biura podróży stawki ubezpieczeń rzadko odpowiadają rzeczywistym rozmiarom prowadzonej działalności, czego efektem były ubiegłoroczne powroty z wakacji klientów upadłych biur na koszt podatników.

    Zdaniem autorów propozycji, im większa będzie suma ubezpieczenia, tym mniej wyda marszałek, by ewentualnych pechowych turystów sprowadzić do kraju. – Trudno powiedzieć, jak zachowają się firmy ubezpieczeniowe, gdyby propozycja rządu weszła w życie – mówi Mirosław Kulbida z wrocławskiego biura podróży „Camino”, dodając, że dziś, by wykupić polisę, rocznie trzeba zapłacić składkę w wysokości od 4 do 5 tys. zł. – Gdyby wzrosła ona trzykrotnie, to dla większości małych biur byłaby to kwota zbyt wysoka, tym bardziej że coraz częściej firmy ubezpieczeniowe żądają w zastaw nieruchomości – dodaje, podkreślając, że o ile ktoś może zastawić np. mieszkanie warte 160 tys. zł, o tyle posiadanie nieruchomości wartych 600 tys. może być przeszkodą nie do pokonania. – To będzie wiązało się z brakiem możliwości wykupienia polisy, a co za tym idzie, z brakiem licencji – zauważa. Jego zdaniem, może to oznaczać upadki kolejnych biur lub ich przejście do szarej strefy. Niektórzy sugerują, że mniejsze firmy będą łączyły się w tzw. konsorcja. Na Dolnym Śląsku dochodzi kolejny problem. Bliskość lotnisk w Berlinie czy Dreźnie sprawia, że już dziś wielu Dolnoślązaków na organizatora swojego wypoczynku wybiera niemieckie biura podróży. Potwierdzają to przedstawiciele biura „Orlica”, które ma siedzibę w stolicy Dolnego Śląska, a które w ofercie ma także propozycję touroperatorów zza naszej zachodniej granicy. – Zauważamy wzmożenie zainteresowania wylotami z Niemiec w okresach, kiedy spada kurs euro czy w czasie zimowym, gdy tamtejsze biura mają o wiele bogatszą propozycję – mówią przedstawiciele „Orlicy”. Dodają przy tym, że niemiecka branża turystyczna jest jednym z najlepiej rozwiniętych rynków, dzięki czemu firmy mogą negocjować lepsze warunki np. w hotelach. – Zdarzało się, że w przypadku wyjazdu z Polski klient zamieszkałby w hotelu trzygwiazdkowym, a jego pobyt trwałby 7 dni, podczas gdy za tę samą cenę Niemcy oferowali czterogwiazdkowy hotel i dziesięciodniowy pobyt – tłumaczą. – Zagraniczne biura to niewątpliwie jeden z poważniejszych problemów dla dolnośląskich touroperatorów – przyznaje M. Kulbida. Nasi zachodni sąsiedzi nie planują podnoszenia cen, a już dziś na parkingach pod niemieckimi lotniskami możemy spotkać sporo samochodów z polskimi rejestracjami. Czy propozycja rządu nie okaże się w rzeczywistości lekarstwem, które zamiast leczyć, zaszkodzi rodzimym organizatorom wypoczynku?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół