• facebook
  • rss
  • Te ślady przetrwają wieki

    ks. Rafał Kowalski

    |

    Gość Wrocławski 16/2013

    dodane 18.04.2013 00:15

    Tabliczki z nazwiskiem fundatorów, ukryte, wygrawerowane napisy bądź nawet umieszczenie własnej twarzy na fundowanym obrazie – historycy sztuki są zdania, że jesteśmy o wiele skromniejsi od naszych przodków, ofiarujących różne dobra do kościołów.

    Msza św. w kaplicy, która stanęła przy budującym się kościele NMP Fatimskiej w Oleśnicy. – Chcemy podziękować Bogu za kolejnych ofiarodawców, którzy ufundowali dla naszej wspólnoty ornat, kapę i welon oraz sprzęty liturgiczne – mówi z ambony proboszcz ks. Jan Kudlik. Po Eucharystii z radością opowiada o ludziach, którzy przychodzą z zapytaniem o potrzeby nowej wspólnoty, gotowi zasponsorować zakup potrzebnych rzeczy.

    Symbolika daru

    O fundatorach z nieskrywaną dumą mówi także ks. Bolesław Szczęch, proboszcz par. pw. św. Andrzeja Boboli na wrocławskich Kuźnikach. Ostatnio świątynia wzbogaciła się o nowe witraże, które zdobią jej prezbiterium. – Jeden został ufundowany przez naszych parafian, którzy wspólnie złożyli się na zakup. Fundatorem drugiego jest osoba prywatna, która jednak chciała pozostać anonimowa – tłumaczy proboszcz. Także dzięki fundacjom pięknie wyremontowany w ostatnim czasie kościół w Smolnej zyskał sześć nowych figur świętych.

    Dla Wiesława Piechówki, artysty plastyka i konserwatora dzieł sztuki, sprawa jest jasna: – Każda generacja i każde pokolenie pozostawiało po sobie ślady w postaci dzieł sakralnych – mówi. Jako przykład przywołuje oleśnicką bazylikę św. Jana, w której kilka lat temu przeprowadzał prace renowacyjne. – W wielu miejscach znajdziemy herby – zaznacza, tłumacząc, że każdy z nich ma odniesienie do konkretnej rodziny. Dadzą się one zauważyć np. na baldachimie ambony. Stoją tam cztery piękne anioły, trzymające w dłoniach tarcze herbowe. Okazuje się, że nieprzypadkowo zostały ustawione w tym miejscu, jako że baldachim jest najbardziej dostrzegalnym elementem dekoracyjnym kazalnicy. – Ich wielość przywołuje nie tylko samego fundatora, ale jego żonę, przodków czy osoby, z którymi współpracował. Stąd wziął się tam np. herb Brandenburczyków. Zasada była taka, że gdy ktoś fundował jakiś element wystroju, umieszczał tam nie tylko swój „podpis”, ale także rodziny czy przyjaciół. Często było tak, że pierwsza żona już nie żyła, zatem pojawiał się herb także drugiej – opowiada W. Piechówka. Podobnie jest z emporami, które znajdują się naprzeciwko ambony. Widzimy tam siedmiu patriarchów Starego Testamentu, którzy jednak nie mają herbów. Te były umieszczone na kroksztynach pod spodem. Dalej zauważamy nieco niższą balustradę, gdzie zostali umieszczeni Chrystus i apostołowie. Historycy sztuki twierdzą, że empora wyższa miała mówić, iż ród księcia ją fundującego był dużo starszy od osób fundujących kolejne obrazy. Tutaj zauważymy, że każdy z nich jest opatrzony innym herbem. Na niektórych widzimy więcej niż jedną tarczę. To znak, że rodzina sama lub, jeśli nie było jej stać, wespół z innym rodem składała się, płaciła artyście i zamawiała wizerunek jednego z apostołów, a następnie ofiarowywała go do świątyni.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół