• facebook
  • rss
  • Tańcem w wykluczenie

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 16/2013

    dodane 18.04.2013 00:15

    W bezpłatnych zajęciach uczestniczy ok. 200 osób. Wśród nich są również niepełnosprawni zdrowotnie i społecznie. Oprócz nabywania umiejętności, ważne jest spotkanie z drugim człowiekiem i akceptacja samego siebie. Tak rodzi się pasja.

    Stanisław Kośnik wyemigrował z Polski wraz z rodzicami, gdy miał 11 lat. Kanada stała się jego drugim domem, ale w życiu dorastającego człowieka czegoś brakowało. – Nie byłem zadowolony. Za dużo pracowałem, brakowało mi wartościowego fundamentu. Postanowiłem to zmienić – mówi. Stąd decyzja o podróży „dookoła świata”. Tak trafił na Karaiby, gdzie zakochał się w... salsie. – Podczas moich wojaży przyjechałem również do Polski. Zatrzymałem się tu na dłużej. Byłem na pieszej pielgrzymce w Częstochowie, a potem zostałem, aby studiować – opowiada. Życiowe zmiany pokryły się z przeżytym nawróceniem. Odtąd zaczęli się liczyć inni.

    Spełnione marzenie

    – Jak się dziś okazuje, taniec był moim ukrytym marzeniem i dopiero podróż pozwoliła mi odkryć nowe zainteresowanie – mówi. Będąc już w Polsce, zaczął uczęszczać na zajęcia z salsy. Po roku zachęcił studentów z „Maciejówki” do nauki tańca. W zajęciach uczestniczyło nawet 40 osób. – Wśród uczęszczających na ten amatorski kurs, kilkoro złapało bakcyla i... przerosło mistrza – mówi ze śmiechem S. Kośnik. Jedna z uczestniczek jest współwłaścicielką szkoły tańca afrolatynoskiego, a inna prowadzi 2 razy w tygodniu największe salsoteki we wrocławskich klubach. Chłopak nie poprzestał na duszpasterstwie. Będąc na ostatnim roku studiów zaproponował podobne zajęcia w swojej uczelni. – Znaleźli się chętni wolontariusze, którzy całkowicie przejęli organizację przedsięwzięcia. Dzięki temu jest możliwe prowadzenie zajęć dla ok. 200 osób – mówi. Szczególnie zaangażowane w integrację poprzez salsę są Olga Bąkowicz i Iwona Lewaszkiewicz, studentki drugiego roku na kierunku finanse i rachunkowość. Podkreślają niezwykłą frajdę z możliwości spotkania i dzielenia się swoimi umiejętnościami z innymi. – Wśród kursantów kilkanaście osób posiada różnego rodzaju niepełnosprawności. Oprócz ruchowych dysfunkcji są np. niedowidzący – opowiada O. Bąkowicz. Zaznacza jednak, że żaden z uczestników nie przywiązuje do tego wagi. – Oczywiście staramy się pomagać, ale na to może liczyć każdy – tłumaczy. Zajęcia taneczne są pretekstem, by wyjść do ludzi i umożliwić im normalne, studenckie życie. – Nie tylko się uczymy, chodzimy wszyscy również do klubów, by wspólnie potańczyć – to taka zwykła akademicka rozrywka, a przez różnego typu bariery, przede wszystkim w głowie, może być niedostępna dla wszystkich chętnych. My pokazujemy, że wcale tak nie musi być – mówi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół