• facebook
  • rss
  • Nie powiem, co mnie trafia

    ks. Rafał Kowalski

    dodane 07.06.2013 01:10

    Piszkowice – niewielka wioska na Dolnym Śląsku, o której chyba nigdy bym nie usłyszał, gdyby nie znajdujący się tutaj Zakład Opiekuńczo-Leczniczy dla dzieci i materiał, nad którym pracuję.

    Kilkadziesiąt maluchów – powiedzieć, że ciężko chorych, to eufemizm. Bardzo ciężko chorych, głęboko upośledzonych. Najmłodszy ma zaledwie kilka miesięcy. Trafił wprost ze szpitala, skierowany wyrokiem sądu, czyli de facto miejsce pobytu wybrała mu Rzeczpospolita Polska. On, podobnie jak większość przebywających tu dzieci, został pozostawiony przez biologicznych rodziców. Nikły procent odwiedza swoje pociechy. Jeszcze mniejszy jest w stanie pokryć przynajmniej część kosztów ich utrzymania.

    Normalnie – dziecko pozostawione w szpitalu przez matkę „wpada” w przepisy ustawy o pieczy zastępczej. Trafia do rodziny lub do domu dziecka. Państwo płaci na jego utrzymanie. Gdy zachoruje, trafia do szpitala, a za leczenie płaci NFZ. Problemem dzieci z Piszkowic jest to, że są tak chore, iż wymagają opieki całą dobę. Bo jak się okazuje, prawo nam się rozjechało, a państwo zamknęło oczy i udaje, że tych dzieci nie ma. Są, panie premierze, prezydencie, posłowie i senatorowie, czy tego chcecie, czy nie! Są – w Piszkowicach jest ich prawie 50, a w całej Polsce ok. ośmiuset.

    Tworząc przepisy, ktoś uznał, iż placówkom, które się nimi zajmują, wystarczy zwrot kosztów leczenia. No, bo jak dzieci chore, to po co im więcej? I tak oto prawie czterdziestomilionowy naród łaskawie płaci za: rehabilitację czy żywienie dojelitowe, ewentualnie inne procedury medyczne. Jeśli prowadzący placówkę chcą mieć na opał, tudzież na prowadzenie domu i zapewnienie dzieciom opieki, niech użebrzą. Ot, tyle lat świetnie sobie radzą. Placówka taka jak ta nie znajduje się w spisie tych, o których mówi ustawa o pieczy zastępczej, a ustawodawca nie przewidział, iż matka może w szpitalu pozostawić ciężko upośledzone dziecko. Pieniądze na zorganizowanie opieki zatem się jej – zdaniem ustawodawcy – nie należą.

    Teoretycznie wystarczyłoby skorygować prawo i zapisać w ustawie, że poza leczeniem maluchów dom w Piszkowicach wykonuje także opiekę nad nimi. Wówczas – jak każda inna placówka opiekuńcza – dostawałaby także na ten cel pieniądze. Wiem, że nie jest to prosta droga, ale kto się tym chce w ogóle zajmować? Jaki elektorat dzięki temu uda się zdobyć? Dzieci, które i tak do urny wyborczej nie wrzucą kartki, a nie ukrywajmy – wielu z nich nie uda się dożyć wieku, który pozwalałby wybierać posłów i senatorów czy prezydenta. I nie chodzi tu jedynie o zorganizowanie konferencji prasowej na tle domu, ale o ciężką, konkretna pracę ludzi, których psim obowiązkiem jest troska o najsłabszych.

    Trafia mnie, gdy czytam dziś, że wrocławska klinika jest jedną z 23, gdzie państwo będzie refundować zabieg in vitro, który kosztuje kilkanaście tysięcy. Trafia mnie, gdy widzę jednego czy drugiego, dla którego największym problemem w Polsce jest praca nad ustawą o związkach partnerskich i tych dziennikarzy, którzy im przyklaskują. Nie wiem, dlaczego – myśląc o tych ludziach – przychodzą mi na myśl słowa, które zapamiętałem z filmu o prymasie Wyszyńskim: „Panie, spraw, aby nie potrafił ich nienawidzić”.

    Może dlatego, bo wciąż mam przed oczyma twarze tych dzieci i uśmiechające się oczy, kiedy zbliżałem się, wypowiadając ich imię. Dzieci ufających, że dorośli są po to, by o nie się troszczyć i im pomagać.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • czytelnik_wierny
      09.06.2013 16:09
      do rkowalski
      Tak jest. Przede wszystkim mam żal do Księdza za używanie oczywistego zaniedbania prawodawstwa jako parawanu dla równie skandalicznego marginalizowania osób homoseksualnych przez propagandę kościelną. Gdyby Gość Niedzielny zamiast grubiańskiej krytyki homoseksualizmu skutecznie wdrażał prawidłową integracją osób dotkniętych tą odmiennością do życia w rodzinie i społeczeństwie (uprawiane tu notorycznie ich poniżanie służy raczej wykluczeniu niż integracji), to ludzie „dla których największym problemem w Polsce jest praca nad ustawą o związkach partnerskich . . . ” musieliby się zająć poważniejszymi sprawami. Problem pomocy osobom obciążonym poważnymi chorobami i ich opiekunom jest skrajnie pilny. Oprócz działań ustawodawczych, integracja tych osób będzie jednak zawsze wymagała solidarnej, spontanicznej pomocy otoczenia. Dlatego raz jeszcze proponuję byśmy się razem zastanowili co możemy w tej dziedzinie zrobić w obecnej sytuacji.
    • czytelnik_wierny
      09.06.2013 16:26
      do rkowalski
      Tak jest. Przede wszystkim mam żal do Księdza za używanie oczywistego zaniedbania prawodawstwa jako parawanu dla równie skandalicznego marginalizowania osób homoseksualnych przez propagandę kościelną. Gdyby Gość Niedzielny zamiast grubiańskiej krytyki homoseksualizmu skutecznie wdrażał prawidłową integracją osób dotkniętych tą odmiennością do życia w rodzinie i społeczeństwie (uprawiane tu notorycznie ich poniżanie służy raczej wykluczeniu niż integracji), to ludzie „dla których największym problemem w Polsce jest praca nad ustawą o związkach partnerskich . . . ” musieliby się zająć poważniejszymi sprawami. Problem pomocy osobom obciążonym poważnymi chorobami i ich opiekunom jest skrajnie pilny. Oprócz działań ustawodawczych, integracja tych osób będzie jednak zawsze wymagała solidarnej, spontanicznej pomocy otoczenia. Dlatego raz jeszcze proponuję byśmy się razem zastanowili co możemy w tej dziedzinie zrobić w obecnej sytuacji.
    • Rozwiązanie
      09.06.2013 21:52
      No dobrze, socjalistyczne państwo nie działa (wiadomo) i pozoruje usługi (wszystkim-wszystko) za pobieraną składkę (wiadomo). Co postuluje ksiądz?(bez sutanny do publicznego występu, ale chyba ksiądz). Liczenie na to, że socjalizm w 40 milionowym narodzie obejmie kasą i tą placówkę jest może i słuszne, ale ... GN ma 200tys sprzedaży. Jaki jest budżet miesięczny placówki? W wyżywieniem, ogrzaniem itd? z 500 tys? Każdy z czytelników zrobi raz w roku przelew 25 (dwa zestawy w Mc D., butelka wódki, dwa bilety do kina) zł by pomóc potrzebującym dzieciom? Nie widzę, nie słyszę. Dziękuję. No, ale zawsze można do adoracji Najświętrzego Sakramentu (autentyk) wpisać do czytania przez kapłana wezwanie o -coś w tym stylu - dobre działanie NFZ-tu itp, itd. Niestety jak mawia Fidel Castro "socjalizm wymaga ofiar". Jak smok wawelski.
    • eldad
      10.06.2013 00:16
      Do czytelnika wiernego... Człowieku przepraszam, że to piszę, ale naucz się czytać ze zrozumieniem... Przykład prac nad ustawą o związkach partnerskich był jedynie egzemplifikacją inicjatyw podejmowanych przez rządy (nie tylko aktualnie sprawujące władzę), tzn. grania na emocjach, mierzenia wszystkiego słupkami poparcia i serwowania nam igrzysk... Autor tekstu ma całkowitą rację, że dzięki igrzyskom pt. "Ustawa o związkach partnerskich" rząd podbierze trochę elektoratu Palikotowi i tyle. Nawet nie spodziewałbym się wielkiego odzewu ze strony środowisk homoseksualnych, które często mówią otwarcie, że żadnych związków nie zamierzają formalizować. W przypadku prac nad pomocą tak chorym dziecią można zyskać jedynie ich wdzięczność i jeśli jest się wierzącym zasługę w niebie. To niestety nie zapewni zwycięstwa w kolejnych wyborach.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół