• facebook
  • rss
  • Jubileusz pod turniami

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 24/2013

    dodane 13.06.2013 00:15

    – Nasz obóz jest najstarszy, najdłuższy, najtańszy i najlepszy – twierdzą studenci. We wrześniu już po raz 30. kilkaset osób spod znaku DA spędzi dwa tygodnie u podnóża Tatr.

    Przez lata przez obóz przewinęły się tysiące osób. Zmieniały się pokolenia i czasy, ale nie główne założenia wyjazdu – górskie wędrówki i promocja chrześcijańskich wartości. – W 1980 r., w momencie tworzenia się „Solidarności”, byłem po pierwszym roku studiów. To był czas, kiedy można było więcej niż dotychczas. Nie trzeba było się zamykać w salkach katechetycznych. Ze swoimi przekonaniami mogliśmy wyjść na zewnątrz – mówi Wacław Giermek, który w tamtym okresie działał m.in. w DA „Porcjunkula”. Młodzież miała bardzo dużo pomysłów, które realizowała w wielu miejscach, np. na Politechnice Wrocławskiej. Założeniem była promocja duszpasterstw akademickich, które były do tej pory tematem tabu. Jak dodaje ówczesny student, cała wolność działania skończyła się wraz z wprowadzeniem stanu wojennego. Młodzież znów przeniosła się do pomieszczeń parafialnych.

    Kierunek: Tatry

    Idea stworzenia obozu integracyjnego dla studentów zrodziła się podczas regularnych spotkań szefów wszystkich duszpasterstw Wrocławia. – Podejmowaliśmy wiele wspólnych inicjatyw, wśród których były również weekendowe rajdy turystyczne. Dwa razy w roku, ruchem gwiaździstym, przybywaliśmy do jednego miejsca na Mszę św. i ubogacające spotkania – opowiada W. Giermek. Jednym z pomysłów było stworzenie takiego wyjazdu adaptacyjnego dla studentów, który byłby alternatywą dla organizowanego przez Zrzeszenie Studentów Polskich. – Naszym zamierzeniem było chodzenie po górach i promowanie wartości chrześcijańskich – dodaje. Przed młodymi ludźmi pojawiło się ogromne zadanie do wykonania i kilka podstawowych pytań – co, gdzie i jak? Kierunek tatrzański zaproponował o. Ludwik Wiśniewski, opiekun DA „Dominik”. – Pierwszy obóz odbył się w Małym Cichym. Studenci z „Dominika” jeździli tam już wcześniej na wakacyjne wypady, a my skorzystaliśmy z tego miejsca – mówi W. Giermek, który został pierwszy szefem obozu. Od samego początku były pewne trudności organizacyjne. – Razem z kolegą pojechaliśmy zarezerwować noclegi u gazdów. Kontakty przekazał nam o. Ludwik. Tymczasem gdzie nie zapukaliśmy, tam nam odmawiano. Poszliśmy więc do proboszcza miejscowej parafii i poprosiliśmy go o pomoc. Po południu, w tych samych domach, udało nam się zamówić odpowiednią liczbę miejsc – opowiada. We wrześniu 1984 r. wyjazd stał się faktem.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół