• facebook
  • rss
  • Chorał i dynie

    dodane 22.08.2013 00:15

    Cystersi. Usłyszysz o nich w Lubiążu, Krzeszowie, podziwiając obrazy Michaela Willmanna czy stawy milickie – także zakładane niegdyś przez mnichów rodem z Citeaux. By poznać ich charyzmat, warto odwiedzić również… ukryty za starym murem, pachnący koperkiem i malinami ogród w Henrykowie.

    Akurat w tych dniach odbywa się „Oblężenie klasztoru” – inscenizacja historyczna organizowana od paru lat pod murami potężnego opactwa w Lubiążu. Przy tej okazji pojawiają się tu zwykle członkowie Stowarzyszenia Lubiąż w strojach przypominających habity dawnych gospodarzy miejscowości. A gdzie dziś spotkać można żywego, nieprzebranego cystersa? Choć Dolny Śląsk pełen jest ich śladów, obecnie jedyną ich placówką na naszym terenie jest Henryków. Turyści i pielgrzymi zaglądają tu m.in. dla słynnej Księgi Henrykowskiej, wspaniałej bazyliki z rzeźbionymi stallami, wielkiego parku. Nie zawsze wiedzą, że – oprócz kleryków I roku wrocławskiego seminarium, uczniów katolickiego liceum czy podopiecznych domu opieki Caritas – żyją tu także „biało-czarni” zakonnicy.

    Z łopatą i michą mnicha

    Ojciec Kazimierz Kmak gości wita smakowitym sokiem agrestowym. Na ścianach widać portrety poważnych mnichów i mniszek z dawnych wieków, za oknem, w słońcu, słychać odgłosy kosiarki. Kiedy zakonnik przybył do Henrykowa kilka lat temu – po 17-letnim pobycie w Szczyrzycu, gdzie był przeorem oraz magistrem nowicjatu – zaangażował się w duszpasterstwo, katechizację. Gdy wracał ze szkoły, czegoś mu, jak wspomina, brakowało. Tłumaczy, że cystersi żyją w myśl benedyktyńskiej zasady „Ora et labora”, „Módl się i pracuj”, tradycyjnie podejmując także zwykłe, praktyczne zajęcia, dostrzegając wartość fizycznej pracy.

    – W Szczyrzycu do dziś mamy 100 krów polskiej rasy czerwonej, 200 hektarów pola – mówi. – Tu, w Henrykowie, najpierw pochłaniało nas jedynie duszpasterstwo. Bolał mnie brak tego tradycyjnego „labora”. W końcu, prawie trzy lata temu, razem z ojcem Eugeniuszem „weszliśmy” w ogród. Tuż obok klasztoru rosły krzewy oraz stare drzewa owocowe – jabłonie, grusze, śliwy. Dziś zielenią się tu również ogórki, rosną pomidory, fasolka, rozrasta się gąszcz malin i – ukochane przez o. Kazimierza – dynie. – Dla mnie to odskocznia od szkoły. Miejsce, gdzie mogę się wyciszyć, odpocząć, popracować z motyką, a także odprawić medytację. Proste zajęcia, jak pielenie czy sadzenie, są dobre i dla ciała, i dla ducha – mówi, wspominając historię św. Antoniego Pustelnika: – Przebywał na pustyni, próbując żyć samą tylko modlitwą. Gdy przyszło znużenie, miał sen. Zobaczył w nim anioła, który trochę się modlił, potem zajął się robieniem namiotów, pleceniem koszyków, znów się modlił. I tak Antoni zrozumiał, że w Bożej służbie musi być czas i na modlitwę, i na pracę, a także na wypoczynek.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół