• facebook
  • rss
  • Życzymy wielu łask!

    Karol Białkowski / arch. wrocławskiego GN

    dodane 15.10.2013 23:55

    Kard. Henryk Gulbinowicz obchodzi 90. urodziny. Jubilat m.in. odprawi Mszę św. w katedrze.

    Metropolita senior archidiecezji wrocławskiej będzie dziękował za dar życia i kapłaństwa podczas Mszy św. w katedrze wrocławskiej. Początek uroczystości zaplanowano na 11.00. Drugim etapem jubileuszu będzie koncert w wykonaniu Opery Wrocławskiej pod batutą dyrektor Ewy Michnik zorganizowany na cześć Księdza Kardynała przez prezydenta Wrocławia, Rafała Dutkiewicza. Wydarzenie muzyczne rozpocznie się o 18.00, jednak od 16.30 będą wyświetlane filmy o najważniejszych wydarzeniach z życia Eminencji. Ceremonię poprowadzi Konrad Imiela. Bezpłatne zaproszenia na koncert zostały rozdysponowane w parafiach archidiecezji.

    Po uroczystości, pomiędzy 20.00 a 20.30, zaplanowano specjalny pokaz fontanny na Pergoli.

    Na stronie wroclaw.gosc.pl będziemy obszernie relacjonować urodzinowe wydarzenia.

    Kard. Henryk Gulbinowicz urodził się 17 października 1923 r. w Szukiszkach na Wileńszczyźnie. Święcenia kapłańskie przyjął w czerwcu 1950 r., a sakrę biskupią w 1970 r. Od końca 1975 r. jest związany z Wrocławiem. Papież Paweł VI mianował go arcybiskupem metropolitą wrocławskim. Kościołem na Dolnym Śląsku kierował blisko 30 lat.

    Poniżej publikujemy wybrane słowa, które na przestrzeni 18 lat zostawił nam i naszym czytelnikom kard. Henryk Gulbinowicz. Materiał pochodzi ze specjalnego dodatku przygotowanego przez redakcję wrocławskiego GN z okazji jubileuszu 60-lecia kapłaństwa, 40-lecia biskupstwa i 25-lecia kardynalatu, który miało miejsce w maju 2010 r.

    Pierwsze zatargi z władzą komunistyczną

    W stalinowskich latach 50. władza się nie tłumaczyła, natomiast wymagała tego od nas. Na przykład po niektórych kazaniach… Studiując na KUL, zarabiałem na swoje utrzymanie. W październiku 1953 r. odprawiałem 40-godzinne nabożeństwo w Kętrzynie. W tym czasie kard. Stefan Wyszyński był więziony, w ramach represji komunistów wobec Kościoła katolickiego. Jak nie wspomnieć o tym? Sięgnąłem więc po analogię z XIX w. Przypomniałem abp. gnieźnieńsko-poznańskiego hr. Mieczysława Ledóchowskiego, aresztowanego przez władze niemieckie za występowanie w obronie praw Kościoła i języka polskiego. Gdy wiadomość o tym dotarła do Watykanu, papież Pius IX wykorzystał zapis konkordatu z Niemcami, że kardynałów się nie zamyka w więzieniu, i mianował arcybiskupa kardynałem. Dzięki temu został zwolniony. – Czasem więzienie prowadzi do purpury – zakończyłem opowieść. W zakrystii jakaś pobożna dusza oznajmiła mi, że w kościele siedział ubek i wszystko pisał. Przez sześć tygodni był spokój, zapomniałem o zdarzeniu, a tu portier z KUL daje mi do podpisania wezwanie na UB przy ul. Chopina. Poszedłem w sutannie. Kiedy mijałem kolejną bramę, ciarki przeszły mi po plecach, ale gdy kilku umundurowanych mężczyzn wstało odpowiadając na moje powitanie, niepokój minął. Rozmowa o moim historycznym kazaniu przebiegła spokojnie.

    GN, 18.02.2007

    O kulcie Bożego Miłosierdzia…

    Księdza prof. Michała Sopoćkę spotkałem jeszcze w Wilnie. Wstępował on czasem do tamtejszego kościoła ojców bonifratrów, w którym czczony był łaskami słynący obraz Matki Bożej Uzdrowienia Chorych, a ja służyłem w nim jako ministrant. Był rok 1938, kiedy br. Włodzimierz, bonifrater pełniący obowiązki zakrystiana, pokazał nam modlącego się ks. Sopoćkę i powiedział, że był on spowiednikiem s. Faustyny Kowalskiej. Bliżej poznałem go w wileńskim seminarium duchownym, gdzie był moim spowiednikiem. Okazał się wówczas kapłanem wymagającym, ale cierpliwym w pełnieniu posługi szafarza sakramentu pojednania. Emanowała z niego życzliwość i wyrozumiałość. Jako kilkuletni chłopiec spacerowałem kiedyś ze swoją ciotką Anną Gajewską, żoną brata mojej mamy, po wileńskiej ulicy Antokolskiej. W pewnym momencie przeszły obok nas dwie zakonnice w czarnych habitach. Pokazując jedną z nich, ciotka powiedziała do mnie: – Ta z prawej strony to siostra zakonna, z którą rozmawia Chrystus. Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Pomyślałem nawet wówczas: z kim miałby rozmawiać Pan Jezus, jeśli nie z zakonnicą? Później dowiedziałem się, że była to s. Faustyna. Podczas II wojny światowej wiele osób z mojej rodziny starało się mieć mały obrazek Jezusa Miłosiernego. Mówili: On ciebie obroni w nieszczęściu. Byłem świadkiem, jak osobom, które szły do partyzantki lub zostały aresztowane, bliscy starali się dać taki maleńki obrazek (0,5 cm na 1 cm) osłonięty celofanem, by można go było wszyć pod klapę ubrania. Mojego krewnego, inżyniera geodetę, na początku 1940 r. aresztowało NKWD. Siedział w ciężkim wileńskim więzieniu na Łukiszkach, a wiosną razem z innymi znalazł się w bydlęcym wagonie, którym miał być wywieziony na Sybir. Polscy kolejarze dokonali wówczas odważnego czynu. Odczepili wagony z więźniami od tych, w których byli NKWD-ziści, a gdy pociąg z funkcjonariuszami ruszył, wypuścili skazańców, którzy pouciekali. Nasz krewny, po powrocie z ukrycia, odwiedził kiedyś moich rodziców. Przy kolacji pokazał nam maleńki obrazek „Jezu, ufam Tobie”, mówiąc, że to on go uratował. Tak rozwijał się kult miłosierdzia Bożego.

      GN, 22.02.2004

    Msza św. za duszę… Stalina

    Był marzec roku 1953. Szedłem odprawić Mszę św. w zakonnej kaplicy sióstr, a napotkana starsza kobieta, pochwaliwszy Pana Boga, pyta mnie, czy wiem, że zmarł Stalin. – Nie wiem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, a ona na to – czy ktoś pomodli się za jego duszę? – Tak mnie poruszyła swoją wiarą, miłosierdziem i troską o duszę nieśmiertelną człowieka, że tego dnia odprawiłem Mszę św. za Stalina.

    GN, 18.02.2007

    Wrocław i pierwsze schronisko dla bezdomnych

    Śledzony zwykle nie wie, kto go pilnuje. Trzeba było mieć „spiritus wąchalitatis”… czyli nosa, ale nie zawsze to się sprawdzało. Mieszkająca naprzeciwko rezydencji kobieta robiła zdjęcia wszystkim moim gościom. Nie wiem, czy to było jej hobby, czy takie miała zadanie. W przypadku księży jednym ze znaków wskazujących na współpracę z władzami mógł być paszport wydany na wakacyjny wyjazd zagraniczny. Ale nie był to pewnik, a na domysłach nigdy nie bazowałem, podejmując decyzje. Poza tym najważniejsze było dla mnie to, co budujemy, tworzymy, a nie kto szpieguje. Kiedy wierni przychodzili z pytaniem, dlaczego na nowym osiedlu jest szpital, apteka, szkoła, przychodnia, a nie ma kościoła, starałem się spełnić ich oczekiwanie. Szedłem do wojewody, gdzie czekali na mnie I sekretarz PZPR, dyrektor wydziału do spraw wyznań, asystenci. Stawiali zarzuty, a ja chciałem przepchnąć sprawę, więc dyskutowaliśmy. Rzadko bywali drapieżni. Kiedyś spytałem, co zamierzają zrobić z „kombatantami socjalizmu”. Oburzyli się, że takich nie ma, a ja podałem nazwiska bezdomnych, którzy prosili mnie o pomoc. Wydali zgodę na pierwsze w kraju schronisko dla bezdomnych im. Brata Alberta. Dziś mamy ich w Polsce ponad 60.

    GN, 18.02.2007

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół