• facebook
  • rss
  • Złodziej ozdobnego papieru

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 50/2013

    dodane 12.12.2013 00:00

    Na zaproszenie wrocławskiej wspólnoty Fundacji L’Arche, w kościele oo. franciszkanów odbyło się niezwykłe spotkanie. Świadectwo swojego upadku i mozolnego podnoszenia się w życiu wygłosił Tim Guénard.

    Jego historia życia mogłaby posłużyć jako scenariusz do niejednego filmu akcji. Przemoc w domu, długie leczenie w szpitalu, domy dziecka i zakłady poprawcze, a także przestępstwa i bezdomność. Mimo że sytuacja wydawała się beznadziejna, Timowi udało się wyrwać z kręgu zła i wejść na drogę miłości i dobra. Swoją historię opisał w autobiograficznej książce, która we Francji stała się bestsellerem. W polskim tłumaczeniu nosi tytuł „Silniejszy od nienawiści”.

    Dno dzieciństwa

    – Gdy byłem bardzo mały, moja mama przywiązała mnie do słupa energetycznego na środku drogi i opuściła. Zajął się mną mój tato, ale on bardzo dużo pił – rozpoczyna swą opowieść Tim Guénard.

    Ojciec również bił chłopca. Gdy pewnego dnia Tim stracił przytomność, trafił do szpitala. Spędził tam trzy lata. – To wtedy stałem się pokręconym dzieckiem – dodaje. Zazdrościł ludziom, którzy mieli normalne rodziny. Nikt go nie odwiedzał. Obserwując innych pacjentów, zauważył, że ludzie mogą odnosić się do siebie miło, z szacunkiem i patrzeć z uczuciem. Pewnego dnia stał się... złodziejem papieru ozdobnego. – Był dla mnie piękny. Miałem połamane nogi, więc pełzałem ukradkiem do toalety, by się przyglądać temu papierowi. Był na nim miś, który machał ręką – wspomina. Dzięki wyimaginowanemu przyjacielowi czuł się trochę mniej samotny. Po trzech latach udało mu się wrócić do zdrowia i mógł znów chodzić. – Lekarze byli ciekawi, skąd miałem tyle siły, ale ja im nie wyjawiłem swojego sekretu. To była nienawiść – mówi. Ciągle myślał o uśmierceniu swojego ojca. Trafił do sierocińca, później do domu poprawczego, z którego uciekł. – Wyobrażałem sobie, że wolność jest piękna, ale wcale nie było tak dobrze: nie było jedzenia, picia, policja całego kraju mnie szukała – wspomina. Aby zginąć w tłumie, dotarł do Paryża. – Przez półtora roku spałem pod prawą nogą wieży Eiffla, a gdy padał deszcz, chowałem się w garażach na rowery – opowiada. Trafił w niezbyt dobre towarzystwo. – Bardzo wiele złych rzeczy nauczyłem się robić: okradać banki i prostytutki. Miałem dużo oryginalnych sposobów na życie. Zostałem złapany przez policję po trzech latach – dodaje. Znów trafił do placówki wychowawczej i znów uciekł. Ostatecznie postanowił wziąć się z życiem za bary i walczyć o wyrwanie się ze spirali zła. – Chciałem, aby mi się udało w życiu. Gdy byłem mały, słyszałem, że dzieci, które były bite, są skazane na stosowanie przemocy względem swoich dzieci. Mówiono, że tak po prostu musi być. Podobnie jeśli chodzi o alkoholizm, gwałty czy rozbite rodziny. Ja im nie chciałem wierzyć. Chciałem przechytrzyć przeznaczenie – zaznacza.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół