Nowy numer 16/2018 Archiwum

Na fali

Trudno zliczyć audycje czy utwory muzyczne, które słuchacze Radia Rodzina usłyszeli w całej jego historii. Ewangelizacyjny charakter rozgłośni przypadł do gustu wielu z nich. Kiedyś była ich garstka, dziś kilkadziesiąt tysięcy.

W październiku ubiegłego roku minęło 20 lat od pierwszych słów, które mogli usłyszeć siedzący przy radioodbiornikach słuchacze Radia Rodzina. – Od samego początku naszą misją była ewangelizacja – tłumaczy ks. Mirosław Drzewiecki, pierwszy dyrektor stacji. To na jego barkach spoczywała odpowiedzialność za zrobienie „czegoś z niczego”. Po co to wszystko? – Taka była potrzeba czasów – dodaje aktualny proboszcz parafii NMP Częstochowskiej we Wrocławiu. Z „niczego” rzeczywiście udało się stworzyć wiele. Dziś pracownicy mogą w komfortowych warunkach walczyć o słuchaczy z innymi rozgłośniami, proponując im doskonale przygotowany, zarówno merytorycznie, jak i jakościowo, program. Co więcej, rozgłośnia ma dalsze plany rozwojowe.

Wszystko za darmo

Ks. Mirosław Drzewiecki podkreśla, że na początku lat 90. XX w. ambona stała się niewystarczająca do przekazywania prawdy. – Trzeba było znaleźć inną drogę do ludzkiej duszy, także do tych, którzy do kościoła nie przychodzili. Stąd pomysł na radio – dodaje. Za powstaniem zdecydowanej większości stacji stoją ogromne pieniądze. Wiąże się to m.in. z niemałymi kosztami sprzętu: nadajników i masztów, na których się znajdują, a także podstawowego wyposażenia w mikrofony, dyktafony czy komputery. Do tego dochodzą jeszcze niebagatelne sumy związane z koncesją na nadawanie programu. Dzięki społecznemu charakterowi Radio Rodzina otrzymało ją jednak nieodpłatnie – Nie wiedzieliśmy, jak się robi radio. Przez rok modliliśmy się o pomoc Ducha Świętego. W międzyczasie dowiadywaliśmy się szczegółów dotyczących organizacji przedsięwzięcia – zaznacza ks. M. Drzewiecki.

W projekt zaangażowali się przede wszystkim podopieczni sługi Bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza z duszpasterstwa akademickiego „Pod Czwórką”. To właśnie na ul. Katedralnej 4 wygospodarowane zostały dwa niewielkie pomieszczenia, w których zorganizowano prowizoryczne studio. – Wszystko opierało się na wolontariacie, głównie studentach. Na nic nie było pieniędzy – mówi ks. M. Drzewiecki. Problemem było załatwienie odpowiedniego sprzętu. – Chodziliśmy, szukaliśmy, prosiliśmy i zwykle udawało się coś dostać.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma