• facebook
  • rss
  • Krzyż jak budzik

    ks. Rafał Kowalski, Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 05/2014

    dodane 30.01.2014 00:00

    Peregrynacja. Niesiony, wieziony, całowany i przytulany – przez blisko rok poruszał serca. Znak zbawienia, miłości i nadziei głęboko przeorał archidiecezję.

    Wielkopiątkowy krzyż Jana Pawła II właśnie kończy długą wędrówkę po naszych parafiach. Co po niej pozostanie?

    Najważniejszy jest Chrystus

    Ludzi, którzy modlili się podczas peregrynacji przy relikwii, było zapewne wiele tysięcy. Każdy z nich ma swoje własne przemyślenia i doświadczenia tego niezwykłego spotkania. Jedną z tych osób jest Mariusz Kłak, nadzwyczajny szafarz Najświętszego Sakramentu w parafii pw. św. Kazimierza Królewicza we Wrocławiu. Jak przyznaje, nie spodziewał się w związku z obecnością krzyża tak wielkich emocji.

    – Do tej pory miałem świadomość relikwii jako pamiątki po świętych z odległych czasów. Krzyż natomiast jest związany z postacią, która wypełniła większość mojego dotychczasowego życia, którą widziałem, słuchałem i przez to znałem – mówi. Podkreśla także, że była pokusa potraktowania postaci bł. Jana Pawła II jako ostatecznego odniesienia peregrynacji. – Broniłem się przed tym. Starałem się cały czas uświadamiać sobie, że najważniejszy jest Chrystus, który na tym krzyżu wisi, który zmarł, abym ja mógł żyć, i aby mógł żyć w wieczności również papież – tłumaczy. Wspomina, że w głowie kołatały mu słowa ojca świętego wskazujące na ten właśnie fakt. Mariusz Kłak zaznacza, że w momencie przybycia relikwii do parafii jeszcze nie wiedział, jak ona się dla niego skończy. – W ostatniej chwili pojawił się problem. Nie miał kto przewieźć krzyża do kolejnego miejsca, do domu sióstr zakonnych na Pawłowicach. Zgłosiłem się więc ja – opowiada. Do samochodu zabrał jeszcze, oprócz proboszcza, swojego syna. – Przekazaniu krzyża towarzyszyła podniosła atmosfera. Dodatkowo mogliśmy z synem chwilę się pomodlić w kaplicy u sióstr. To było szczególne przeżycie – dodaje. Jakie intencje zrodziły się w jego sercu? – Żyłem już zbliżającymi się narodzinami mojego trzeciego dziecka. Polecałem ten moment i oczywiście całą moją rodzinę. To ona nadają sens wszystkiemu, co robię, jest najważniejsza – mówi. Cieszy się i dziękuje Bogu, że przez wstawiennictwo bł. Jana Pawła II wszystko przebiegło szczęśliwie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół