Nowy numer 16/2018 Archiwum

Duszpasterz duszpasterzy

Formacja kapłańska. O odważnych klerykach i o tym, jak pomóc księdzu w kryzysie, z ks. dr. Aleksandrem Radeckim rozmawia ks. Jakub Łukowski.

Ks. Jakub Łukowski: W dokumentach Kościoła dotyczących formacji kandydatów do kapłaństwa znajdujemy zapisy mówiące o tym, że do pracy wychowawczej w seminariach duchownych powinni być delegowani kapłani doświadczeni i odznaczający się szczególnymi przymiotami osobistymi. Jak Ksiądz przyjął decyzję o mianowaniu na ojca duchownego kleryków?

Ks. dr Aleksander Radecki: Muszę przyznać, że gdy w Wielką Sobotę 1991 r. bp Jan Tyrawa odwiedził mnie na plebanii w Mokrzeszowie, gdzie od 6 lat byłem proboszczem, i powiedział: „Będziesz ojcem duchownym w seminarium”, nogi pode mną trochę się ugięły. Miałem świadomość, że ta praca wymaga szczególnego przygotowania, którego wówczas nie miałem. Moją siłą była natomiast pamięć o tym, że Pan Bóg dał mojej rodzinie wspaniałego tatę, który był dla mnie wzorem. Dzięki temu wiedziałem, jakie cechy powinien mieć zarówno ojciec, jak i każdy prawdziwy mężczyzna. Mój tato był człowiekiem odpowiedzialnym, opanowanym, bardzo pogodnym, modlącym się i konsekwentnym. Widziałem w nim bohatera, weterana II wojny światowej, który na swoim ciele nosił ślady postrzału. Mimo że pracował i był jedynym żywicielem rodziny, zawsze miał dla nas czas. Bardzo szanował mamę, będąc przy tym autentyczną głową rodziny. W maju tego roku minęło 50 lat od jego śmierci. W pamięci mam jego pożegnanie z nami, kiedy na dzień przed śmiercią każdego z nas pobłogosławił. Tym, co dodawało mi odwagi, gdy rozpoczynałem posługę w seminarium, było także doświadczenie zdobyte podczas 15 lat pracy w parafii – jako wikariusz i proboszcz. Wiedziałem, że z tych doświadczeń będę mógł skorzystać i nimi się dzielić.

Wielu księży dopiero po święceniach i podjęciu pracy w parafii docenia czas spędzony w seminarium, z jego rytmem i uporządkowaniem.

Zgadza się. Mnie osobiście to wszystko bardzo pomagało. Osławione dzwonki przypominające o kolejnych punktach dnia, określone pory posiłków i modlitw są swoistym luksusem, na który trudno byłoby pozwolić sobie w parafii. Posługiwanie w seminarium pozwoliło mi całkowicie skoncentrować się na pracy kapłańskiej, gdyż nie musiałem martwić się o jakiekolwiek remonty czy zaopatrzenie. Bardzo mobilizująca dla mnie była działalność rekolekcyjna na rzecz kleryków w seminariach zakonnych i diecezjalnych, a także dla osób konsekrowanych: sióstr zakonnych i zakonników.

Na pewno było to okazją do zdobycia wielu doświadczeń, które mogą przydać się w nowej Księdza pracy.

Cenne wydaje mi się to, że miałem możliwość przypatrywania się rozwiązaniom funkcjonującym w różnych diecezjach, dotyczącym zarówno formacji kleryków, jak i księży. Dziękując Panu Bogu za te 23 lata, jednocześnie wiem, że dostałem tutaj wszystko to, co najlepsze. Oprócz tego przebywanie w centrum diecezji pozwalało żyć rytmem ważnych wydarzeń dla Kościoła lokalnego i nie tylko. Gdy o tym mówię, przychodzą mi na myśl wspomnienia związane z 46. Międzynarodowym Kongresem Eucharystycznym we Wrocławiu i Janem Pawłem II, a także liczne spotkania z kapłanami i siostrami zakonnymi.

Lata pracy z alumnami na pewno pozwoliły ich dobrze poznać. Jacy są współcześni klerycy i czym różnią się od tych, którzy do drzwi seminarium pukali kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu?

Klerycy są zawsze dziećmi swojej epoki. Gdy 44 lata temu mój rocznik zaczynał formację, słyszeliśmy od starszych kolegów: „Kiedyś to było seminarium”, i towarzyszące tym westchnieniom opowieści o rzeczach, których dzisiaj nawet nie bylibyśmy w stanie sobie wyobrazić. Z kolei gdyby dzisiejszego kleryka cofnąć do realiów lat 70. ubiegłego wieku, to myślę, że najdalej po tygodniu wystąpiłby z seminarium. Wtedy po prostu były inne czasy. I tak jeśli dzisiaj młody człowiek może być dla mnie powodem do martwienia się o niego, to dlatego, że bardzo często nie jest on w stanie wyobrazić sobie nawet życia bez komórki, komputera czy internetu. Oczywiście nikt nie mówi, że jest w nich coś złego, natomiast mogą one stawać się źródłem problemów, gdy korzystanie z nich przybiera jakieś formy uzależnienia. Tymczasem młody człowiek powinien być mobilizowany do tego, aby uczyć się panować nad sobą i umieć odmówić sobie czegoś w ramach kształtowania silnej woli. Zarówno przed laty, jak i dziś chodzi o to, aby odkrywać, że mogę obejść się bez pewnych rzeczy czy nawyków. Dzisiaj nie mamy zrozumienia dla ascezy, a tymczasem okazuje się, że jest ona ogromnie potrzebna, właśnie po to, aby nie zginąć w tym z pozoru wygodniejszym świecie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma