Nowy numer 16/2018 Archiwum

Zegar stanął w Brzózce

Strażnik pamięci. Po latach pracy odpoczywają tu cepy, grabie, podróżne kufry; na zdjęciach ludzie żenią się, orzą ziemię i tańczą. Bezcenne pamiątki przypominają o ojcu – kołodzieju, z zamiłowania kronikarzu i zbieraczu. W stodole jego syna, Augustyna Czyżowicza, przetrwały skrawki świata, który przeminął.

Zobaczysz tu narzędzia do wyrobu lnu – międlice i cierlice, młynek do mielenia ziarna (jak z epoki kamiennej – mówi gospodarz), klucz z czasów I wojny światowej, kołodziejski warsztat, tokarnię i drewnianą piastę toczoną na niej, wiertła, podkowy, wielkie piły do przerzynania belek drewna, banknoty, dokumenty oraz mnóstwo zdjęć. A wszystko to oplecione barwnymi opowieściami pana Augustyna – od pewnego czasu odwiedzanego często przez badaczy, muzealników, studentów i naukowców przygotowujących prace na temat niezwykłego kronikarza i jego zbiorów.

Stalin i długa podróż

A. Czyżowicz pochodzi z miejscowości Sąsiadowice w powiecie Sambor na Kresach, z województwa lwowskiego. Wieś, długą na 7 km, zamieszkiwało ok. 3 tysięcy ludzi – w większości ze sobą spokrewnionych. Stamtąd przywieziona została część zgromadzonych przedmiotów – na przykład żarna. Pan Augustyn, urodzony w 1939 r., wybuchu wojny nie może pamiętać, ale wiele scen z późniejszych lat – owszem. Siedzenie w piwnicach, ostrzał. Z jednej strony Niemcy, z drugiej „Ruscy”, w lesie obok oddziały AK, chroniące ludność przed bandami UPA. Po wojnie, w 1945 r., rodzice wysłali go do szkoły – żeby się po wiosce nie włóczył.

– Tam już wtedy po ukraińsku uczyli – wspomina i pokazuje swój stary elementarz do I klasy. Na pierwszej stronie pieśń ku czci Stalina, niemal jak modlitwa. Dalej wierszyk informujący, że Stalin najmądrzejszy jest na świecie, że z niego najlepszy przyjaciel, a nawet, że to on… zaświeca słońce. Jak Pan Bóg… W 1946 r. ojciec pana Augustyna – po którym syn odziedziczył zamiłowanie do kolekcjonerstwa i uwieczniania świata wokół siebie – razem z innymi mężczyznami wezwany został do gminy i otrzymał nakaz opuszczenia z rodziną Sąsiadowic. Około 2-tygodniowa podróż zakończyła się w Brzózce. Wśród starych dokumentów widać pochodzący z 15 lipca 1946 r. dowód wpłaty za zameldowanie się w gminie Wińsko – po polsku, ale jeszcze na niemieckim druku. Innych pewnie nie było. Pan Czyżowicz pokazuje kartki żywnościowe z września 1946 r. – Mieszkaliśmy najpierw razem z Niemcami w jednym budynku – wspomina. – Czasy były niespokojne… Pamiętam, jak po zabawie na świetlicy leżał zastrzelony szwagier komendanta. Na tej samej zabawie zginął Rosjanin. Zamknęli za to kogoś innego… Tu ktoś kogoś postrzelił, tam ukrywali kogoś z AK, prześladowania groziły. Niebezpiecznie było.

Na kliszach zapisane

Klimat powojennych lat oddają fotografie gospodarza. Pochodzą głównie z lat 50. – po tym, jak w 1956 r. panu Augustynowi ojciec kupił aparat Belfoca. Ma go do dziś. Wspomina czasy, gdy jako fotograf – amator, ale świetnie obeznany ze sztuką robienia zdjęć i rozchwytywany – obsługiwał wszystkie okoliczne uroczystości. – Na zakończenie roku szkolnego miałem kiedyś robić zdjęcia aż w trzech szkołach. Do ostatniej nie zdążyłem. W dodatku tak się śpieszyłem, że uderzyłem w wierzbę i rower mi się rozleciał – mówi. I wspomina, jak to się dawniej robiło zdjęcia, na przykład z wykorzystaniem magnezji. Doprowadzało się do jej wybuchu, podpalając lont. Ludzie na zdjęciach wyglądali potem na nieco przestraszonych eksplozją… Na prezentowanych fotografiach widać bawiące się dzieci, kolędników, młockę zboża. Są tu wozy i motocykle, mężczyźni układający dachówki na dachu, ludzie przy snopach siana i gospodyni z wiadrami wody, trumny niesione na cmentarz i państwo młodzi w ślubnych strojach, muzykanci, biesiadnicy, stawianie krzyża misyjnego w 1957 r. i… kardynał Kominek z wizytą w Głębowicach.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma