• facebook
  • rss
  • Pociąg do pary

    Agata Combik


    |

    Gość Wrocławski 32/2014

    dodane 07.08.2014 00:00

    Zabytkowa kolej. Czasy, kiedy w stronę Trzebnickich Wzgórz i dalej kursowały lokomotywy z małymi wagonikami, minęły dawno temu. Czy na zawsze? Na razie dawną trasą wąskotorówki jadą coraz częściej... „wąskie kółka” rowerzystów, a jeden z dawnych parowozów ożył w krośnickim parku.


    Pomysł, by wskrzesić fragmenty kolejki wąskotorowej w okolicach Milicza, nie doczekał się na razie realizacji – stworzono jednak ścieżkę rowerową biegnącą trasą dawnej linii kolejowej, wzbogaconą o rozmaite rekwizyty przypominające ciuchcię sprzed lat. Kawałek dalej, w Krośnicach, po torach biegnących przez park, jeździ parowóz pamiętający czasy „służby” we Wrocławskiej Kolei Dojazdowej. To jednak nie koniec. Pojawiają się projekty kolejnych przedsięwzięć.


    Pa, pa, parowozie?


    Dla Tomasza Łamasza kolejowa przygoda zaczęła się na starym wiadukcie przy ul. Mostowej w Trzebnicy, którym kiedyś wąskotorówka jeździła do Wrocławia. – Jako dziecko spędzałem na nim wiele czasu. Mieszkałem niedaleko, bracia wyciągali mnie często w miejsca, gdzie przetrwały pozostałości po kolejce. Bawiliśmy się na dawnym wale kolejowym. Przy wiadukcie robiliśmy huśtawkę, na której można się było bujać nad przepaścią – mówi.
W 1967 r. zlikwidowano połączenie do Wrocławia, ale wąskotorówka jeździła wciąż do Milicza, Żmigrodu. Pan Tomasz miał jeszcze okazję kilka razy nią się przejechać. – Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby zostać kolejarzem, pracować na tej kolejce – wspomina. Marzenia zaczął realizować. Jednak w roku 1991, akurat kiedy skończył szkołę kolejową we Wrocławiu, wąskotorówkę... zlikwidowano. 14 września 1991 r. odjechał ostatni pociąg ze stacji Trzebnica-Gaj do Sulmierzyc. T. Łamasz do dziś nie może tej likwidacji odżałować. Co prawda rozpoczął pracę jako kolejarz, ale... nie o taką kolej chodziło.
Po latach przypadkowo obok miejscowości Sułów (okolice Milicza) zobaczył tablicę informującą o budowie ścieżki rowerowej prowadzonej trasą dawnej wąskotorówki. Potem usłyszał o książce „Wrocławska kolej wąskotorowa”, wydanej w 2010 r. Nawiązał kontakt z jednym z jej współautorów – Tomaszem Polem, prowadzącym portal www.kleinbahn.pl poświęcony wrocławsko-trzebnicko-prusickiej kolejce. Powróciły wspomnienia, zrodziły się pomysły – skoro szansa na wskrzeszenie ciuchci w dawnym kształcie wydaje się w tej chwili nierealna, warto przynajmniej uchronić ją od zapomnienia.
Wiosną 2013 – w roku 115. urodzin ciuchci – T. Łamasz założył przy Towarzystwie Miłośników Ziemi Trzebnickiej Klub Entuzjastów Trzebnickiej Kolejki Wąskotorowej. Wśród „zwerbowanych” fanów znalazł się Grzegorz Chandoha, zasłużony dla... Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, a także brat Marcin Wojtczak – salwatorianin z Trzebnicy, absolwent kolejowej szkoły, od dzieciństwa pasjonujący się pociągami, zwłaszcza wąskotorówką. – Choć nie pochodzę stąd, raz w życiu tutejszą kolejką jechałem, jeszcze jako osoba świecka – wspomina. – Był to mój pierwszy pobyt w Trzebnicy, zimą 1991 r. Przyjechaliśmy tu wtedy do Żmigrodu razem z kolegą, także pasjonującym się tą tematyką.
– W zeszłym roku odbył się pierwszy rajd (w tym roku drugi) szlakiem dawnej wąskotorówki z Trzebnicy do Węgrzynowa. Zorganizowaliśmy też w trzebnickim ratuszu poświęconą jej wystawę – mówi inicjator klubu.


    Podróże przy piecu i z łopatą


    Eksponaty udało się zgromadzić dzięki mieszkańcom. W Trzebnicy wciąż nie brak kolejowych rodzin oraz tych, którzy byli pasażerami ciuchci i wspominają ją z wielkim sentymentem. T. Łamasz odwiedzał ludzi, zbierał pamiątki, rozmawiał. Oprócz legitymacji i oznak kolejarzy, fragmentów podkładów kolejowych czy fotografii upamiętniających ostatnie chwile kolejki przeczytać można na wystawie wspomnienia z dawnych lat – także te zawarte w różnych publikacjach – zgromadzone przez Zbigniewa Lubicz-Miszewskiego.
Ludzie pamiętają klimat tamtych podróży – spędzanych wesoło wśród rozmów i żartów, a nawet muzykowania, w otoczeniu tobołków wiezionych na bazar, jagód, grzybów czy żywego inwentarza. Bywało, że zimą pasażerowie musieli chwytać za łopaty i pomagać kolejarzom w odśnieżaniu torów, a ci drudzy posypywali piaskiem oblodzone szyny. W wagonie ogrzać się można było przy piecyku, do którego podróżni dokładali węgla. Wciąż żywe są opowieści o tym, jak to niektórzy wyskakiwali z kolejki, by zerwać garść czereśni z drzewa, a potem... wskoczyć z powrotem do pociągu – który nie osiągał zbyt wielkich prędkości, zwłaszcza jadąc pod górę. Na wystawie poznać można dramatyczną historię Polaka, Jana Kędzi, który w czasie wojny pracował w wąskotorówce jako przymusowy robotnik – pomocnik maszynisty, a potem maszynista. Ktoś doniósł Niemcom, że słucha radia – co było zakazane. Zesłano go do obozu w Mauthausen, gdzie został stracony.
Wąskotorówka była dla okolicznych mieszkańców bardzo ważna, szczególnie tuż po wojnie, gdy nie było innego rodzaju połączeń z Wrocławiem. – Umożliwiała dotarcie do pracy, do szkół, w październiku sporo osób przyjeżdżało nią do Trzebnicy na uroczystości św. Jadwigi. Wożono nią płody rolne, węgiel, bydło, a nawet ryby z milickich stawów – wyjaśnia pan Tomasz. – Na wąskich torach jeździło tu po wojnie ok. 20 parowozów. Były to lokomotywy serii Px, polskiej produkcji, z fabryki w Chrzanowie. Taki parowóz Px48, o numerach 1907, po generalnym remoncie w Pile, otrzymał niedawno szansę na drugie życie i trafił do krośnickiej kolejki parkowej. W roku 1970 jeździł na kolei wrocławsko-milicko-żmigrodzkiej.


    Znów ją zobaczymy


    Ciuchcia wśród trzebnickich wzgórz na razie nie pojedzie, ale wkrótce ujrzymy ją przy zbiegu ulic 3 maja i ks. dziekana Wawrzyńca Bochenka. – Znajdzie się tam kawałek toru, parowóz, wagon osobowy oraz towarowy – wyjaśniał sekretarz gminy Daniel Buczak przy otwarciu tegorocznego rajdu śladami wąskotorówki. Umieszczenie zabytkowych elementów taboru na pamiątkę kolejowej przeszłości miasta zaproponował T. Łamasz w projekcie, który wziął udział w głosowaniu w ramach Budżetu Obywatelskiego Gminy Trzebnica na rok 2014. Zajął drugie miejsce. W najbliższym czasie będzie realizowany.
Parowóz i wagony staną tam przy dawnej trasie ciuchci. Obok pobiegnie ścieżka rowerowa. – Są plany, by – przechodząc dalej przez Żmigród, Prusice – dołączyła ona do ścieżki upamiętniającej wąskotorówkę w okolicach Milicza oraz tej, która biegnie ku Trzebnicy od strony Wrocławia – tłumaczy pan Tomek. W miejsce pociągów kursować będą więc na razie cykliści.
Inicjator klubu entuzjastów pokazuje mnóstwo śladów ciuchci rozsianych po mieście św. Jadwigi. Zachował się budynek dawnej stacji Trzebnica-Zdrój – obecnie prywatny dom. Przed wojną przyjeżdżali tu m.in. kuracjusze do działających w mieście sanatoriów. Obok przetrwał nawet stary składzik kolejowy, a dalej widać nasyp, którym jechał pociąg w stronę klasztoru boromeuszek. Druga stacja, Trzebnica-Gaj, znajdowała się tam, gdzie teraz stoi market Dino. Po przeciwnej stronie ulicy zachowała się do dziś parowozownia. – Po 1991 r. była wynajmowana – na szkołę jeździecką, potem na bazę firmy transportowej. Teraz stoi pusta, PKP chce ją sprzedać – mówi pan Tomasz. I pokazuje pozostałości podkładów kolejowych oraz stare szyny, które w wielu miejscach w Trzebnicy wykorzystane zostały pomysłowo przy stawianiu... płotów.
Warto przypomnieć, że zachowała się wrocławska stacja wąskotorówki – przy obecnym pl. Staszica. Opiekuje się nią parafia pw. św. Bonifacego. Tuż obok, szczęśliwie nie zalany na razie asfaltem, zachował się fragment torów ciuchci. Czemu oprócz torów szerokich, budowano także wąskie? – Były tańsze, szybciej można je było przygotować, późniejsza eksploatacja pochłaniała mniej kosztów. Do obsługi podróżnych na niewielkich odległościach były wystarczające – wyjaśnia T. Łamasz. I dodaje, że najmniejsza kolej, w Żninie, ma rozstaw szyn 60 cm. Rozstaw „naszej” wynosił 75 cm.
Czy uda się ocalić niepowtarzalny klimat małych pociągów? Kursujące fragmentami starych tras dziś byłyby zapewne wielką atrakcją turystyczną. Na razie wracają nieśmiało, głównie w formie pomnikowo-rowerowej. Może czas renesansu jeszcze przed nimi?



    Niezapomniana


    Kolej wąskotorowa między Wrocławiem a Trzebnicą została uruchomiona 1 lipca 1898 r.; wkrótce potem zaczęła kursować dalej, do Prusic. Wcześniej, w 1894 r., uruchomiono Żmigrodzko-Milicką Kolejkę Powiatową. Linie zostały połączone ze sobą tak, że z Wrocławia dotrzeć można było aż do Sulmierzyc.
Kto chce bliżej poznać dzieje „ciuchci”, wiele materiałów znajdzie na portalu www.kleinbahn.pl. Warto także odwiedzić poświęconą kolejce wystawę w trzebnickim ratuszu, w regionalnym muzeum Towarzystwa Miłośników Ziemi Trzebnickiej. Oglądać ja można we wtorki, czwartki i soboty od 12.00 do 16.00. „Żywy” parowóz w tej chwili kursuje w weekendy w Krośnicach. W dni powszednie skład ciągnięty jest przez spalinową lokomotywę wąskotorową z 1967 r.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół