• facebook
  • rss
  • Pacierz na wyścigi

    dodane 21.08.2014 00:00

    Życie konsekrowane. Siostra Maria Pytel urodziła się 1 września 1914 roku. W tym roku minęło 80 lat od jej wstąpienia do zakonu. Za kilka dni będzie obchodzić 100. rocznicę urodzin.

    Dzień rozpoczyna wcześnie rano. Wstawania skoro świt nauczyła się już w domu rodzinnym. Wprawdzie nie schodzi na wspólne modlitwy do kaplicy, ale o 6.00 modli się jutrznią z Radiem Maryja. Na bieżąco śledzi także wiadomości i słucha katechez. Pomimo trudności z chodzeniem z uśmiechem wita każdego, kto ją odwiedza. Pogodą ducha zaraża współsiostry w ich domu przy ul. św. Jadwigi we Wrocławiu. Bez problemu powraca do wspomnień sprzed kilkudziesięciu lat. Do dziś utrzymuje kontakt z ludźmi, którymi jako pielęgniarka opiekowała się przeszło 70 lat temu.

    Leżałam na ołtarzu

    Dzieciństwo i młodość spędziła z rodzicami i rodzeństwem w Grodzisku Górnym (woj. podkarpackie). Skromne utrzymanie zapewniało rodzinie niewielkie gospodarstwo rolne. Najstarszego brata Andrzeja nie znała, bo zmarł przed jej urodzeniem. Siostra Salomea zmarła w wieku 2 lat. Druga z jej sióstr – Helena – wyszła za mąż i doczekała się trojga dzieci. Swoje rodziny założyli również bracia Stanisław, Jan i Feliks, natomiast Franciszek został księdzem, salezjaninem.

    – Każdego dnia z Frankiem robiliśmy zawody, które z nas pierwsze wstanie i odmówi pacierz – wspomina z uśmiechem. Na codzienną modlitwę składały się odmawiane z pamięci „Anioł Pański”, „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, Credo, 10 Przykazań Bożych i główne prawdy wiary. O wychowanie religijne dbali rodzice, a także siostry służebniczki starowiejskie prowadzące przedszkole w Grodzisku. – W maju chodziliśmy do przydrożnej kapliczki na wieczorne śpiewanie litanii do Matki Bożej, w październiku na Różaniec, a w grudniu śpiewaliśmy w domu z rodzicami godzinki – wymienia jubilatka. Na większe uroczystości kościelne chodzili do oddalonego o kilka kilometrów kościoła w Leżajsku. Maszerowali boso, niosąc buty ręku, bo w domu się nie przelewało. – Zaraz po moim chrzcie matka chrzestna położyła mnie na ołtarzu, by w ten sposób ofiarować moją osobę Panu Bogu. Rok wcześniej podobnie uczyniła z Franciszkiem – opowiada salezjanka. Przyznaje, że to wspomnienie zawsze było dla niej ważne i często do niego powraca. Rodzice uczyli swoje dzieci szacunku do Kościoła, księży i osób konsekrowanych. – Mamusia modliła się o powołanie w rodzinie: „O, żeby Bóg dał, aby któreś z dzieci poświęciło się na służbę Bożą” – powtarzała nieraz. Martwiła się tylko, że nie było nas stać na posag – wspomina.

    Pan Bóg najwyraźniej jednak przychylnie patrzył na prośby matki. Franciszek już od najmłodszych lat pragnął zostać księdzem, Maria natomiast utrzymywała kontakty z siostrami różnych zgromadzeń, ale długo nie myślała o wstąpieniu do któregokolwiek z nich. Jako młoda dziewczyna wyjechała do oddalonego o 30 km Jarosławia, by podjąć pracę w tamtejszym szpitalu. Posługiwanie chorym szybko stało się miłością jej życia, którą – jak się później okazało – zrealizowała w pełni jako salezjanka. W 1930 r. 16-letnia wówczas pielęgniarka usłyszała w sercu głos powołania.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół