• facebook
  • rss
  • Krzyczą, łomocą

    Agata Combik

    |

    Gośc Wrocławski 03/2015

    dodane 15.01.2015 00:15

    Wrzeszczą, walą w ściany. Do zamkniętych bezdomnych ludzi docierają z zewnątrz odgłosy świata, ale ich nikt nie słyszy. Może nie chce usłyszeć? Trzech z nich umiera.

    Dramatyczne sceny zobaczymy w filmie „Zamknięci”, kolejnym obrazie przygotowywanym przez zespół filmowy działający w środowisku wrocławskiego koła Towarzystwa Pomocy św. Brata Alberta (TPBA). – To będzie film pełen potężnych emocji – mówi Darek Dobrowolski, kierownik schroniska dla bezdomnych mężczyzn przy ul. bp. Bogedaina we Wrocławiu, reżyser „Zamkniętych”. Inspiracją dla opowieści na ekranie stały się wydarzenia sprzed roku – prawdziwa historia bezdomnego schorowanego Krzysztofa.

    Skopani przez los

    Koczował w pustostanie przy pl. Wróblewskiego we Wrocławiu. Streetworkerzy z TPBA utrzymywali z nim kontakt. Któregoś dnia zastali wejście do budynku zabite płytami – na zlecenie zarządcy w ten sposób zabezpieczono obiekt. Krzysztof zniknął. Jego ciało znaleźli po jakimś czasie w środku, po odkręceniu płyt. Ktoś przed ich umocowaniem nie sprawdził dokładnie wnętrza? Przeoczył człowieka? Prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie. Film nawiązuje na swój sposób do dramatu sprzed roku. – Tu nie chodzi tylko o fizyczne zamknięcie – mówi Darek.

    – Tak jak w naszym filmie „Skopani” nie chodziło tylko o rzeczywiste skopanie. Nasi bohaterzy są zamknięci, wyizolowani w świecie bezdomności. Próbują żyć normalnie, idą do knajpy ubrani w garnitury, chcą cieszyć się życiem. A jednak dopada ich brutalna rzeczywistość. Film oparty jest na opowiadaniu Leszka Herliczki, mieszkańca schroniska przy ul. Bogedaina, który wystąpi także na planie – razem z Walusiem, Wiesiem i Waldkiem oraz Moniką, wolontariuszką ze schroniska. Dawny sportowiec w schronisku rozwija artystyczne pasje, m.in. wykonując rozmaite prace w drewnie. Pisze wiersze. Bywa nerwusem i cholerykiem, ale potrafi wzruszyć się do łez, oglądając kreskówkę. Historia zmarłego Krzysia dotknęła go. – Chcemy pokazać, że ludzie bezdomni, uważani za przegranych, krzyczą. A inni, choć niby słuchają, nie słyszą. Dociera coś do ich ucha, ale nie do serca – mówi. O tym, jak to jest być „zamkniętym”, dobrze wie Waldek, w filmie grający byłego księgowego – „żula”, z którego śmieją się koledzy, nazywając go księgowym mafii. W realu już miał obiecaną pracę. Usłyszał, że potrzebują kogoś dokładnie z takim doświadczeniem zawodowym, jakie posiada. Wielka radość. Niestety, nieopatrznie powiedział, gdzie mieszka. – Gdy po rozmowie wróciłem do schroniska, usłyszałem, że już tu dzwonili. Z informacją, że pracy nie będzie – mówi ze łzami w oczach. – To boli.

    Z lampą w kontenerze

    Zdjęcia do filmu ruszyły w kwietniu, niestety na przeszkodzie stanęły choroby aktorów. – Postanowiliśmy zacząć wszystko od nowa, w zimowej aurze – mówi Darek. – Początek pracy planujemy na 20 stycznia. Rozpoczniemy od sceny, gdy nasi bohaterowie znajdują spore pieniądze. Miejscem większości filmowych wydarzeń będzie teren wrocławskiego schroniska. W stojącej tutaj wiacie rozegra się dramat czterech mężczyzn. – Akcja toczy się głównie w głowach, w sercach tych ludzi. Trzech moich kolegów umrze, ja tym razem przeżyję. Należy mi się! Umarłem w dwóch poprzednich filmach – mówi z uśmiechem Leszek. Z uśmiechem, choć akurat ma za sobą ciężką walkę z rakiem krtani. – Niestraszne mi kamera, mikrofon. Na planie daję z siebie wszystko. Gdy gram, to zawsze główne role. Nie umiem być w cieniu – dodaje. Swoje opowiadanie pisał nocami, gdy wszyscy już spali i nikt mu nie przeszkadzał. Na potrzeby filmu przygotował także specjalną drewnianą konstrukcję. – Okleimy ją plakatami. Będzie imitować mur – tłumaczy. Niedługo minie rok, odkąd L. Herliczka mieszka na terenie schroniska w osobnym kontenerze, jednopokojowym domku, jednym z czterech podobnych. – To jest 15 metrów kw. mojego szczęścia – mówi, ciesząc się z własnego zakątka. W jego centrum stoi ważny dla niego przedmiot: wysoka lampa w kształcie kolumny, z zieloną kokardą. – To prezent od zaprzyjaźnionych studentów architektury. Wieczorem napełnia całe wnętrze ciepłem – dodaje. Człowiek z poplątanym życiorysem nie musi przecież tkwić sam, zamknięty w ciemnościach. Leszek ma przyjaciół, a w mroku – jasną lampę.

    Cinema Albert Productions

    Zespół filmowy wrocławskiego koła TPBA, współtworzony przez bezdomnych mieszkańców schronisk, ma już na koncie 8 filmów (nie licząc drobniejszych obrazów). Rozgłos zyskały m.in. „Sie masz Wiktor”, „Mój Manhatan”, „Skopani” (z muzyką Piotra Rubika). Obecnie realizowany obraz, „Zamknięci”, będzie filmem średniometrażowym, ponadgodzinnym. Premiera jeszcze w tym roku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół