• facebook
  • rss
  • Wypadek stał się darem

    Maciej Rajfur

    |

    Gość Wrocławski 14/2015

    dodane 01.04.2015 00:15

    – To był dzień nowych narodzin i nie wiem, czy chciałbym cofnąć czas – mówił do studentów Paweł Parus, prezes Klubu Kibiców Niepełnosprawnych.

    Historia Pawła Parusa pokazuje, że nigdy nie należy się poddawać. – Wydarzenia z 2 maja 2000 roku zdeterminowały moje życie, które obecnie mogę podzielić na dwa rozdziały: przed tą datą i po niej. Tamten wtorek był początkiem nowego, bardzo trudnego etapu. Ale był też dniem, w którym „Ktoś na górze” podarował mi drugie życie. Dał mi drugą szansę – opowiadał mężczyzna. 15 lat temu uległ wypadkowi, który sparaliżował go od szyi w dół.

    – Do czasu tego incydentu uważałem się za szczęśliwego, młodego mężczyznę, który dokładnie wie, czego chce. Pracowałem w bardzo perspektywicznej firmie, studiowałem ciekawy kierunek, grałem wyczynowo w koszykówkę, spotykałem się z dziewczyną… – wspominał Paweł Parus. Dzisiaj jest prezesem najprężniejszego w Polsce stowarzyszenia kibiców niepełnosprawnych. Po życiowej tragedii nie załamał się. Wsparcie wielu osób i głęboka wiara, że uda mu się przetrwać, sprawiły, że jego świat zmienił się nie tylko przez wózek, do którego został przykuty. – Zacząłem nareszcie patrzeć z optymizmem w przyszłość. Zacząłem zauważać dobre strony tego, co się stało – stwierdza. – Nauczyłem się szanować każdy dzień i troszczyć się o niego. Działam aktywnie w środowisku kibiców niepełnosprawnych. Mam wspaniałą grupę przyjaciół. Jeździmy na mecze, ale także wiele podróżujemy, aktywizujemy innych niepełnosprawnych, odwiedzamy szkoły. Nie mam zamiaru zamknąć się w domu i tylko odbierać rentę – tłumaczył studentom prezes KKN-u. Z sali padło wiele pytań, na które gość cierpliwie odpowiadał. Jedną z uczestniczek wieczoru w „Maciejówce” pozytywnie zaszokowało zdanie, które wypowiedział. 23-latka ma bowiem młodszego niepełnosprawnego brata i spotkanie z Pawłem Parusem wlało w nią wiele nadziei. – Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi na pytanie, czy chciałby cofnąć czas. Stwierdził, że wózek, owszem, jest stałym problemem. Dzisiaj jednak nie śmiałby powiedzieć, że chciałby wrócić do chwili sprzed wypadku. Cierpienie fizyczne, które przeżywa, rekompensują mu grupa przyjaciół, coraz to nowe działania, które podejmuje, ludzie, których poznaje ,i przygody, które przeżywa. W końcu odczuwa satysfakcję ze swojego życia. Docenia je każdego dnia. A tragiczny wypadek nazwał darem od Boga… – relacjonuje w zamyśleniu Agata Dubińska.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół