• facebook
  • rss
  • Krok do przeszłości pradziada

    Maciej Rajfur

    |

    Gość Wrocławski 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:15

    Różaniec z chleba zrobiony w obozie, stuletnie świadectwa szkolne z Galicji, termofory Radziwiłłów – to tylko niektóre „perełki” Izby Pamięci w Brzegu Dolnym.

    Gdy przekraczamy te progi, na pierwszy rzut oka wydaje się, że odwiedzamy minimuzeum. Takie zwykłe, jakich wiele w wielkim Wrocławiu. Czy trzeba jechać do Brzegu Dolnego, żeby oglądać antyramy, a w nich jakieś pisma, dokumenty i zdjęcia? Z pewnością warto. Za nimi bowiem kryje się niezwykła historia przybywających z różnych stron świata Polaków, którzy po II wojnie światowej osiedli na Ziemiach Odzyskanych w okolicach Brzegu. A to nie wszystko. Czy widział ktoś z was przyrząd do okadzenia uli w czasie wybierania miodu albo metrową łuskę po naboju armatnim?

    Wspólnymi siłami uwiecznić historię

    Izba Pamięci w Brzegu powstała w 2009 roku z inicjatywy „świeżego” wówczas Stowarzyszenia Osadników Ziemi Dolnobrzeskiej. Pomysł na tak niezwykłe miejsce zrodził się jednak długo przed jego urzeczywistnieniem. – Początków należy upatrywać jakieś 20 lat wstecz. Działałam aktywnie w kole historycznym Związku Sybiraków. Organizowaliśmy w Domu Kultury wystawę pamiątek sybirackich. Nagłośniliśmy ją mocno w lokalnych mediach i okazało się, że ludzie przynieśli ogromną ilość pamiątkowych eksponatów – mówi Halina Żak, która rozpoczęła gromadzenie zbiorów i do dzisiaj opiekuje się izbą. – Odwiedzałam mieszkańców, szczególnie osadników wojskowych, legionistów, naukowców oraz nauczycieli i zbierałam materiały na wystawę. Nagrywałam i spisywałam losy tych rodzin – opowiada Halina Żak. Po trzymiesięcznej ekspozycji mnóstwo pamiątek pozostało w rękach, a właściwie w paczkach dolnobrzeżanki. To jednak nie był koniec, lecz dopiero początek.

    Ze śmietnika do muzeum

    Pewnego dnia Halina Żak odebrała przełomowy telefon. – Zadzwoniła do mnie kobieta, mówiąc, że znalazła cały karton pamiątek sybirackich na śmietniku, i pytała czy ja zbieram jeszcze takie rzeczy. Bez wahania wzięłam od niej paczkę, dzięki której doszłam do wniosku, że trzeba znaleźć dobre miejsce i wystawić na stałe cenne zbiory – wspomina Halina Żak. Po kilku latach starań udało się ulokować dotychczas zebrane eksponaty w Szkole Podstawowej nr 5. Początkowo zagospodarowano dwa pomieszczenia. Dzisiaj Izba Pamięci liczy ich już pięć. Wartościowych przedmiotów wciąż przybywa i brakuje na nie miejsca. – Gromadzimy pamiątki, dokumenty, zdjęcia, wspomnienia i różnego rodzaju przedmioty mające wartość historyczną. Obrazują one losy osadników przed wybuchem II wojny światowej, tragiczny okres wojny, ale również lata powojenne. Wiatr historii rzucił ich w końcu tutaj, na ziemię dolnośląską – opisuje inicjatorka przedsięwzięcia. Muzeum to jedno z niewielu takich miejsc w całym województwie, a nawet w kraju. Stworzone głównie siłami tych, o których opowiada, a także ich przodków. Apel stowarzyszenia o przekazywanie pamiątek rodzinnych przez lokalną społeczność okazał się strzałem w dziesiątkę.

    Samowary i żelazka obok dokumentów

    W murach Izby Pamięci zetkniemy się z losami blisko 70 rodzin, które przyjechały do Brzegu Dolnego i okolic z różnych stron. – Przede wszystkim z Kresów Wschodnich, czyli terenów dzisiejszej Ukrainy i Białorusi, z Francji, a także z Syberii i obszarów Azji Środkowej, np. z Kazachstanu – wyjaśnia Halina Żak. Oprócz opisanych historii wystawę uatrakcyjniają bogate zbiory dokumentów, np. świadectw szkolnych, aktów nadania ziem, dowodów osobistych, ślubnych me- tryk i wielu rodzinnych prywatnych fotografii. Obok nich wymowny eksponat: różaniec z chleba wykonany w obozie na dalekiej Syberii. Wisienką na torcie są pokoje pełne historycznych przedmiotów z lat powojennych. Stare odbiorniki telewizyjne i radiowe, maszyny do pisania, naczynia, archaiczne sprzęty domowe, obrusy, wagi, lampiony, zegary, XIX-wieczne książki, łuski od nabojów, a nawet… wyżymaczka z pralki „Frania”. Słowem: żywa historia, która nas otacza. A wszystko to 40 kilometrów od wielkich wrocławskich ośrodków muzealnych. Z dala od światła reflektorów i ogromnych szklanych gablot. Jakby nieśmiało zaprasza do odwiedzin.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół