• facebook
  • rss
  • Z dalekiej Fatimy do... Tyńca Małego

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 20/2015

    dodane 14.05.2015 00:15

    Figura Matki Bożej Fatimskiej w podwrocławskiej wsi jest prawdopodobnie najstarszą w Polsce. Wierni modlą się przed obliczem Maryi już blisko 80 lat.

    Dzieje figury są nierozerwalnie związane z możnymi rodzinami von Ruffer i von Fürstenberg, które przed II wojną światową posiadały wiele posiadłości w granicach ówczesnych Niemiec. Jeden z majątków był w Tyńcu Małym. W latach 20. ubiegłego wieku w posiadanie objęła go Maria Józefa von Ruffer, kobieta niezamężna i bardzo głęboko wierząca. Była też ponoć lubiana przez ludzi, zapewne m.in. za swoją działalność społeczną – założyła w Tyńcu ochronkę dla dzieci, pomagała chorym i ubogim. Kiedy dowiedziała się o objawieniu Matki Bożej w Fatimie, natychmiast rozpoczęła działania w kierunku upowszechniania tego cudu.

    Film i Bruno Tschoetschel

    Fascynacja wydarzeniami z 1917 r. z Fatimy rozpoczęła się prawdopodobnie od filmu, który ich dotyczył, wyświetlonego w Tyńcu w 1932 r. – Figura pojawiła się w kościele w 1936 r. Nie była oczywiście przywieziona z Portugalii, tak jak robi się to dzisiaj. Została wyrzeźbiona na podstawie jakiegoś wzoru, być może obrazka – mówi proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP ks. Ireneusz Alczyk. Nie ma pewności czyjego jest autorstwa, ale jak przypuszcza kapłan, z dużą dozą prawdopodobieństwa można je przypisać znanemu artyście Bruno Tschoetschelowi, zwanemu śląskim Witem Stwoszem. Świadczyć o tym może obecność w kościele kilku innych rzeźb z tego samego okresu jednoznacznie podpisanych. – Dlaczego na figurze brakuje sygnatury? Z obawy. Promowanie przesłania objawień fatimskich było zakazane tak samo w Rosji w związku z zachętą do modlitwy o jej nawrócenie, jak i w III Rzeszy – zauważa proboszcz. Tyniecka figura różni się od oryginału. – Ma ok. 110 cm wysokości i jest wykonana z jednego kawałka drzewa lipowego. Maryję przedstawia się zwykle w koronie dębu i na chmurze. Artysta zmienił koncepcję i u podstawy umieścił bogato rzeźbiony w kształt liścia dębowego klocek – opowiada. Są też dwa elementy, które nie są litą rzeźbą. – Pierwszym jest różaniec, przekazany dla naszej figury 1 czerwca 1997 r. przez ks. Władysława Ozimka, proboszcza z Oleśnicy. Kapłan otrzymał go od św. Jana Pawła II podczas Mszy Statio Orbis we Wrocławiu – wyjaśnia ks. Alczyk. Drugi to korona, która została nałożona kilka miesięcy później podczas odpustu parafialnego przez bp. Józefa Pazdura. Wyjątkowa jest również twarz Maryi. Także i ona różni się od wizerunku znanego nam z Fatimy.

    Baronowa u papieża

    Maria Józefa von Ruffer wraz z rodziną swej starszej siostry Marii Emmy von Fürstenberg bardzo dbała o kościół w Tyńcu Małym. Baronowa sfinansowała przebudowę wnętrza kościoła Wniebowzięcia NMP na styl gotycki w 1931 r. Wraz z siostrą i szwagrem ufundowała witraż Jezusa Ukrzyżowanego, a także XVIII-wieczne obrazy stacji Drogi Krzyżowej (niestety, nie zachowały się) oraz mszał i różne wyposażenia (ornaty, chorągwie itp.). Dzwony, które podczas II wojny zdjęto z wieży, by je przetopić na armaty, ufundowała matka baronowej Marii Józefy, Gabriela von Ruffer. W 2006 r. w jubileuszu 70-lecia figury i 800-lecia Tyńca Małego wziął udział nieżyjący już dziś Gustav von Fürstenberg. W swoim przemówieniu zapewniał, że jego ciotka miała niebagatelne zasługi dla uznania objawienia fatimskiego przez Kościół. Podobno kilkakrotnie spotkała się w tej sprawie z papieżem. W kontaktach z ojcem świętym Piusem XI pomagał jej ówczesny metropolita wrocławski abp Adolf Bertram. Ostatecznie, gdy w 1930 r. objawienia zostały uznane, Maria Józefa podjęła starania o zgodę na wykonanie wiernej kopii rzeźby Fatimskiej Pani. Uzyskała przyzwolenie ponoć od samego papieża. Ks. Ireneusz Alczyk zwraca uwagę, że fundatorzy modlili się do Matki Bożej w intencji swojej ojczyzny. – Widać przejęli się wezwaniem Maryi do nawrócenia i pokuty – wyjaśnia. Jednocześnie wspomina, że zastanawiał się, czy ci ludzie nie byli czasem zwolennikami Führera. W końcu rok umieszczenia figury w kościele – 1936 – był jednocześnie apogeum propagandy hitlerowskiej. – Byłem bardzo zbudowany, gdy Gustav von Fürstenberg idąc z kościoła na plebanię i widząc budynek dawnej szkoły, powiedział, że „przypomina mu się jego biedne dzieciństwo”. Dlaczego biedne? Bo rodzice nie zapisali go do Hitlerjugend i w związku z tym był szykanowany – opowiada. – To świadczy, że ta rodzina nie tylko była pobożna, ale jej członkowie byli także chrześcijanami w poglądach i postawie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół