• facebook
  • rss
  • Płachta na byka czy bandaż na ranę

    Maciej Rajfur

    dodane 10.07.2015 17:20

    Czy sutanna, habit lub koloratka w komunikacji miejskiej wydają się czymś dziwnym i egzotycznym? Jak wrocławianie reagują na obecność kapłana lub siostry zakonnej, którzy podróżują obok nich po mieście? Okazuje się, że bardzo różnie.

    Autobus czy tramwaj to przestrzeń publiczna dla wszystkich. Niektórzy jednak doświadczają w niej nietypowych reakcji ze strony współpasażerów dlatego, że wybrali taką, a nie inną drogę życiową. Strój osoby duchownej wciąż razi niektórych i wyzwala z nich nieprzyjazne zachowania.

    - Pierwsze, co mnie uderza, to ogromne zdziwienie ludzi na moją obecność. Wydaje mi się, że my odzwyczailiśmy innych od takiego widoku, dlatego się księży nie spodziewają w takich miejscach. Raz, gdy jechałem na cmentarz, mężczyzna wrzasnął na mnie: „Gdzie ty się pchasz to tramwaju? Masz przecież taksówkę!” - wspomina ks. Aleksander Radecki, który od lat przemierza Wrocław wzdłuż i wszerz publiczną komunikacją.

    Innym razem przy Galerii Dominikańskiej spotkał ks. Radeckiego przykry incydent już z przemocą nie tylko słowną, ale i fizyczną.

     - Gość wziął mnie „za klatę” i wyrzucił z tramwaju właśnie dlatego, że byłem w sutannie. Wykrzykiwał jakieś malownicze hasła. Od razu doskoczyło do niego kilku i chciało mu ręcznie wytłumaczyć, że tak się nie postępuje z pasażerami, ale powstrzymałem ich. Wsiadłem z powrotem, a ktoś mnie wówczas zapytał: „Co ksiądz mu zrobił?”. Odpowiedziałem, że nic, że pewnie pobudziłem sumienie, bo prawdopodobnie dawno nie był u spowiedzi. Reakcja otoczenia na te słowa była taka, że wszyscy nagle odwrócili się do mnie plecami. Chyba poruszyłem jakąś czułą strunę - wspomina kapłan.

    Czasem pasażerowie zaczepiają dowcipnie, choć lekko zgryźliwie, pokazując swój lekceważący stosunek do Kościoła. - Kiedyś chwilę po moim wejściu do tramwaju ktoś z grupy rzucił głośne: „A teraz wszyscy wyciągamy na tacę”. (śmiech) Innym razem na mój widok młody chłopak stwierdził: „Uwaga, pingwin! Pingwin w tramwaju”. Przeszłam obojętnie obok niego, ale z zza pleców usłyszałam szarpaninę i hasło: „Ja ci dam pingwin”. To było pocieszające - dzieli się przeżyciami s. Franciszka Wanat.

    Poczucie humoru w drugą stronę też jest bardzo ważne. - Nigdy się nie obrażam, nie „nakręcam się”,  ale odpowiadam na zaczepkę żartem. Wielu ludzi jest do odzyskania dla Pana Boga, więc nie możemy się obruszać. Bywały sytuację, że ktoś na mój widok się przesiadał. To dla mnie sygnał, że jest poraniony wewnętrznie - odpowiada ks. Radecki.

    Pozostając jeszcze w temacie zachowań z humorem, warto przytoczyć kolejny przypadek s. Franciszki: - Jechałam z Sępolna tramwajem. Gdy weszłam, kontrolerzy biletów akurat kończyli „przetrzepywać” pasażerów. Ludzie zwrócili na mnie uwagę, a z grupki studentów wyrwało się takie humorystyczne: „No dobra, w tej chwili różańce do kontroli!” - uśmiecha się s. Franciszka.

    Zdarzają się sytuacje, na które trzeba zareagować i nie można pozwolić sobie na złe traktowanie. - Kiedyś mężczyźnie ewidentnie przeszkadzało, że koło niego stoję. Nie zaczepiałem go, ale sama sutanna spowodowała lawinę wyzwisk i przekleństw w moim kierunku. Miał on dość szeroki repertuar, bo przez 5 minut mnie wyzywał, ale potem zaczął się powtarzać, więc przerwałem mu: „Proszę pana, to już było, a teraz ja zapraszam do spowiedzi. Mogę podać adres”. Zaskoczony agresor natychmiast się uspokoił - opowiada ks. Radecki.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół