• facebook
  • rss
  • W końcu rozpuszkowana historia

    Maciej Rajfur

    dodane 14.07.2015 14:13

    Ośrodek "Pamięć i Przyszłość" zaprezentował puszki po pasztecie z gęsich wątróbek, w których... nigdy pasztetu nie było.

    A była farba i znakownik, czyli materiały drukarskie. Przyjeżdżały w ciężarówkach z pomocą humanitarną aż z Francji, by wesprzeć polską opozycję antykomunistyczną. - Puszki są niepozorne, ale ich historia jest niezwykle barwna. Łączą się bowiem z postacią admirała Józefa Unruga, polskiego patrioty - mówi Juliusz Woźny.

    Podobnie jak wielu Polaków żyjących na Zachodzie, także potomkowie adm. Unruga z ziem francuskich wspierali opozycję antykomunistyczną, przekazując do kraju pomoc materialną. Puszki z farbą drukarską były oznaczone jako zawierające pasztet z gęsich wątróbek. W rzeczywistości pełniły rolę pojemników z farbą.

    Jak znalazły się w Polsce, w zbiorach Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”? Za sprawą dr. Łukasza Krzywki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Historyk sztuki podczas wyjazdu naukowego do Francji poznał rodzinę admirała Unruga, czyli syna i wnuków. Tak zaczęła się historia czterech puszek i znakownika.

    - Państwa Unrugów poznałem w 1983 r. 10 lat po śmierci admirała na swoim pierwszym w życiu zagranicznym stypendium. Pomagałem w pracy ośrodka zajmującego się uchodźcami. Kilka lat później prowadziłem badania we Francji i okazało się, że państwo Unrugowie w czasie stanu wojennego otworzyli małą linię produkcyjną pod Paryżem, gdzie mieszkali. Tam do puszek wielkości francuskiego kultowego pasztetu pakowano farbę drukarską i wysyłano do Polski - opowiada dr Łukasz Krzywka.

    Horacy Unrug, syn admirała przeprowadził szereg eksperymentów, żeby farba wewnątrz nie chlupała i nie przyciągnęła uwagi celników. Woreczki z farbą uszczelniano np. parafiną.

    Dr Łukasz Krzywka prezentuje zaschnięta farbę drukarską w "pasztetowej" puszce   Dr Łukasz Krzywka prezentuje zaschnięta farbę drukarską w "pasztetowej" puszce Maciej Rajfur /Foto Gość - Usłyszałem o tej historii od samego syna. W 2012 r. Horacy, niestety, zmarł, ale rok później jego syn Marek czyścił piwnicę, czego byłem świadkiem. Nagle wyniósł puszki. Zapytałem więc, czy to te. Był zdziwiony, że znałem ich historię. Potwierdził ich autentyczność. Od razu powiedziałem, że chciałbym pokazać je w Polsce. W końcu udało się przez pośrednika sprowadzić te dowody niezwykłej historii - wyjaśnia historyk sztuki.

    Przypadek działań potomków słynnego admirała to przykład bardzo ciekawej pomocy, o której mało kto wie. Po wstępnym zamknięciu farby puszki przewoziła Barbara Unrug, najstarsza córka Horacego. Wiozła je na drugi koniec Francji do wiejskiego producenta znanych pasztetów foie gras. Tam je metkowano i dokładano do różnych transportów do Polski, np. z pastą do zębów czy lekarstwami.

    Niezwykłe puszki będą prezentowane w powstającym na terenie zajezdni MPK przy ul. Grabiszyńskiej muzeum Centrum Historii Zajezdnia. Inwestycja ma być gotowa w sierpniu 2016 r.

    - Właściwie codziennie ktoś coś do nas przynosi. Brakuje nam jeszcze pamiątek z pierwszego powojennego okresu, więc jeśli ktoś takie ma, zachęcamy, aby się do nas zgłosił - apeluje Marek Mutor, dyrektor ośrodka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół