• facebook
  • rss
  • Uwolniony

    ac

    dodane 11.08.2015 20:02

    Straszny skwar, tumany kurzu na przemian z rozgrzanym asfaltem - pielgrzymia droga… Na niej Wiesław - tryskający radością. Gotów wszystkim opowiadać o potędze Boga.

    - W lipcu skończyłem 50 rok życia. Od 4 lat jestem nawracającym się człowiekiem. Moja przemiana dokonywała się tu, na pieszej pielgrzymce na Jasną Górę - rozpoczyna opowieść.

    - Byłem alkoholikiem. Długo niszczyłem życie swoje i swojej rodziny. A mam wspaniałą żonę, która 22 lata modliła się z moją mamą o nawrócenie dla mnie; mam czworo dzieci.

    Wspomina chwile, gdy zbliżała się beatyfikacja Jana Pawła II, a zarazem planowany od roku wyjazd na ślub i wesele w rodzinie żony. To był trudny czas. Wiesław miał już wszystkiego dość. Chciał się powiesić - założył już nawet pasek na szyję.

    Na szczęście uratował go syn, a w niedoszłym samobójcy niespodzianie odezwało się zaskakujące pragnienie. - Pamiętam, że w czwartek wyjeżdżały pielgrzymki na beatyfikację. A we wtorek, gdy byłem w pracy, coś mnie nagle tknęło. Coś mi mówiło, że też mam tam jechać - mówi.

    - Zadzwoniłem do pewnej pani i pytam, czy są jakieś wolne miejsca na pielgrzymkę do Watykanu. Ona mówi, że w Obornikach (w tych okolicach mieszkam) już nie ma, ale zorientuje się jeszcze, popyta. Wracam do domu z pracy, odbieram od niej telefon: Panie Wiesławie, jedno miejsce się zwolniło, bo ktoś zachorował, jakby na pana czekało… Pieniądze jakimś cudem się znalazły. Mówię żonie: „jadę na Watykan”. Ona na to: „chyba zwariowałeś. Tu wesele, a ty na Watykan!”. „Jadę!” - stwierdziłem. Pogodziła się.

    Z podróży pamięta wyraźnie chwile przekraczania granicy austriacko-włoskiej. - Wielki podziw budziły we mnie góry - wspomina.

    - Potem skojarzyło mi się, że góry są przecież od Boga… Usłyszałem: „Zobacz, jaki świat jest piękny, a ty toniesz w alkoholu”. Wystraszyłem się i we Włoszech nie tknąłem żadnego trunku. Kiedy wróciłem, powziąłem postanowienie pójścia na pielgrzymkę na Jasną Górę.

    Poszedł, a tam, w pewnym momencie do jego grupy przyszedł człowiek należący do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Składając świadectwo wspominał, że przystąpił do krucjaty w intencji swojego pijącego ojca.

    Już chciał zrezygnować, bo wydawało się, że jego modlitwa i ofiara na nic się nie zdają. Wtedy jednak stał się cud. Ojciec nagle przestał pić. Ludzie myśleli, że zwariował.

    - Dotarło do mnie wtedy, że niszczę życie moich czworga dzieci, że one też pragną, żebym przestał pić - mówi Wiesław. - I tak na Górce Przeprośnej zdecydowałem się na podpisanie zobowiązania, że przez rok nie skosztuję alkoholu. „Może jakoś bez tego piwa przez rok wytrzymam” - myślałem.

    Po powrocie z pielgrzymki zaczął więcej się modlić. Ktoś go skierował na seminarium Odnowy w Duchu Świętym u „Orzecha”. Przeżył modlitwę o wylanie Ducha Świętego, a wkrótce potem doświadczył dziwnego stanu.

    - To była taka jakby nieziemska błogość całego ciała - opowiada. Myślał, że zwariował. Spojrzał na obraz miłosiernego Jezusa, obiecując, że zrobi wszystko, co tylko On chce.

    Dziwny stan minął, a nazajutrz spotkał znajomą panią. „Wiesław, mówisz, że kochasz Jezusa, że chcesz do Niego powrócić… Musisz jednak czegoś się wyrzec”. „Czego? Mam przecież na rok podpisaną krucjatę”. „Musisz odrzucić alkohol do końca życia i dać świadectwo o swoim życiu studentom na Bujwida [w DA „Wawrzyny”].

    - Jakby Pan Bóg przez nią przemówił. Zmagałem się z tym, myślałem: Jak ja w upały wytrzymam bez choćby jednego piwka? A jednak zrobiłem to. Wziąłem rodzinę, dzieci, sąsiedzi też przyjechali. Dałem świadectwo i przyrzekłem przed Najświętszym Sakramentem, przed „Orzechem”, studentami, że do końca swoich dni nie ruszę alkoholu - wspomina, dodając, że książki można by napisać o historii jego przyjaźni z Jezusem.

    Odnowa w Duchu Świętym, kolejne pielgrzymki, też do Lourdes, Fatimy, Jerozolimy, spotkania z ludźmi uzależnionymi, którym Wiesław mógł pomóc - dzieląc się swoim świadectwem i modląc się za nich… Przez ostatnie lata wiele się wokół Wiesława działo rzeczy pięknych i niezwykłych.

    Wśród opatrznościowych wydarzeń znalazła się także niespodziewana propozycja.

    - Chciałbym, żeby pan został u nas kościelnym - usłyszał od pewnego kapłana. Kiedy zaskoczony Wiesław odparł, że musi to przemodlić, usłyszał, że ksiądz jest przekonany, iż jest to Bożą wolą.

    - Cieszę się, że i przez tę posługę mogę być tak blisko Jezusa - mówi. - Cała moja rodzina powróciła do wiary. Najmłodszy syn już drugi raz idzie ze mną w pielgrzymce. W moim życiu wydarzył się prawdziwy cud!

    Opowiada, jak bodajże tydzień przed pielgrzymką dopadły go pokusy, by sięgnąć po alkohol. - Mówię: Nie! Ale tak mnie to sponiewierało, że po Mszy zamknąłem kościół, padłem na kolana przed tabernakulum i błagałem Chrystusa o pomoc - wspomina.

    Prosił Boga o to, by już nigdy nie upadł, nie siał zgorszenia. I dodawał, że gdyby miało być inaczej, prosi o śmierć, o to, żeby Pan zabrał go w tej chwili do Siebie.

    - Wracam do domu, biorę różaniec. Odmówiłem dziesiątkę i… zasnąłem. Wstaję i czuję, że jestem nowo narodzonym człowiekiem. Minęły wszystkie pokusy. Powtarzam wszystkim: warto modlić się, zaufać Jezusowi! Chwała Panu!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół