• facebook
  • rss
  • W drodze drogi wspólnej początek

    ac

    dodane 12.08.2015 17:09

    Ich wędrówka we dwoje rozpoczęła się podczas wielkiej wędrówki wrocławskiej archidiecezji. Magdalena i Miłosz na swoim ślubie mieli nieco więcej gości, niż początkowo planowali. To nic, że trochę spoconych i zakurzonych.

    To był szósty dzień wrocławskiej pielgrzymki. Zziajani pątnicy dotarli do sanktuarium św. Anny w Oleśnie i w jednej chwili… zmienili się w barwny orszak weselnych gości. Szybko skompletowany został szpaler pań trzymających zielone gałązki, zorganizowano parasole chroniące parę młodą przed słońcem, zabrzmiała muzyka…

    – Chcieliśmy zawrzeć sakrament małżeństwa tak, by móc skoncentrować się na wymiarze duchowym tego wydarzenia; szukaliśmy takiej formy uroczystości, żeby był to dla nas naprawdę szczególny czas – wspomina Miłosz, świeżo upieczony mąż Magdy. – Pragnęliśmy pójść na pielgrzymkę i pragnęliśmy wziąć ślub, połączyliśmy więc oba pragnienia w jedno… Paradoksem jest to, że planowaliśmy najpierw bardzo skromną uroczystość.

    – Myśleliśmy, że obecny będzie jedynie ksiądz, rodzice i świadkowie, tymczasem… samych kapłanów było chyba 30 czy 40, nie licząc tłumu pielgrzymów. Pan Bóg miał widać inny pomysł – zauważa Magda. – W tym wszystkim my mogliśmy się skupić na tym, co dla nas najważniejsze, w kwestiach organizacyjnych pomogła rodzina, ludzie z naszej grupy. Nie absorbowało nas specjalnie przyjęcie weselne – było tylko naturalnym przedłużeniem radości ze ślubu.

    Wcześniej oboje chodzili już na pielgrzymki, ale osobno, w diecezjach, z których pochodzą. – To są niemal dwa krańce Polski – żona jest ze Świdnika (obok Lublina), ja z miejscowości Lubów koło Świebodzina, z województwa lubuskiego – mówi Miłosz. – Poznaliśmy się we Wrocławiu, postanowiliśmy więc pójść na pielgrzymkę stąd, z „Wawrzynami” (grupa 12), ponieważ z tym właśnie duszpasterstwem jesteśmy od jakiegoś czasu związani.

    Młodzi małżonkowie podkreślają, że zdumiała ich życzliwość pielgrzymkowych braci i sióstr, którzy stworzyli niesamowitą oprawę uroczystości – poczynając od tunelu z brzozowych gałązek, poprzez muzykę, po radosny taniec uwielbienia, a nawet przyozdobienie samochodu. – Jeszcze dwa dni wcześniej uczyliśmy się tańczyć, a potem nieco improwizowaliśmy, ale wyszło przepięknie! – dodaje pan młody. Do modlitewnych pląsów – do piosenki „Mój Jezu, mój Zbawco…” Beaty Bednarz – zaprosiła wszystkich diakonia modlitwy tańcem działająca przy DA „Wawrzyny”, która zresztą animowała podobne tańce podczas pielgrzymich wieczorów.

    Pewnie jako małżeństwo dalej będą pielgrzymować? – Oby. Zaczynamy w ten sposób, właśnie w drodze, wspólną drogę – mówią państwo młodzi. Mieli już okazję doświadczyć piękna i trudów dalekiej wędrówki – bo sami jeszcze dzień przed ślubem pielgrzymowali, a już następnego dnia po uroczystości dołączyli z powrotem do pielgrzymiej grupy. Wspierali się wzajemnie – Magda jako fizjoterapeutka mogła np. zająć się fachowo spuchniętymi nogami Miłosza.

    – Rodzina była nieco zdziwiona miejscem uroczystości, ale bardzo nas wsparła. Szczegóły przebiegu całego wydarzenia rodziły się właściwie w ostatniej chwili. Mamy poczucie, że nasz ślub został zaplanowany przez Pana Boga o niebo lepiej niż sami bylibyśmy w stanie sobie to wszystko wymyślić – powtarzają. – Bardzo, bardzo dziękujemy wszystkim za dobre słowo, modlitwę, wsparcie…

    Gdy państwo młodzi wraz ze swoją grupą 12 podeszli pod jasnogórskie wały i w skupieniu uklękli, nie tylko ich ogarnęło wzruszenie. Czy są wyjątkiem? Ostatnimi laty właściwie co roku jakaś para decyduje się na ślub podczas pielgrzymki (w ubiegłym roku odbył się w kościele w Kluczborku). Państwo młodzi otrzymują zwielokrotniony dar modlitwy wielkiej wędrującej wspólnoty, a pielgrzymi – przypomnienie ostatecznego celu wszystkich życiowych pielgrzymek: radości Godów Baranka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół