• facebook
  • rss
  • Najwytrwalsi

    ac

    dodane 13.08.2015 14:20

    Wśród pątników są tacy, który uczestniczyli we wszystkich 35 edycjach wrocławskiej pielgrzymki na Jasną Górę: Karol – główny porządkowy, Stefan z grupy 1, Tadeusz z grupy 2 oraz Ryszard z grupy 13

    W przedostatni dzień pielgrzymki „Orzech” uhonorował ich specjalnymi podarkami. Tadeusz, który ma ukończone już 86 lat, wspomina o dwóch powodach swojego wytrwałego wędrowania. – Na pierwszą pielgrzymkę zdecydowałem się pójść w 1981 r., gdy usłyszałem o zamachu na Jana Pawła II, ale wyruszyłem też dlatego, że mam za co dziękować – tłumaczy. I wspomina ojca, leśniczego, legionistę, który szczęśliwie uniknął śmierci w Katyniu, mamę, która bohatersko chroniła swoje dzieci – przed wywózką na Syberię, przed głodem, przed bandami UPA.

    – Był taki pan, który jej zaproponował schronienie się z dziećmi w stodole. Mówił: śpijcie spokojnie, ja będę czuwał. Tak czuwał, że jak banderowcy napadli na jego gospodarstwo, to pamiętam, że psy paliły się żywcem na łańcuchach – wspomina Tadeusz. – Paliła się stodoła, w której spaliśmy. Wyskoczyliśmy, odbiegliśmy ze 150 m. Siedmiu stoi i strzelają, żadna kula nas nie trafia. To Maryja nas uchroniła. Mama zawsze miała przy sobie w torbie obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Oni strzelają, a mama odmawia „Pod Twoja obronę”. Jeden z banderowców przytrzymuje drugiemu rękę. „Nie strzelaj, jej mąż był dobrym leśniczym”. My tymczasem uciekliśmy w konopie. To był sierpień, zboże było już zżęte, ale konopie jeszcze stały. Kucnęliśmy w nich. I tak ocaleliśmy – choć przez chwilę jeszcze groziło nam, że wytropi nas pies jednego z tych bandytów, ale ostatecznie nie spuścił go z łańcucha. Umknęliśmy lasami. Po wojnie, w 1946 r., odnalazł nas ojciec w powiecie Góra Śląska. Cała rodzina ocalała. To był cud. Mam za co Maryi dziękować…

    Tadeusz wspomina, że u początku, w 1981 r., pielgrzymka wrocławska szła nieco inna trasą, m.in. przez Bory Stobrawskie. – Nocowaliśmy w stodołach – mówi. – Tajniacy szli za nami, zostawiali butelki wódki, gospodarze niektórzy myśleli, że to pielgrzymi piją… Z jedzeniem ciężko było, wszystko dźwigaliśmy ze sobą. Powiedziałbym jednak, że nieco lżej było, wolniejsze tempo, więcej etapów. Młodzieży było ze 30 proc., a starszych 70. Jak któryś młody leciał za szybko, to „Orzech” go zatrzymywał. „Orły na tył!” – mówił. No ale teraz to i ja chyba orzeł jestem, bo za wszystkimi nadążam. Chciałbym bardzo pochodzić jeszcze ze 4 lata, do 90 roku życia. To byłaby 40. pielgrzymka wrocławska. Jak Pan Bóg da siły, zobaczymy…

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół