• facebook
  • rss
  • Na koniec świata z wyciągniętym kciukiem

    Maciej Rajfur

    |

    Gość Wrocławski 45/2015

    dodane 05.11.2015 00:15

    Podróże. Autostopem przejechali ponad 20 tys. kilometrów. Innymi środkami transportu dołożyli 10 tys. Oficjalny cel: Tokio i góra Fudżi. Prawdziwy cel: wyprawa życia z ukochaną osobą.

    Wszystko zaczęło się w głowie Pawła Janowskiego, studenta z Salezjańskiego Duszpasterstwa Akademickiego „Most”. A skończyło się na ponaddwumiesięcznej podróży prawie dookoła świata. Zimą, podczas wyjazdu do Taizé, Paweł przedstawił swój szalony pomysł Ani. Wówczas przechodziła ona etap: „Rzuć wszystko i jedź na drugi koniec świata! Po prostu przed siebie!”. Trafił więc w dziesiątkę. Wtedy panowała między nimi relacja koleżeńska. – Paweł zaczął mi z czasem wiercić dziurę w brzuchu. Po drodze staliśmy się już dla siebie kimś bardzo ważnym i… zadecydowaliśmy, że warto – wspomina Anna Żółtaniecka. Tuż przed wyjazdem doszło do zaręczyn, a więc podróż okazała się narzeczeńską.

    Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół