Dobro dzieci, nie proszących urzędników

dodane 05.01.2016 21:16

Maciej Rajfur

Rodzice, nie dajcie się oszukać - mówi wrocławska mama w odpowiedzi na kroki magistratu. Urzędnicy zachęcają bowiem rodziców do posyłania 6-latków do szkół z obawy przed brakiem miejsc w przedszkolu.

Dobro dzieci, nie proszących urzędników   Maciej Rajfur /Foto Gość Nakaz posyłania 6-letnich dzieci do szkół skracał im dzieciństwo

Joanna Klima jest wrocławski koordynatorem Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców. Latem 2014 roku zbierała podpisy pod obywatelską inicjatywą "Rodzice chcą mieć wybór", która sprzeciwiała się, by rządzący w pełni decydowali m.in. o tym, czy dziecko rozpocznie edukację szkolną jako sześcio- czy siedmiolatek. Jak się potem okazało, Platforma Obywatelska wyrzuciła podpisy ponad 1,5 miliona obywateli do śmieci.

Po ostatniej zmianie rządu i składu parlamentu podniesiono wiek obowiązku szkolnego do 7 lat. Sprawia to jednak niemałe problemy samorządom, które nie są przygotowane na zwiększoną liczbę przedszkolaków.

- Problemem politycznym reformy dot. 6-latków był fakt, że rząd PO-PSL w ramach polityki prorodzinnej powinien zbudować nowe przedszkola i zapewnić komfort rodzicom 3-latków. W tej kwestii zrobiono niewiele. Uwolniono te miejsca "wypychając" 6-latki do szkół, kiedy te nie były na to gotowe. Chciano nasze dzieci dostosować do systemu, a powinno być na odwrót. To system powinien być gotowy na reformę obniżenia wieku szkolnego - tłumaczy Joanna Klima.

Dziś rodzice 3-latkow są zaniepokojeni, bo to kosztem ich dzieci reforma zostaje cofnięta. Boją się o brak miejsc i w konsekwencji opłacanie niani lub żłobka. Przepisy określają zdecydowanie, że gmina musi zapewnić miejsce w przedszkolu w rejonie zamieszkania dzieciom w wieku 3, 4 i 5 lat. Urzędnicy nie są na to gotowi. Tłumaczą, że w pół roku nie da się wybudować przedszkoli.

- Nie można porównać kosztów czesnego w prywatnym żłobku do szkód spowodowanych zbyt szybkim wejściem w system szkolny. Brak motywacji, pierwsze niepowodzenia i niska samoocena nie jest do nadrobienia żadnymi pieniędzmi. Gdyby przez 8 lat rząd podszedł mądrze do problemów polskich rodzin, dziś ten problem by nie istniał - kwituje stanowczo wrocławianka.

Jej zdaniem stwierdzenie, że może zabraknąć 3 tysięcy miejsc dla 3-latków jest straszeniem i budzeniem negatywnych nastrojów wśród rodziców. Do tej pory władza i podległe im magistraty za wszelką cenę pokazywały tylko piękną szkolną rzeczywistość. Teraz, kiedy wola rodziców została uszanowana, po prostu się ich straszy.

Wrocławski magistrat planuje chce uruchomić akcję informacyjną dla rodziców, która zachęci ich do posyłania 6-latków do pierwszej klasy bądź szkolnych zerówek.

- Pani Bytomska z magistratu twierdzi, że szkoły są bardzo dobrze przygotowane na przyjęcie 6-latków. Nie można się z tym zgodzić. W tym roku szkolnym do klas pierwszych poszło przecież 1,5 rocznika, a trzeba dodać, że rocznik 2009 jest najliczniejszy w ostatnich latach. To oznacza, że nawet dobrze przygotowane szkoły według samorządów (nie zawsze według rodziców) okazały się niewydolne np. w świetlicach czy stołówkach - wyjaśnia Joanna Klima.

Dodaje, że do tej pory w przedszkolach trwała agitacja by 6-latki szły do szkół. Nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej zmuszani byli do opowiadania na zebraniach w przedszkolach o pozytywach reformy, która właśnie padła. Choć często robili to wbrew osobistym przekonaniom.

- Przez lata rodzice nie dali się przekonać posyłając niewielki procent 6-latków do szkół, kiedy jeszcze mieli wybór. Liczę więc, że i tym razem będą działać dla dobra swoich dzieci, a nie dla dobra proszących urzędników - mówi matka dwóch synów m.in. 6-letniego Stasia, który pójdzie do szkoły w wieku 7 lat.

Wydaje się, że przez ostatnie 8 lat dzieci były zakładnikami rządu, który nie pozwolił rodzicom decydować o edukacji swoich podopiecznych. Polscy rodzice jednak pokazali, czym jest oddolny ruch społeczny, wywierając naciski na polityków i oddolnie stawiając czoła krzywdzącej reformie.

- Nikt nie pytał rodziców, psychologów i nauczycieli o opinie, kiedy w 2009 roku obniżano wiek obowiązku szkolnego. Dlatego śmieszy mnie dziś głos opozycji, która domaga się takiego dialogu przy powrocie do siódmego roku jako obowiązującego do pójścia do szkoły- zwraca uwagę Joanna Klima i apeluje: Rodzice, nie dajcie się oszukać. Nie teraz! 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI | 6-LATKI, AKCJA, JOANNA KLIMA, REFORMA, RODZICE CHCĄ MIEĆ WYBÓR, SZKOŁA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj swój komentarz »

Uwaga! Komentarze do tej dyskusji mogą być dodawane wyłącznie przez osoby zalogowane. Zapraszamy do się lub zapisania.

Polub nas, by nie przegapić ważnych informacji:


Tweety metropolity