• facebook
  • rss
  • Najlepszy GPS chodzi w komży lub albie

    Maciej Rajfur

    dodane 19.01.2016 10:01

    Z naszego punktu widzenia dla nich to dobry zarobek, czyli, jakby nie patrzeć, nagroda. Potem dopiero jeden z obowiązków. Z ich strony jest wręcz odwrotnie: najpierw czują, że mają zadanie do wykonania, pewną misję. Nagroda w postaci pieniędzy to sprawa drugorzędna.

    Kto kiedyś był ministrantem lub miał cokolwiek z tym wspólnego, pewnie wie, że odwiedzanie mieszkań w swojej parafii z księdzem można traktować jako wyróżnienie i wyraz podziękowania za cały rok służby przy ołtarzu. Okazuje się, że nie jest łatwo sprawiedliwie podzielić ten tort między chłopców. Jak rozdysponować wyjścia, żeby odpowiednio nagrodzić wszystkich według zasług?

    Najpowszechniej stosowanym sposobem w parafiach jest system punktacji. W zależności od pomysłu opiekuna Służby Liturgicznej różni się on nieznacznie, ale zasada pozostaje ta sama: im częściej przychodzisz na Eucharystię, np. na swój dyżur i nie tylko, tym więcej punktów zdobywasz i wyżej pniesz się w klasyfikacji. Ta z kolei służy duszpasterzowi jako podpowiedź, kto najsumienniej wykonywał swoje obowiązki ministranckie.

    - Patrzymy na frekwencję i na oddanie w ciągu całego roku. Ci, którzy mieli najwięcej punktów, w pierwszej kolejności wybierają sobie wyjścia na kolędę i mają największy komfort - tłumaczy ks. Grzegorz Tabaka, wikariusz parafii pw. Odkupiciela Świata we Wrocławiu

    Dodaje, że księża wolą chodzić z ministrantami bardziej ogarniętymi, z tymi, z którymi mają lepszy kontakt, którzy im nie raz pomogli - wtedy łatwiej o współpracę „w terenie”. Zawsze się dąży do sprawiedliwości, ale nigdy nie da się jej osiągnąć w pełni. Jak stwierdza kapłan, zbyt dużo czynników o tym decyduje. Nie tylko punktacja, ale i dyspozycyjność członków Służby Liturgicznej. Do tego dochodzi łączenie w pary, a nie każdy z każdym chce chodzić. Trzeba być elastycznym. Plan kolędy wydaje się więc wyzwaniem niczym układanie planu lekcji w szkołach.

    - Owszem, przedstawiamy ten okres, jako pewną nagrodę dla ministranta. Traktują go jako docenienie ich całorocznej posługi. Dla młodego człowieka taki zarobek jest dość ważny - mówi ks. Grzegorz Pazdro z parafii pw. Opatrzności Bożej we Wrocławiu.

    Jego sposób na sprawiedliwość? - To coroczna zagwozdka. Punktacja wprowadza pewne proporcje. Więcej punktów równa się więcej kolęd, ale nie tylko o to chodzi - zaznacza duszpasterz.

    Jakby znal jakiś sprawiedliwszy sposób, chętniej by go wprowadził. - Powtarzam ministrantom: ja nie jestem sprawiedliwy. Sprawiedliwość to tylko u Pana Boga. (śmiech) Wszystkiego nie wiem i nie widzę. Choć na ile można, na tyle trzeba podejmować próbę - zauważa ks. Grzegorz.

    Jego zdaniem pieniądze dawane ministrantom są po prostu wyrazem wdzięczności ludzi. - Jeżeli księża je przyjmują, to dlaczego nie oni? Księdzu dziękują za posługę, więc ministrantowi tez można. Nie jestem temu przeciwny. Zdarzało mi się chłopakom dokładać, gdy wiedziałem, że się napracowali a mało dostali - kwituje wikariusz z Nowego Dworu.

    Napracować się przy kolędzie? Przecież to, zdaniem wielu, takie przyjemne chodzenie po mieszkaniach i zgarnianie kasy. Jednak nie do końca.

    - Kolęda jest przede wszystkim służbą, w drugiej kolejności nagrodą - tłumaczy Konrad Michalik z parafii pw. Św. Maurycego we Wrocławiu. - Zadanie wymaga skupienia i zaradności. Ministrant ma tam swoją ważną funkcję - dodaje ministrant z 15-letnim stażem.

    Wtóruje mu młodszy Norbert Zimnicki, który przy ołtarzu parafii św. Wawrzyńca w Wołowie posługuje 9 lat. - Ksiądz musi dotrzeć z punktu do punktu, a naszą rolą jest przyprowadzenie go do właściwego domu i odpowiednią drogą. Bywają różne trudności, m.in. agresywne psy, ciemność, niesprzyjająca pogoda, nieprzyjemni ludzie, którzy krzyczą i trzaskają drzwiami - wymienia nastolatek.

    Podejście do sprawy zmienia się z wiekiem. - Jako mały ministrant, chodziłem, żeby coś zarobić, bo fajnie było dostać parę groszy. Teraz, po latach, traktuję to jak obowiązek i posługę, żeby pomagać księdzu w odwiedzaniu parafian. Pieniądze odeszły na dalszy plan - stwierdza Paweł Leszkowicz także z Wołowa, który służy przy ołtarzu już 10 lat.

    Wszyscy przyznają, że w przypadku ofiarowanych pieniędzy pozory często mylą. Ludzie ubożsi, ale aktywnie działający w Kościele, doceniają bardziej posługę ministranta, bo nie widują go tylko raz w roku przed swoimi drzwiami. Kojarzą go z kościoła i sypną groszem.

    Ministranci wchodzą do bardzo różnych mieszkań, obserwują różnych ludzi. Spotykają różne standardy socjalne. Są dobrymi obserwatorami. W „sezonie” odwiedzają bowiem po kilkadziesiąt a nawet kilkaset rodzin.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Serwis specjalny

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół