Na własne życzenie

dodane 23.01.2016 22:02

Maciej Rajfur

zobacz galerię 

Polacy przegrali swój pierwszy mecz na EURO 2016. Nie dali rady solidnym Norwegom, choć rywal był w zasięgu.

Na własne życzenie   Maciej Rajfur /Foto Gość Norwegia ze swojej grupy wyszła z pierwszego miejsca

Początek spotkania zapowiadał dobrą formę Polaków, którzy w 4. minucie wyszli na prowadzenie 3:1. Chwilę później karę wykluczenie na 2 minuty otrzymał Piotr Grabarczyk. Jego koledzy zagrali jednak dobrze w defensywie i w efekcie w pięciu w polu nie stracili, ale też nie zdobyli bramki.

Obie drużyny przez pierwsze 10 minut grały atakiem pozycyjnym, a biało-czerwoni utrzymywali przewagę dwóch bramek (7:5). Postacią przewodnią w naszej ekipie był Michał Jurecki. Skandynawowie punktowali rzutami z drugiej linii. W defensywie natomiast grali ostro, o czym przekonał się w 15. minucie Krzysztof Lijewski, który po popchnięciu przez Erlenda Mamelunda długo nie podnosił się z parkietu.

Chwilę później goście doprowadzili do wyrównania 7:7. Gospodarze zaś nie wykorzystali gry w przewadze podczas kary jednego z rywali. Niecelnie ze skrzydła rzucił Przemysław Krajewski i przy pierwszym prowadzeniu Norwegów (8:9) o czas poprosił trener Michael Biegler.

Drugie dziesięć minut meczu zamknęło się remisem 10:10. Biało-czerwoni nie potrafili znaleźć recepty na rywala przede wszystkim w obronie. Trzeba też przyznać, że szczypiorniści z Norwegii trafiali z trudnych pozycji rzutowych, pokazując swoje dobre wyszkolenie techniczne.

Pierwsza połowa okazała się bardzo wyrównana, choć to biało-czerwoni mieli więcej okazji do zdobycia bramek. Gdzieś po cichu kibice liczyli na kilka udanych interwencji bramkarzy, co pozwoliłoby na zbudowanie choć niewielkiej przewagi. Ani Sławomir Szmal, ani Piotr Wyszomirski nie potrafili jednak wyczuć norweskich rzutów.

W 25. minucie, po dwóch nieudanych akcjach, gospodarze przegrywali już 12:15. I nagle stało się to, na co wszyscy w krakowskiej Tauron Arenie liczyli - karnego obronił Szmal. Jego koledzy z pola, niestety, nie wykorzystali prezentu. Chwilę potem z siedmiu metrów, podobnie jak wcześniej Norweg, pomylił się Karol Bielecki. I zamiast remisu biało-czerwoni schodzili na przerwę z jednobramkową stratą (15:16).

Słaby początek drugiej części w wykonaniu podopiecznych Bieglera poskutkował zwiększeniem straty do trzech oczek. Głównym mankamentem była kiepska dyspozycja w obronie. Polscy szczypiorniści nie nadążali z powrotami, a przeciwnicy bardzo szybko zawiązywali kontrataki. Ciężar gry brał na siebie młodszy z braci Jureckich, ale to było za mało na zespół Skandynawów, który nawet w osłabieniu zdobywał bramki.

Po 36. minutach spotkania gospodarze przegrywali 17:20. Kryzys pogłębiał się, bo polskich zawodników ogarniała coraz większa frustracja. Ciężko patrzyło się na skutecznie grających przeciwników. Atak ze strony biało-czerwonych "nie kleił się" jak w meczu z Francją. A rywale nie postawili poprzeczki niebotycznie wysoko, także popełniając błędy. Należało je po prostu wykorzystywać.

Rzutami z dystansu bramki zdobywał Espen Lie Hansen. Dobre sytuacje marnował obrotowy Kamil Syprzak. Nie pomagał doping całej hali ubranej w barwy narodowe. Naszym zawodnikom brakowało koncentracji. W 45. minucie nadal przegrywali trzema bramkami. Biegler rotował składem, ale nikt nie wykazał nadzwyczajnej formy wobec solidnie grającego przeciwnika.

Gdy wydawało się, że Polacy wracają na dobre tory, Skandynawowie karcili ich szybki wznowieniem gry. Co kilka akcji skutecznie w bramce reagował Szmal, ale bezradność w ataku zaprzepaszczała szansę na zwycięstwo. W 50. minucie dopisało naszej drużynie szczęście i udało się "doskoczyć" na 23:24. Dalej inicjatywa była jednak po stronie przeciwnika.

Bielecki rzucił z nieprzygotowanej pozycji, potem niezrozumienie Jureckiego z Łucakiem i Biegler w 54. minucie poprosił o czas. To była ostatnia chwila, żeby odrobić trzy bramki straty przy standardowej już nerwowej końcówce. Podziałało, ale połowicznie. Biało-czerwoni jakby się obudzili i zniwelowali straty do jednego oczka na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem.

Horror w końcówce stał się już tradycją, ale, niestety, po raz pierwszy nie miał on dla nas szczęśliwego końca. Na własne życzenie, mając rywala w zasięgu swoich możliwości, Polska przegrała swoje pierwsze spotkanie na Mistrzostwach Europy 28:30.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI | EHF EURO 2016, MISTRZOSTWA EUROPY W PIŁCE RĘCZNEJ MĘŻCZYZN 2016, NORWEGIA, PIŁKA RĘCZNA, POLSKA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj swój komentarz »

Uwaga! Komentarze do tej dyskusji mogą być dodawane wyłącznie przez osoby zalogowane. Zapraszamy do się lub zapisania.

Polub nas, by nie przegapić ważnych informacji:


Tweety metropolity