• facebook
  • rss
  • Historia podwójnie walentynkowa

    Maciej Rajfur

    dodane 14.02.2016 15:06

    To historia podwójnie walentynkowa. Wielkiej miłości małżeńskiej i ukochania ojczyzny. Poznajcie Zbigniewa Lazarowicza, żołnierza AK i wiernego małżonka.

    Cały czas pod górkę

    - Materialnie było bardzo ciężko, w końcu lata powojenne. Urodził się pierwszy syn i na nasze nieszczęście ciężko chorował. Przeszedł paraliż. Myśleliśmy, że go stracimy - opowiada z poruszeniem matka.

    Podjęli leczenie prywatne co w „głębokiej” komunie okazało się zadaniem niesamowicie trudnym. Wówczas znajomi księża podpowiedzieli im, żeby napisali list do o. Pio z prośbą o ratunek dziecka. Jeszcze wtedy święty żył.

    - Proszę sobie wyobrazić, że odpisał po włosku na obrazku: „Modlę się w twojej intencji”. Głęboko wierzę, że to dzięki jego wstawiennictwu syn dzisiaj żyje, ma 64 lata i funkcjonuje bardzo dobrze. Czuje pozostałości choroby, ale pracuje, jest bardzo inteligentny - wzrusza się Halina.

    Trudne czasy w dodatku z niewygodną przeszłością Zbigniewa dawały się we znaki, ale miłość między dwojgiem, jakby wprost proporcjonalnie do trudności, kwitła. - W pierwszych latach żyliśmy z… mojego zbierania grzybów w park Szczytnickim. Tam kiedyś była duża grzybnia, bo nie sprzątano tego terenu. Co się udało zebrać, to przekupki sprzedawały na pl. Grunwaldzkim - opowiada mężczyzna. - Dzieci nasze wiedzą, że nie bogactwo, lecz bieda nas połączyła - uzupełnia.

    Oboje pamiętają swoje wesele, które urządzali w mieszkanku. - Robiliśmy wino z kaszy jaglanej i wszystkim smakowało. Nie stać nas było na wielką uroczystość, ale cos tam tańczyliśmy, cieszyliśmy się sobą - uśmiecha się Halina

    Źródło siły - wiara

    Otwarcie przyznają, że dzięki głębokiej wierze w Boga i wzajemnym oddaniu udało się zbudować tak silny związek. - Dzisiaj ludzie się „sprawdzają” przed ślubem i krzywdą w ten sposób. Dają się nabrać naiwnej propagandzie, że trzeba się wypróbować, posmakować, żeby wiedzieć czy później będzie ok. Nic bardziej mylnego - tłumaczy doświadczona żona. Mąż od razu dodaje: - Mieliśmy twarde zasady moralne. Powściągliwość w narzeczeństwie umacnia przyszłe małżeństwo. Wiemy to po sobie - mówi Zbigniew

    Lazarowicze stali się żywym dowodem na to, że coraz popularniejsze teorie seksualnego sprawdzania się, wspólnego mieszkania przed ślubem w celu głębszego poznania nie mają sensu i są tworzone bezpodstawnie. - Kobieta musi się szanować, jeśli chce być szanowana przez mężczyzn. Skarbu czystości trzeba wspólnie pilnować - wyjaśnia Halina.

    Pocałunek z klasą

    Trudności i troski nie odeszły wraz z odejściem stalinizmu. Totalitarny system trwał i choć odwilże dawały wytchnienie, przyszedł czas stanu wojennego. Wówczas nie tylko ojciec, ale i najmłodszy syn za działalność opozycyjną zostali internowani. Pani Halina przechodziła stałe rewizje ubeków w mieszkaniu. - W piwnicy syn miał tyle pochowanych nielegalnych papierów, że jak się otwierało drzwi, to same wylatywały. Mówiłam, żeby je wynieść, ale ich ciągle przybywało - uśmiecha się kobieta. Pamięta zabawną z dzisiejszej perspektywy historię. Wtedy raczej niebezpieczną:

     - Pewnego razu przyszli i chcieli przeszukać piwnicę. Mówią do męża: „Pewnie macie towarzyszu dwie piwnice”. I mieli rację. Ale przy drugich drzwiach dopisałam wcześniej do zera ogonek i zamiast liczby 20, czyli numer naszego mieszkania, widniało 29. Oni stali pod tą piwnicą pełną nielegalnych papierów i nie weszli, bo się nie zorientowali! Myśleli, że to kogoś innego. Dorobiony ogonek nas uratował - opowiada po latach, ale z wielkimi emocjami małżonka.

    Bieda i trudności ich wzmacniały, bo przez wszystko przechodzili razem. Gorliwie przekazywali dzieciom wiarę. Uczyli  pacierzy, prawd z katechizmu, a potem swoją postawą dawali im doskonały przykład. Do dzisiaj rozmawiają z dziećmi na temat spraw religijnych, zwracają uwagę. Może nie zawsze jest kolorowo, ale swój obowiązek rodzicielski wykonali i do końca swoich dni będą wykonywać. Sami pilnują codziennej modlitwy, rano i wieczorem, często odmawiają różaniec.

    - Nawet nie chciałam nigdy mówić dzieciom, bo pewnie by się śmiały, ale… podczas zaręczyn Zbyszek tylko pocałował mnie w rękę. Żadnego nawet buziaka w usta. (śmiech). A dzisiaj jak jest? - pyta retorycznie Halina Lazarowicz.

    Jako żołnierz Armii Krajowej   Jako żołnierz Armii Krajowej Maciej Rajfur /Foto Gość

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół