• facebook
  • rss
  • Ziemia, która potrzebuje iskry nadziei

    Maciej Rajfur

    dodane 07.03.2016 16:36

    - W kraju, w którym od 36 lat żyję, w latach 90. XX w. doszło do tragedii wojny, a nawet ludobójstwa. W 1994 roku wymordowano w ciągu 3 miesięcy ok. miliona ludzi. Jak wyleczyć tę ranę nienawiści? Miłosierdziem Bożym - mówił we Wrocławiu misjonarz ks. Stanisław Filipek.

    Pallotyn, na co dzień pracujący w Rwandzie, odwiedził parafię św. Jerzego na wrocławskim Brochowie. 6 marca podczas niedzielnych Mszy św. opowiadał wrocławianom o dalekiej Afryce i rodzącym się tam kulcie Miłosierdzia Bożego, które na Czarnym Lądzie wydaje się szczególnie potrzebne.

    - Wojna to destrukcja człowieka, eksploracja zła i nienawiści. W kraju, w którym żyję od 36 lat, czyli w Rwandzie, w latach 90. XX w. doszło do tragedii wojny, a nawet ludobójstwa. W 1994 roku wymordowano w ciągu 3 miesięcy ok. miliona ludzi - podał przerażającą statystykę kapłan.

    W tym kontekście przywołał słowa Pana Jezusa do św. siostry Faustyny: "Świat nie zazna pokoju, dopóki nie zwróci się do mojego miłosierdzia".

    - Skutki wojny w Rwandzie są dramatyczne. Ludność wciąż się przemieszcza. Zniszczono instytucję rodziny. Zostały tysiące sierot, wdów i uchodźców. Co w takim klimacie - rozdarcia społecznego i nienawiści - można zaproponować człowiekowi, aby mu przywrócić iskrę nadziei? - pytał misjonarz i zaraz dał jasną odpowiedź: ideę miłosierdzia Bożego.

    Jego posługa duszpasterska polega na głoszeniu, że Bóg nie jest tym, który karze, ale tym, który przygarnia i kocha. Stwarza nas na nowo, abyśmy byli na Jego obraz i podobieństwo. Wyciąga dobro z doznanego zła, które zachodzi na skutek odwrócenia się od Boga i niewierności natchnieniom Ducha Świętego.

    - Mówiło się, ze wszystkie diabły wyszły z piekła, aby się w Rwandzie zabawić. Kraj był wcześniej oazą pokoju. Niestety, poprzez różnego rodzaju napięcia i naciski polityczne z wewnątrz i zewnątrz doszło do tragedii - tłumaczył ks. Filipek.

    Największym wyzwaniem dla kapłanów pracujących w Rwandzie jest doprowadzenie do ukojenia serc, zranionych eksterminacją najbliższych oraz wszechobecną śmiercią. Często bowiem ludzie w takich sytuacjach, w bólu, chcą się podjąć jednego: zemsty na drugim. Niech się stanie sprawiedliwość - myślą pokrzywdzeni. Ale to droga zguby.

    - Wciąż musimy uczyć się przebaczać i dobrem odpowiadać na zło. W 1996 roku rozpoczęliśmy w naszej parafii pallotyńskiej w Rwandzie budowę kaplicy Najświętszego Sakramentu. I z tym związana jest ciekawa historia Bożego działania - rozpoczął misjonarz.

    Po krwawej wojnie domowej zwrócenie się do Boga było niesamowicie potrzebne. Pewien młody człowiek nadzorował budowę kaplicy od strony architektonicznej. Gdy pewnego razu pallotyn wracał z nim samochodem, zapytałem, gdzie młody mężczyzna przeżył wojnę. To był jeszcze w kraju okres nieustannego oskarżania się nawzajem i podżegania do nienawiści. Architekt odpowiedział, że przeżył w stolicy, ale całą jego rodzinę wymordowano.

    "Ci, co teraz oskarżają innych na łamach mediów, zabili mi rodzinę. Myślałem w pewnym momencie, że oszaleję. Chęć zemsty i nienawiści sięgała moich oczu. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Byłem gotów uczynić wszystko, żeby pomścić bliskich" - opowiadał mężczyzna.

    W pewnym momencie przyjaciel zaprosił go na adorację Najświętszego Sakramentu. Przesiedział tam godzinę, ale czuł się źle. "Nie chciałem nigdy więcej tam wrócić. Ale za namową znajomego poszedłem drugi raz i tak zaczął regularnie uczęszczać na adorację" - mówił.

    - Pewnego dnia poczuł, że coś z niego spadło, jakiś ogromy ciężar. Pojednał się z Bogiem, przebaczył sobie i mordercom swojej rodziny. Dziś jest silny i wie, jak wielką siłą jest przebaczenie - zakończył ks. Filipek.

    Po wojnie w samej Rwandzie ostało się 300 tys. sierot. Wciąż ich przybywa, ze względu na zubożenie społeczeństwa i spustoszenie, jakie sieją malaria oraz AIDS.

    - Dwa miesiące temu w czasie Mszy św. w jednym z kościołów rwandyjskich siostra zakonna modliła się koło matki z dzieckiem. Kobieta nagle zwróciła się do zakonnicy: "Potrzymaj, proszę, moje niemowlę, bo muszę iść do ubikacji". Siostra zgodziła się, ale matka już nigdy po dziecko nie wróciła. Zostało w objęciach tej siostry. W jaki sposób w takiej rzeczywistości nie być dobrym samarytaninem? - podawał przykłady misjonarz.

    Na koniec podkreślił, że dziękuje Bogu za powołanie misyjne i łaskę stworzenia sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kabuga, gdzie pracuje. - Chcemy tam przywracać ludziom źródła nadziei. Przekonywać, ze Bóg nas nigdy nie zostawi - mówił.

    11 grudnia 2008 r. Konferencja Episkopatu Rwandy powierzyła pallotynom zadanie zaopiekowania się grupami Miłosierdzia Bożego i zapewnienia im solidnej formacji teologicznej i duchowej. W tej perspektywie sanktuarium w Kabuga stało się krajowym centrum posługi kapelanów dla tych grup w Rwandzie. 

    - Afryka to kontynent ciągłych wojen i napięć, nie tylko przez podziały etniczne, ale z powodu ogromnie niesprawiedliwej polityki światowej. Trzeba tej ziemi dać iskrę nadziei. Pan Bóg jest w stanie przemieniać serca, szczególnie tych, którzy decydują o losach narodów - zapewniał ks. Stanisław.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Reklama

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół