• facebook
  • rss
  • "Moralność Kalego nie mogła zwyciężyć"

    Maciej Rajfur

    dodane 01.04.2016 18:10

    Rozmowa z Waldemarem Wysockim, starostą trzebnickim, którego legalny wybór właśnie potwierdził sąd, o całym konflikcie, czyli politycznym tyglu w wokół stanowiska starosty w Trzebnicy.

    Maciej Rajfur: Sąd potwierdził legalność wyboru Pana na urząd starosty trzebnickiego.

    Waldemar Wysocki: Jestem bardzo zadowolony z wyroku. Panowie z Platformy Obywatelskiej, były starosta Robert Adach i były poseł Marek Łapiński, szukali sobie po prostu pracy. Ten pierwszy przegrał demokratyczne wybory na starostę w stosunku 11 do 10. Wcześniej był pewien, że jego wygrana to tylko formalność. Nie dochodziło do niego to, że może stracić władzę. Zaczął więc po wszystkim protestować i nagłaśniać wersję, że wybory zostały sfałszowane. W efekcie złożył pozew w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, aby udowodnić zafałszowanie wyborów. Sąd 30 marca oddalił w całości żądania pana Adacha i stwierdził, że wybory odbyły się prawidłowo, w sposób demokratyczny. Sprawiedliwości stało się zadość.

    Mimo to na łamach „Gazety Wyborczej” Robert Adach zapowiada wniosek o kasację do Najwyższego Sądu Administracyjnego.

    Zapomina o jednej rzeczy: wcześniej złożył on wniosek do Prokuratury Rejonowej w Miliczu, która umorzyła śledztwo, czyli nie dopatrzyła się przestępstwa. Nie wszczęli nawet postępowania. Czyli pan Adach nie uznaje decyzji ani prokuratury, ani sądu, ani decyzji wojewody dolnośląskiego w tej sprawie, ale uznaje moralność Kalego: jak ktoś mi wyrządza krzywdę, to jest źle, ale jak ja komuś, to wszystko w porządku.

    Dochodzą do nas informacje, że w czasie tego całego konfliktu spotkały Pana jakieś nieprzyjemności, przykre incydenty. Czy to prawda?

    Nie chcę tu wymieniać tych wszystkich obelg pod moim adresem, jakie padały na sesji rady powiatu czy rady miasta w Żmigrodzie. Nazywano mnie np. przestępcą. Wciąż trwa nagonka w prasie lokalnej na pograniczu prawa. Dwukrotnie po zmroku próbowano wybić szyby w moim domu. Po tych incydentach kilka godzin później z drugiej strony dużym kamieniem polnym w końcu wybito mi szybę. Nie mam wątpliwości, że to miało związek z całym zamieszaniem. Mojej córce przed domem przebito dwa koła. W lutym, gdy wracałem z pracy, jeden z kierowców najechał na mnie, aby zepchnąć mnie do rowu. Na szczęście, nic się nie stało. Komendant powiatowy policji powiedział w końcu tak: „Za dużo z panem związanych jest niejasnych przypadków”. Prezes klubu Piasta Żmigród niezadowolony z wysokości dotacji dla drużyny powiedział na sesji rady miasta do mnie przy wszystkich: „Zobaczy Pan, jak kibice naszego klubu podziękują panu na ulicy”. Dodam tylko, że ten pan jest policjantem w Żmigrodzie.

    Ten polityczny tygiel spowodował, że ma Pan niezbyt łatwy start na stanowisku.

    Zgadza się, choć trzeba jasno powiedzieć, że ludzie PO stworzyli całe zamieszanie po to,  żeby odzyskać władzę. Przecież były poseł Marek Łapiński jest bezrobotny. A skąd się wziął obecny rozłam w sejmiku dolnośląskim? Gdy nie udało mu się w kilku innych miejscach załapać, pan Łapiński zapragnął zostać marszałkiem sejmiku z protekcji Grzegorza Schetyny, ale frakcja Jacka Protasiewicza się nie zgodziła i zrobił się bałagan. Wystarczy na bieżąco analizować pewne koneksje i układy.

    W pewnym momencie w trzebnickim starostwie w jednym budynku pracowało dwóch starostów - jeden wybrany legalnie, drugi nie. Sytuacja kuriozalna, szczególnie dla mieszkańców, w oczach których reputacja władzy lokalnej została mocno nadszarpnięta. Nie wszyscy chyba zorientowali się w całym sporze.

    Mamy tego świadomość, że lokalna społeczność spojrzała na to wszystko negatywnie. Wielu mówiło, że jak dwóch starostów, to i dwie pensje z podatków. Po drugie, co to znaczy, że jeden legalny, a drugi nie? Absurd. Ludzie odebrali to źle w kontekście zaufania do władzy, ale myślę, że wyszedłem ze wszystkiego z twarzą. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Wszystkie głosy na mnie były ważne. Martwią mnie jednak relacje w radzie powiatu, bo radni obrażają urząd starosty. Robił to nawet Robert Adach, który, moim zdaniem, jako były starosta powinien być w takich docinkach i atakach ostatni. Przykład? Decyzją rady powiatu obniżono mi pensję tak, że zarabiam mniej od podwładnych. To jest chory układ, żeby szef zarabiał mniej od swoich pracowników. Nie chodzi o mnie, ale o zasadę. Czego my uczymy następne pokolenia? Bylejakości, lichoty i miernoty.

    Czy Pana zdaniem spór w Trzebnicy odzwierciedla w jakiś sposób to, co dzieje się na poziomie polityki ogólnokrajowej?

    Tak to wielu odbiera. Platforma traci władzę, traci stołki, a wraz z tym wpływy. Oczywiście, krzyczy, bo nie może się z tym pogodzić. Ci ludzie naprawdę nie mają co ze sobą zrobić. Nie trzeba daleko szukać.

    Czytaj więcej w tym temacie:

    Starosta? Tylko jeden!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół