• facebook
  • rss
  • Bliski czy daleki Wschód?

    Maciej Rajfur

    |

    Gość Wrocławski 24/2016

    dodane 09.06.2016 00:00

    Krzyż w kaplicy obozu dla uchodźców, a na nim w języku arabskim wypisane słowa Chrystusa: „Nie bójcie się”. – Gdy się wysłucha świadectw tych ludzi, nabiera on niesamowicie wyrazistego przesłania – wspomina ks. Rafał Cyfka.

    Jeden z księży archidiecezji wrocławskiej, pracownik Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, spędził tydzień w Iraku i Libanie. Postanowił podzielić się świadectwem i przekazać świadectwo tych, którzy każdego dnia prześladowani są z powodu jednego imienia: Jezus.

    Blizny, które krzyczą

    Jako sugestywny obraz tego, co przeżywają chrześcijanie w Syrii czy Iraku na terenach Państwa Islamskiego, ks. Rafał Cyfka przytacza historię 20-letniego chrześcijanina z Aleppo. – Został porwany przez dżihadystów. Więzili go przez kilkanaście dni, krępując ręce drutem kolczastym – rozpoczyna opowieść ks. Rafał. Fundamentaliści zapytali mężczyznę, czy wyrzeknie się chrześcijaństwa i przyjmie islam. Ponieważ nie chciał tego zrobić, straszono go przez kilka dni, delikatnie podcinając mu gardło i grożąc, że jeśli nie wyprze się Chrystusa i nie uzna Mahometa za proroka, zostanie zabity. 20-latek nie wyparł się swojej wiary. – Bliscy w końcu uzbierali pieniądze na okup. Udało się więc wykupić młodego człowieka z niewoli Państwa Islamskiego. Ale chłopak po traumatycznych przeżyciach postradał zmysły i zamknął się w sobie. Jego losy opowiedzieli mi rodzice – mówi polski kapłan. Jak dodaje, cała rodzina uciekła z Syrii i zamieszkała w Libanie. Tam rozpoczyna nowe życie i próbuje doprowadzić swojego syna do normalnego funkcjonowania. Blizna na szyi po podcinaniu gardła i poranione nadgarstki naznaczone wiązaniem drutem kolczastym symbolizują dramat milionów chrześcijan mieszkających na Bliskim Wschodzie i mierzących się z okrucieństwem tylko dlatego, że są wyznawcami Chrystusa. – Twarz tego chłopca i jego blizny zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. To wyraz przemocy oraz bestialstwa, z jakim podchodzi islamski fundamentalizm do chrześcijaństwa – kwituje ks. Rafał Cyfka.

    Obraz drugi

    Obóz dla chrześcijańskich uchodźców. 5 tys. blaszanych kontenerów dla 5 tys. rodzin w irackiej Ankawie obok Erbilu. W samym środku obozu kaplica, a w niej potężny krzyż. Na nim w języku arabskim wypisane słowa Chrystusa: „Nie bójcie się”. – Ci ludzie przeżyli wielki dramat, uciekając w nocy, by ratować swoje życie przed barbarzyńcami z Państwa Islamskiego. Gdy się wysłucha ich świadectw i zobaczy warunki, w jakich mieszkają, ten krzyż z napisem nabiera niesamowicie wyrazistego przesłania. To mnie bardzo dotknęło – wspomina polski kapłan. Poruszająca była dla niego także wizyta w chrześcijańskim mieście Alqosh, na granicy z Państwem Islamskim, w Kurdystanie. Stąd rozciąga się widok na dolinę Niniwy i na tereny pod władzą ISIS. Dokoła Alqosh rozmieszczone są inne miejscowości chrześcijańskie odbite przez żołnierzy Kurdystanu z rąk dżihadystów. – Byliśmy tam i wtedy zobaczyłem, jak wyglądają domy, w jakim stanie znajdują się chrześcijańskie świątynie. Taki obraz zostawia trwały ślad w pamięci i daje wyobrażenie, z czym mierzą się tamtejsi chrześcijanie – opowiada.

    Albo islam, albo śmierć

    Rzeczywistość, w której przyszło żyć dzisiaj w Syrii czy Iraku wyznawcom Chrystusa, maluje się w czarnych barwach. Chrześcijanie muszą uciekać z miejsc, które zajmuje ISIS, ponieważ dżihadyści stawiają im pozorny warunek: albo przyjmujecie islam i mieszkacie bezpiecznie, albo płacicie dżizję (specjalny podatek w wysokości nawet ok. 4 tys. dolarów za miesiąc od rodziny) i żyjecie w spokoju jako chrześcijanie, albo musicie się wynieść, bo inaczej zostaniecie zamordowani. Czemu pozorny warunek? W rzeczywistości bowiem ci, którzy zostają i płacą dżizję, prędzej czy później są zmuszani brutalnymi metodami do przyjęcia islamu. Fundamentaliści grożą, że zabiją całą rodzinę, a oszczędzają jej głowę. W ten sposób ojciec ma żyć w strasznej świadomości, że swoją decyzją zabił żonę i dzieci. – Docierają do nas informacje, że ci, którzy siłą zostali zmuszeni do przejścia na islam, dalej modlą się do Jezusa. Kiedyś usłyszeliśmy od jednego z mężczyzn: „Ustami swoimi wyznałem, że Mahomet jest moim prorokiem, jednak Jezus jest ciągle Bogiem mojego serca”. Ten cytat pokazuje kolejny dramat naszych braci w wierze – stwierdza ks. Rafał Cyfka. Chrześcijanie Bliskiego Wschodu doskonale wiedzą, że pozostanie pod butem terrorystów będzie prędzej czy później oznaczać dla nich piekło. Nawet jeśli przejdą na islam, policja religijna podejmie wobec nic szczegółowe kontrole, które mają sprawdzić, jak praktykują wiarę, jak się modlą i czy chodzą do meczetu. Łatwo wówczas o podejrzenie, że nie do końca uczciwie i szczerze przyjęli islam. A wtedy znów pojawia się groźba śmierci.

    Pomoc, ale na miejscu

    Ks. Rafał Cyfka wyruszył w podróż na Bliski Wschód, aby zobaczyć realizowane przez PKwP projekty dla chrześcijan, którzy uciekają z Syrii i terenów zajętych przez Państwo Islamskie w Iraku. – Jechaliśmy też po to, aby pokazać solidarność Kościoła w Polsce i Kościoła powszechnego z cierpiącymi chrześcijanami. Po to, by błogosławić w tych rodzinach, by z nimi rozmawiać, poznać ich świadectwa i w ludzki sposób świadczyć miłosierdzie poprzez wysłuchanie i dodanie otuchy – mówi kapłan. W swojej działalności Stowarzyszenie Papieskie Pomoc Kościołowi w Potrzebie idzie za mocnym głosem papieża Benedykta XVI z Libanu z 14 września 2012 r.: „Bliski Wschód bez chrześcijan nie będzie tym samym Bliskim Wschodem”. – Nie skazujemy prześladowanych na mieszkanie w Aleppo, Mosulu, Niniwie czy Rakce, gdzie grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Pomagamy im właśnie tam, gdzie mogą bezpiecznie funkcjonować jako wyznawcy Chrystusa. Na tych terenach, gdzie nie są prowadzone działania wojenne – tłumaczy kapłan pracujący w PKwP. Międzynarodowej organizacji zależy na tym, aby ofiary strasznych prześladowań były jak najbliżej swojego miejsca zamieszkania, by po zakończeniu konfliktu mogły spokojnie wrócić do swoich miast. – Dlatego pomagamy w sposób przemyślany: kupujemy kontenery mieszkalne, wynajmujemy mieszkania, tworzymy miejsca pracy, aby chrześcijanie zarabiali na swoje utrzymanie, oferujemy pomoc psychologiczną, przygotowujemy ośrodki traumy dla tych, którzy przeżyli koszmar wojny, zakładamy szkoły, uniwersytety, aby pomimo trudnej sytuacji dzieci uchodźców mogły kontynuować edukację – wymienia kapłan. Dlaczego warto pomagać na miejscu? – Potrzebujemy wykształconych chrześcijan, aby to właśnie oni kreowali po wojnie nową rzeczywistość. Nie są więc zamknięci w obozach, gdzie całymi dniami nic się nie robi, lecz daje się im możliwość pracy, zarobku, rozwoju oraz edukacji. Pokazujemy, że ich życie w ich rodzinnych stronach ma sens. Bo konflikt wojenny kiedyś się zakończy – wyjaśnia ks. R. Cyfka. Chciałby przy tej okazji podziękować wiernym archidiecezji wrocławskiej za zaangażowanie i pomoc niesioną chrześcijanom prześladowanym na Bliskim Wschodzie, za ofiary złożone do puszek w sierpniu 2014 i listopadzie 2015 roku. – Dzięki temu wsparciu kupiliśmy kontenery mieszkalne dla chrześcijan, którzy uciekli z Niniwy i Mosulu. Dzisiaj mieszkają na terenie Erbilu. Mogliśmy im ofiarować pomoc humanitarną, pastoralną i psychologiczną. Umożliwiliśmy kontynuację edukacji ich dzieci. Pieniądze wrzucone do puszki, a wraz z nimi nasza regularna modlitwa naprawdę przekładają się na ratowanie życia cierpiących braci w Chrystusie – podsumowuje kapłan.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół