• facebook
  • rss
  • Anatomia legendy i fakty

    dodane 16.06.2016 00:00

    Autorki książki poświęconej Tomaszowi Surowcowi (5.03.1949–24.01.2016) dotarły do nieznanych dotąd dokumentów, przeprowadziły mnóstwo rozmów z rodziną i znajomymi śp. T. Surowca. Wydobywają jego prawdziwe oblicze spod warstw obiegowych opinii.

    Oblicze prawdziwe – nie pomnikowe, z trudnymi tajemnicami, ale wciąż, a może jeszcze bardziej, budzące sympatię. I prowokujące do wielu refleksji na temat realiów minionych czasów.

    Na fali wydarzeń

    Dzieje bohatera swej książki przedstawiają, począwszy od dzieciństwa. Tomasz urodził się w Łodzi. Miał starszą siostrę Walentynę (córkę pierwszego męża swojej mamy) oraz młodszego brata Bogdana. Ojciec Tomka zmarł, gdy chłopiec miał pół roku.

    – Ojczym zajmował się handlem końmi i zaangażował do pracy przy nich młodego pasierba – wspominają autorki. T. Surowiec w takich warunkach zaniedbuje nieco naukę, kończy szkołę podstawową z pewnym opóźnieniem. Tymczasem ojczym umiera, a mama niespodzianie znajduje się w trudnej sytuacji finansowej. Wysyła wówczas starszego syna do wojska, do Łasku. – Tutaj kończy zasadniczą szkołę zawodową, zyskując zawód mechanika kierowcy, szybko się żeni. Źle znosi wojsko. Udaje mu się w końcu, ze względów zdrowotnych, zerwać wojskowy kontrakt. Dostaje pracę w MPK w Łodzi, a stamtąd w 1976 r. wyjeżdża do Wrocławia, gdzie również pracuje w MPK – opowiada pani Maria. – Jego sytuacja rodzinna była skomplikowana, jednak więzi z bliskimi pozostawały dla niego zawsze bardzo ważne, starannie je pielęgnował – podkreślają. Z uwagą pochylają się nad wydarzeniami sierpnia 1980 r., gdy na Wybrzeżu wybuchają strajki. T. Surowiec jest zwykle przedstawiany jako osoba, która miała wówczas decydujący wpływ na rozpoczęcie strajku we wrocławskim MPK w VII Zajezdni przy ul. Grabiszyńskiej. – Tak naprawdę zupełnie przypadkiem otrzymuje od Andrzeja Pawlika ulotkę z 21 postulatami strajkowymi z Gdańska – które zresztą i tak krążyły już po Wrocławiu – tłumaczą. – W zajezdni przy ul. Grabiszyńskiej panuje już wtedy nastrój strajkowy. Na zebraniu załogi T. Surowiec, postawiony przez kolegów na stole, odczytuje owe postulaty, po czym zapada decyzja o strajku. Splot wydarzeń sprawił, że stał się jakby symbolem jego początku – mówi pani Małgorzata. – Jest prawdą, że wykazał się odwagą, wchodząc do komitetu strajkowego, „dając” swoje nazwisko – dodaje pani Maria. – Później działał w punkcie informacyjnym dla strajkujących w autobusie Berliet 800, sumiennie wypełniając powierzone sobie obowiązki. Na czele utworzonego w zajezdni Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego stanął tymczasem Jerzy Piórkowski.

    Pośród milionów

    Wkrótce powstaje Międzyzakładowy Komitet Założycielski „Solidarność”, w którym T. Surowiec pełni funkcję skarbnika. – W tym czasie współpracuje z Józefem Piniorem – mówi M. Wanke-Jerie. I dodaje, że miał w sobie coś, co J. Pinior określił sformułowaniem „arystokracja robotnicza”. – Chodzi o pewne poczucie godności, jakąś szlachetność i inteligencję, niezależną od formalnych kompetencji, edukacji. Autorki przytaczają przykłady owej „arystokracji” T. Surowca, dodając jednocześnie, że niepotrzebnie zbudowano wokół niego legendę bohatera, która zresztą najwyraźniej była dla niego ciężarem. Przypisuje mu się – niesłusznie – choćby zainicjowanie akcji „10 milionów”, poprzedzającej słynną operację z „80 milionami”. Nie był jej pomysłodawcą, ale w niej, jako skarbnik, uczestniczył. Owe 10 mln zdeponowano u abp. H. Gulbinowicza wiosną 1981 r., po tzw. prowokacji bydgoskiej. Tymczasem w czerwcu 1981 r., po wyborach w „Solidarności”, T. Surowiec przestaje pełnić funkcję skarbnika. Zostaje etatowym pracownikiem Zarządu Regionu – jako kierowca oraz osoba odpowiedzialna za sprawy gospodarcze. Autorki książki przedstawiają dokładnie akcję podjęcia 80 mln, konfrontując różniące się między sobą relacje dostępne w dotychczasowych publikacjach. Bohater książki był w tym brawurowym przedsięwzięciu kierowcą (miał własne auto, dużego fiata). Wiózł pieniądze z banku na Osobowice, gdzie zostały przepakowane do małego fiata S. Huskowskiego – z którego Surowiec zabrał zapasowe koło, by walizki z pieniędzmi się zmieściły. Przedtem, gdy okazało się, że wypisany czek ma niewłaściwą pieczątkę, pojechał szybko do Zarządu Regionu, by ten problem rozwiązać.

    Koniec konspiracji

    10 dni później, 13 grudnia, rozpoczyna się stan wojenny. Analizując rozbieżne relacje na temat losów T. Surowca, autorki przypuszczają, że mógł być zatrzymany jeszcze tego samego dnia wieczorem, ale szybko go wypuszczono. Obalają natomiast tezę, że dał się złamać służbom na początku stanu wojennego. – Wybrał wówczas inną, specyficzną drogę. Podjął jawną współpracę z władzami – tłumaczą. I opowiadają, jak 31 grudnia wraz z 4 innymi osobami udał się na rozmowę do generała Steca oraz wojewody Owczarka. – Rozmawiali o internowanych kolegach i ich rodzinach, o losach osób zatrudnionych w Zarządzie Regionu, który przecież przestał istnieć. On sam został przywrócony do pracy w MPK już 7 stycznia – wyjaśnia pani Maria. Warto dodać, że kiedy władze zorientowały się, że z solidarnościowego konta zniknęło 80 mln i wszczęły dochodzenie, T. Surowiec podjął współpracę z organami ścigania i złożył dwa szczegółowe wyjaśnienia. – Powiedział im wszystko, co wiedział. Nie znał jednak miejsca, do którego ostatecznie trafiły podjęte pieniądze. Pytanie, czy byłby gotów je ujawnić, gdyby miał taką wiedzę? – zastanawiają się autorki. W latach 80. nie był zbyt aktywnym działaczem „Solidarności”. Jego koledzy pamiętają go z tego okresu jako osobę raczej wycofaną. Jak to się stało, że później został wybrany na szefa „Solidarności” w MPK? Nie wiadomo. – Jedno jest pewne – w tej roli, „jawnego związkowca”, świetnie się sprawdzał, lepiej niż w roli konspiratora – mówi pani Małgorzata. Nosił jednak w sobie trudne tajemnice. To było „życie z krzyżem” – piszą autorki.

    Dobry człowiek, nie heros

    Kiedy w 2006 r. miał kandydować do Rady Miejskiej, oznajmiono mu o „problemach lustracyjnych” dotyczących jego osoby. – Dokumenty na temat Tomasza Surowca znajdujące się we wrocławskim IPN zostały całkowicie zniszczone. W warszawskim IPN zachowały się w elektronicznej wersji i zapisach w kartotece odtworzeniowej – mówi M. Wanke-Jakubowska. – Wiadomo, że jesienią 1980 r. została założona sprawa „Poligon”, do której dołączono Tomasza Surowca jako figuranta. Jako taki pozostawał przez lata w obszarze zainteresowania służb. Autorki dotarły do późniejszych dokumentów określających czas i niektóre okoliczności zarejestrowania T. Surowca – najpierw jako kandydata na tajnego współpracownika, a potem tajnego współpracownika. – Nie wyjaśnił nigdy publicznie tej sprawy, bronił się jednak przed nazywaniem go bohaterem, nie chciał występować publicznie, długo wzbraniał się przed przyznawaniem mu odznaczeń – choć później otrzymał m.in. medale „Niezłomni” i „Zawsze Solidarni”. – To był dramat człowieka, z którego na siłę starano się zrobić herosa – podkreślają autorki. – Nie był nim, natomiast starał się żyć uczciwie, pomagać ludziom. Był osobą bardzo wrażliwą na potrzeby innych, co wyraźnie ujawniło się w czasie ostatnich 26 lat jego życia. Przewodniczył legalnej już „Solidarności” – najpierw wydziałowej, potem został wiceprzewodniczącym, a następnie przewodniczącym „Solidarności” MPK. W późniejszym czasie, jako emeryt, pozostawał członkiem zarządu. Znakomicie sprawdzał się w tych rolach. Interweniował w wielu pracowniczych sprawach, pomagał ludziom w trudnych życiowych sytuacjach. Był zasłużonym honorowym krwiodawcą, wspierał domy dziecka. – Uczestniczyłyśmy kiedyś w debacie o tym, jak pisać o ludziach „Solidarności”. Powiedziałam wtedy, że prawdziwi bohaterowie zasługują, by o nich nie kłamać – zauważa pani Małgorzata. – Ukazanie pełnej prawdy, nawet jeśli wprowadza rysę na nieskazitelnym wizerunku człowieka, nie przekreśla jego zasług. Sprawia, że staje się bardziej autentyczny, łatwiej go naśladować. Książka „Robiłem, co należało. Tomasz Surowiec (1949–2016). Anatomia legendy” (Wrocław 2016), powstała w ramach serii „Biografie” wrocławskiego wydawnictwa Profil. W zainicjowaniu serii miały udział m.in. Ośrodek Pamięć i Przyszłość, wrocławski oddział IPN oraz Zarząd Regionu dolnośląskiej „Solidarności”.

    Podobne, ale nie jednakowe

    Małgorzata Wanke-Jakubowska i Maria Wanke-Jerie, siostry bliźniaczki, z wykształcenia są matematyczkami. Pracowały m.in. jako asystentki na uczelni, nauczycielki. Zawodowo zajmowały się także informatyką, dziennikarstwem, public relations, zaangażowane były w działalność polityczną. Długie lata pracowały na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu (przedtem Akademii Rolniczej) – pełniąc funkcje rzecznika prasowego oraz kierownika Biura Informacji i Promocji. W 2013 r. zostały odznaczone medalem „Niezłomni” za zasługi w walce o niepodległość Polski, odwagę i godną postawę w stanie wojennym. Po przejściu na emeryturę zaczęły prowadzić blog TwitterTwins.pl, który niedawno skończył rok. – Nasz blog to synteza wszystkiego, co w życiu robiłyśmy – mówią. Nowe teksty ukazują się na blogu regularnie we wtorki i piątki, tuż po północy. Panie mówią o sobie: „Podobne, ale nie jednakowe”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół