• facebook
  • rss
  • Święta, która żyła na peryferiach

    ks. Marcin Kołodziej

    dodane 10.09.2016 17:27

    Jeśli tzw. środowiska postępowe i lewackie podnoszą larum i coś krytykują, oznacza to prawie zawsze, że myśl ta pochodzi od Boga. Tak było w przypadku kanonizacji Matki Teresy z Kalkuty (korespondencja z Rzymu).

    Cały chrześcijański świat niewątpliwie cieszył się z tego wydarzenia. Nie brakowało jednak głosów krytyki, także w naszym kraju. Jak można bowiem, mówili niektórzy, ogłaszać świętą osobę, która była przeciwnikiem aborcji. Ponadto zachęcała chorych do znoszenia swojego cierpienia. A nade wszystko nie prowadziła na odpowiednim poziomie dokumentacji finansowej.

    Odpowiedź Kościoła była następująca: Można taką osobę ogłosić świętą. I jest świętą. Bo wszystko rozbija się o motywację. A ta w przypadku założycielki Misjonarek Miłości była jednoznaczna: „Nie jestem pracownikiem socjalnym. Nie robię tego dla celów socjalnych. Robię to dla Chrystusa. Robię to dla Kościoła” - powiedziała kiedyś do dziennikarza św. Matka Teresa z Kalkuty.

    Podczas Mszy Świętej kanonizacyjnej, w której miałem okazję uczestniczyć na miejscu, obecnych było przeszło 120 tysięcy ludzi. Wśród nich dominowali katolicy z Indii, gdzie znajduje się kolebka zgromadzenia Misjonarek Miłości. Tego dnia na Watykanie kończył się też związany z Rokiem Miłosierdzia jubileusz wolontariatu i tych, którzy pełnią dzieła miłosierdzia.

    Podczas Ewangelii padły słowa, które być może dla wielu obecnych były bardzo trudne do przyjęcia: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26). Ale okazuje się, że wszystko jest możliwe dla tego, kto chce w pełni zrozumieć słowa Chrystusa i nimi żyć na co dzień. Św. Matka Teresa porzuciła wszystko i poszła za Panem Jezusem.

    Chociaż przez dziesiątki lat przeżywała noc duchową, mając przekonanie, że Bóg jej w żaden sposób nie daje odczuć swojej obecności (stąd nazywana jest „świętą od ciemności”), to jednak ze względu na Chrystusa potrafiła robić rzeczy niewyobrażalne. Siłą napędową do posługi wśród chorych i umierających była dla niej przede wszystkim modlitwa, a szczególnie uczestnictwo we Mszy Świętej i adoracja Najświętszego Sakramentu.

    Choć w wielu przypadkach jej działalność była głosem wołającym na pustyni, to jednak innym dawała do myślenia. Św. Matka Teresa z Kalkuty troszczyła się o chorych, cierpiących i umierających. Zabiegała też o prawo do życia dla poczętych dzieci. Walczyła z nędzą i ubóstwem. Ale, jak sama wyznała, od takiej biedy jest coś gorszego. Jest bowiem „inna bieda, bieda osoby, która jest odrzucona od innych, która czuje się niechciana, niekochana, przerażona, osoby, która została usunięta ze społeczeństwa”. Jak sobie radzić z taką biedą? Św. Matka Teresa z Kalkuty dawała jedną odpowiedź: „Idźcie do domu i kochajcie swoje rodziny”.

    Ojciec święty Franciszek, wskazując zebranym jako wzór założycielkę Misjonarek Miłości, która pełniła swoją misję na obrzeżach miast i peryferiach egzystencjalnych, zachęcił, abyśmy i my potrafili odnaleźć się na peryferiach naszego życia, zauważyć potrzebujących i udzielić im wsparcia. Jest to przecież nic innego jak umiejętność posiadania wyobraźni miłosierdzia, do której zachęcał już wcześniej św. Jan Paweł II. Dla niego również życie i działalność św. Matki Teresy z Kalkuty mocno były wpisane w misję Kościoła.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół