• facebook
  • rss
  • Chłopaki, Jezus chce was przy sobie!

    Maciej Rajfur Maciej Rajfur

    dodane 10.12.2016 17:58

    W adwentowym dniu skupienia służby liturgicznej archidiecezji wrocławskiej wzięło udział ok. 200 chłopców. Spotkanie przebiegło pod hasłem: "Niech żyje Chrystus Król".

    Uczestnicy rozpoczęli dzień od spowiedzi i Mszy św., której przewodniczył ks. Marian Biskup, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Kurii Wrocławskiej.

    Po wspólnej modlitwie w kościele św. Bartłomieja na Ostrowie Tumskim ministranci i lektorzy udali się do auli wrocławskiego seminarium. Tam wysłuchali prelekcji zaproszonych gości, którzy podejmowali temat służby liturgicznej w różnych aspektach.

    Jako pierwszy wystąpił ks. Rafał Cyfka, dyrektor krakowskiego Biura Regionalnego Papieskiego Stowarzyszenia "Pomoc Kościołowi w Potrzebie". Opowiadając młodzieży historię prześladowanych chrześcijan z krajów Bliskiego Wschodu, uczulał na dawanie świadectwa przywiązania do Chrystusa własnym życiem, poprzez swoje codzienne postawy.

    - To są ludzie tacy sami, jak my. Ministranci, lektorzy, ceremoniarze tacy, jak wy. Przeżywają te same emocje. O nich wam dzisiaj opowiem, dzieląc się świadectwem ich wiary. W tym roku, po Niedzieli Dobrego Pasterza, wyruszyłem do jednego z krajów, gdzie chrześcijaństwo jest zakazane. Nie wolno nosić krzyżyka, publicznie się modlić, sprawować Eucharystii, nie ma tam kościołów - opowiadał ks. Cyfka.

    A jednak żyją tam chrześcijanie, którzy - mimo zagrożenia życia - praktykują swoją wiarę. Organizują się potajemnie na Mszy św. Wszystkie nabożeństwa religijne przygotowują w wielkiej konspiracji. - Uczestniczyłem tam w kilkunastu Mszach św. w ukryciu, zachowując wszystkie możliwe zabiegi bezpieczeństwa, żeby policja religijna nic nie wyśledziła - mówił kapłan.

    Pewnego dnia na końcu Eucharystii jeden z ministrantów podniósł rękę, aby zabrać głos: "Chciałem podziękować, że księża są tu z nami. My jesteśmy winni wam świadectwo naszej wiary. Na co dzień boimy się tutaj modlić, ale obecność kapłanów sprawia, że nie czujemy już strachu". - Po Mszy św. wychodzi najpierw ksiądz i po jakimś dłuższym czasie wypuszczani są chrześcijanie pojedynczo, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Wyobrażacie sobie? Mamy przecież XXI wiek - opisywał sytuację na Bliskim Wschodzie ks. Cyfka.

    Opowiedział zebranym także bardzo dramatyczne wydarzenie z Pakistanu, kiedy do katolickiego kościoła wszedł w czasie Mszy św. terrorysta uzbrojony w ładunek wybuchowy. - Jeden z ministrantów od razu zauważył ekstremistę. Wiedział, że nie zdąży go wypchnąć ze świątyni i może zrobić tylko jedno: położyć się na nim. Wywrócił więc intruza na ziemię i przykrył go swoim ciałem. Wtedy nastąpił wybuch. Było wielu rannych, ale zginął tylko on, poświęcając swoje życie. Tak wygląda obraz przeżywania wiary w wielu państwach - opowiadał.

    Obecnie dyskryminacja chrześcijan albo ich rzeczywiste prześladowania mają miejsce aż w 116 krajach świata.

    Z ministrantami spotkał się później ks. Paweł Cembrowicz. Proboszcz wrocławskiej archikatedry tłumaczył w swoim wystąpieniu, jak nie dać się rutynie i ciągle głęboko z wiarą przeżywać Mszę św. przy ołtarzu. Pytał także zebranych o znaczenie słowa "rutyna", pewne negatywne przyzwyczajenia w przeżywaniu Eucharystii oraz wspomnienia z pierwszej służby w swoich parafiach.

    - Często sięgamy do tej samej książki, oglądamy także wiele razy kultowe filmy, jak np. "Sami swoi". Ale ciągle, za każdym razem znajdujemy coś nowego, patrzymy na nie już z innej strony, zauważamy nowe rzeczy - tłumaczy ks. Cembrowicz.

    Podał pytania, które warto sobie postawić w przeżywaniu Mszy św.: "Dlaczego właściwie jestem ministrantem/lektorem? Z jakiego powodu? Czy rzeczywiście dla Pana Jezusa, czy może tylko dla kumpli?".

    - Istnieje przecież ta zła rutyna, gdy w zły sposób, automatycznie wykonujemy pewne czynności. Np. przychodzę do zakrystii, zakładam komżę, idę do ołtarza, swoje "odbębnię" i ciągle to samo... Ale jest jeszcze dobra strona rutyny, czyli sprawne i umiejętne wykonywanie swoich zadań przy ołtarzu. Nie ma już tremy, stresu. Stajemy się mistrzami w swoim fachu - wyjaśniał ks. Paweł.

    Uczulał także na niebezpieczeństwo bezmyślnego, powierzchownego służenia przy ołtarzu. Ministrant stoi, patrzy na to wszystko, co się dzieje w kościele, ale myśli uciekają. Jest nieobecny duchowo, tylko fizycznie.

    - Byłem ministrantem od IV klasy szkoły podstawowej. Pamiętam, że w VI czy VII klasie przeżyłem kryzys tożsamości ministranckiej. Zaczęło mnie to trochę męczyć, nie dawało mi tyle satysfakcji, powodowało znużenie. Zadawałem sobie pytanie: "A może czegoś innego trzeba poszukać?". Wtedy ktoś mi uświadomił jedną rzecz: wierność. Nie można tak z kwiatka na kwiatek skakać. Miłość bowiem objawia się w wierności - mówił proboszcz katedry wrocławskiej.

    Zaznaczył, że bycie członkiem służby liturgicznej to przywilej i dar bycia blisko tajemnicy Eucharystii, ale o ten dar należy się troszczyć i go pielęgnować.

    - Jesteście grupą szczególną i elitarną jako ministranci. Za dużo grup tutaj, do seminarium, nie ma wstępu. Pamiętajcie jednak, że do świadectwa trzeba całe życie dorastać. Ciągle ustawiać swoje serce w kierunku Chrystusa - rozpoczął swoje wystąpienie ks. Jakub Bartczak. Dodał, że istotą bycia ministrantem jest chęć służby samemu Bogu.

    - Pan Jezus chce was przy ołtarzu, chce was przy sobie! Nie wiem, czy macie świadomość, ale największy procent powołanych do kapłaństwa jest właśnie ze środowiska służby liturgicznej. Z tego grona Bóg wzywa księży - stwierdził ks. Jakub.

    - Pismo Święte podaje nam bardzo wielu świadków wiary, ale tam spotkamy także antyświadków, którzy swoim postępowaniem potrafili zaprzeczyć temu, do czego Pan Bóg ich powołał. Najbardziej wyrazistym przykładem jest Judasz - oświadczył kapłan.

    Zaznaczył przy tym, że ministrantom grozi szczególnie zostanie antyświadkami, bo znajdują się na świeczniku wspólnoty parafialnej i łatwo mogą zrazić ludzi do Kościoła swoim złym postępowaniem.

    - Można się bardzo znudzić ministranturą, jeśli ktoś nie umie i nie chce spotykać się z Bogiem. Wtedy na pierwszy plan wysuwają się inne powody, dla których stoi się przy ołtarzu: bo mama każe, bo wpadną pieniądze z kolędy, bo lubię być wyżej od innych - tłumaczył ks. Bartczak.

    Poradził więc zgromadzonym, by zadali sobie pytanie i zastanowili się nad nim: "Komu służę i po co?".

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół