• facebook
  • rss
  • Jałmużna – wynik nawrócenia

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 09/2017

    dodane 02.03.2017 00:00

    O ogromie Bożej miłości, której nie można zachować tylko dla siebie, mówi abp Józef Kupny, metropolita wrocławski.

    Karol Białkowski: No co zwrócić uwagę, by owocnie przeżyć Wielki Post?

    Abp Józef Kupny: W tym czasie mamy przede wszystkim przygotować się na przeżycie najważniejszej liturgii w ciągu roku – Wigilii Paschalnej. Wtedy bowiem będziemy świętować zwycięstwo Jezusa Chrystusa nad śmiercią oraz przeżywać ogromną radość z naszego udziału w tym zwycięstwie. Jezus nie tylko opuścił grób, ale obiecał, że każdy, kto do Niego należy, także przejdzie ze śmierci do życia. Dlatego świętując Paschę Zmartwychwstania, wyznamy wiarę w Ojca, Syna i Ducha Świętego, i uświadomimy sobie, że od momentu chrztu świętego jesteśmy ludźmi Chrystusowymi. Należymy do Pana. Wielki Post jest nam dany po to, byśmy z czystym sumieniem i pełną świadomością wypowiadanych słów mogli kolejny raz w życiu powiedzieć: „Wierzę”.

    Bardziej powinniśmy się skupiać na własnym nawróceniu czy na drugim człowieku?

    Jedno nie przeszkadza drugiemu. Pismo Święte pokazuje, że doświadczeniu spotkania z żywym Bogiem i przeżyciu własnego nawrócenia zawsze towarzyszyło otwarcie na drugiego człowieka. Jako przykład można podać Zacheusza. Spotkanie z Jezusem i uświadomienie sobie, że jest dzieckiem Bożym, sprawiły, że – jak to określił sam Chrystus – „zbawienie stało się udziałem jego domu”. Dom nie oznacza ścian, ale ludzi, z którymi ten człowiek mieszkał. Zatem pierwszymi, którzy odczuli, że Zacheusz się nawrócił, byli jego najbliżsi. Następnie – jak wiemy – ten zwierzchnik celników otworzył się na ubogich i pokrzywdzonych. Zawsze doświadczenie Bożej miłości sprawiało, że człowiek chciał się tą miłością dzielić z innymi. Ważna jest jednak kolejność. Bez przeżycia własnego nawrócenia, bez doświadczenia obdarowania przez Boga, jałmużna, pomoc drugiemu mogą być traktowane nawet jako ciężar, który człowieka sporo kosztuje, a w najlepszym wypadku – jako filantropia.

    Miłosierna jałmużna ma nie tylko wymiar pokuty, bo przynosi również wewnętrzną satysfakcję z czynionego dobra. Czy jedno drugiemu nie zaprzecza?

    Ważne jest nie tylko, co robimy, ale także, dlaczego to robimy. Ważne jest to, co człowiek nosi w sercu. Niektórzy twierdzą, że okazując miłosierdzie drugiemu, pokazujemy swoją wyższość nad nim, bo nas na ten gest stać, bo stoimy w hierarchii wyżej od niego, bo nam się lepiej powodzi. Taka postawa nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, które jest najpierw spotkaniem z ogromną miłością Boga; tak ogromną, że ten, który jej doświadcza, czuje, iż nie jest w stanie zatrzymać jej tylko dla siebie. Nie mamy być dobrzy, bo tak wypada albo tego od nas ktoś wymaga czy dlatego, że inni tego od nas oczekują. Dzielimy się tym, co posiadamy, bo mamy świadomość, że sami zostaliśmy obdarowani przez Boga. Niedawno jeden z biskupów z Bliskiego Wschodu pytał Polaków: „Jaka w tym nasza zasługa, że nie urodziliśmy się np. w Syrii, i że dziś nie doświadczamy prześladowań czy wojen?”. Kiedy słyszy się takie pytanie, dociera do człowieka, że nawet miejsce, w którym żyję, dostałem od Boga w prezencie.

    karol.bialkowski@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół