• facebook
  • rss
  • Misje są bliżej, niż myślisz

    Karol Białkowski

    |

    Gość Wrocławski 10/2017

    dodane 09.03.2017 00:00

    O. Guillermo Aguinaga opowiadał parafianom o swojej pracy w Sudanie.

    WPolsce zgromadzenie Misjonarzy Kombonianów Serca Jezusowego, do którego należy o. Guillermo, jest obecne od 25 lat. – Naszym zadaniem jest promowanie misji i mówienie o tym, jak wygląda życie chrześcijan w świecie, ale przede wszystkim zachęta do otwarcia się na potrzebujących wsparcia – wyjaśnia o. Guillermo. Kombonianie zbierają środki na pomoc dla swoich placówek funkcjonujących w 40 krajach oraz szukają chętnych do poświęcenia swojego czasu na ewangelizację na krańcach świata.

    Dlatego prowadzą animacje misyjne w parafiach w całym kraju, pokazując piękno i trud swej pracy. Pomagają także w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie i współpracują z Papieskimi Dziełami Misyjnymi. – Obecnie jest nas dziesięciu. Prowadzimy placówki w stolicy i Krakowie. Nie mamy tu swoich parafii, bo w naszym charyzmacie jest tworzenie nowych wspólnot tam, gdzie ludzie dopiero dowiadują się o Bogu – tłumaczy. Oddał, co dostał O. Guillermo pochodzi z León w środkowym Meksyku. – Ja nie wybrałem swojej misyjnej drogi bezpośrednio. Było to nagłe spotkanie i szybka decyzja – wspomina początki swego powołania. Zaznacza, że gdy jest pytany o to, dlaczego został misjonarzem, odpowiada, że sam nie wie. – Nie byłem ministrantem, nie byłem nawet związany z Kościołem – wyjaśnia. Pewną motywacją była wdzięczność. – Jako dziecko otrzymałem bardzo wiele pomocy w szkole od sióstr zakonnych. Później, gdy byłem już starszy, chciałem oddać to, co dostałem – opowiada. Decydujące było spotkanie z pewnym misjonarzem i późniejszy list od niego. To właśnie ta korespondencja była początkiem drogi do kapłaństwa. Najpierw mieli to być księża diecezjalni, ale wkrótce Guillermo rozeznał, że ciągnie go do pomagania i posługiwania ludziom w różnych krajach. – Dowiedziałem się o charyzmacie kombonianów i on mi bardzo odpowiadał. Co w nim jest takiego niezwykłego? Przede wszystkim to, że tworzymy struktury kościelne od zera. Gdy już są gotowe, przekazujemy je biskupom, a później innym zgromadzeniom, zarówno męskim, jak i żeńskim – tłumaczy. Do pracy w Polsce po raz pierwszy przyjechał w latach 1994–2000. To wtedy nauczył się naszego języka. Następnie wyjechał na 10 lat do Sudanu. – Życie w Afryce jest pełne problemów. Najgorsze są konflikty, bo to one sprawiają, że po tym, jak jakaś państwowość się zawiąże i ludzie odkryją swoją tożsamość, wszystko w krótkim czasie niszczą – opowiada. Zaznacza, że w wieloplemiennych i wielowyznaniowych krajach trudno o porozumienie w sprawie podziału władzy. Podkreśla, że trwająca aktualnie walka w Sudanie Południowym jest pełna nienawiści i prawdziwego... rasizmu, mimo że wszyscy są Murzynami. Od 2013 r. o. Guillermo znów jest w Polsce i o swoich doświadczeniach opowiada teraz w różnych miejscach. Pobudzenie wrażliwości Zapytaliśmy o. Guillermo o jego zdanie na temat wiary Polaków. Zaznaczył, że potrzebuje ona dzisiaj misyjnej odnowy pod względem mentalności. – Trzeba wam pokazać coś innego – podkreśla. Z jego obserwacji, jako człowieka, który pochodzi z zupełnie innej kultury, wynika, że jesteśmy tak bardzo przywiązani do tradycji, iż zamykamy się na inne kultury i sposoby przeżywania relacji z Chrystusem. Jako przykład poddaje problem imigrantów, przed którymi wielu odczuwa lęk. Zaznacza, że nie jest to nic dziwnego, ale postawą chrześcijanina powinna być otwartość. Uzdolnienie do niej jest kolejnym celem kombonianów w Polsce. – Pod względem opieki duszpasterskiej nie jesteśmy tak bardzo tutaj potrzebni. Mamy jednak swoje zadanie. To budzenie wrażliwości misyjnej – przekonuje. Działalność kombonianów przynosi efekt. Chociaż liczba powołań misyjnych wśród kapłanów i sióstr zakonnych spada, to nowością i zarazem wielką radością są świeccy. W tej chwili na placówkach prowadzonych przez zgromadzenie jest 12 osób, głównie tuż po studiach. Ich posługa trwa 2–3 lata. – To jest piękne, że chcą mieć doświadczenie misyjne w swoim życiu – mówi. O. Guillermo ma też dla wszystkich czytelników wielkopostne zadanie. – Takim postanowieniem mogłaby być próba zrozumienia, na czym polega misja. Może w tym pomóc hasło roku duszpasterskiego, które zaproponowali nam biskupi – „Idźcie i głoście”. To pozwoli nam na nowo się otworzyć i być solidarnymi z chrześcijanami w innych częściach świata.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół